Reklama

Diesel zepsuł całą zabawę...

Jeszcze do niedawna Infiniti było nieznaną w Europie marką, ale teraz, również w Polsce, coraz śmielej poczyna sobie na rynku.

Pomóc w tym szturmie na klasę premium Starego Kontynentu ma pierwszy w historii marki silnik Diesla, który właśnie trafił pod maskę ich "małego" crossovera.

EX30d to mniejszy brat testowanego już przez nas FX30d. Możemy zatem liczyć na ciekawą i oryginalną stylistykę, ale nie na przytłaczanie rozmiarami. Fakt, przy 4635 mm długości, trudno nazwać go "małym", ale ze względu na wysokość wynosząca jedynie 1575 mm, wygląda jak terenówka, którą ktoś "przydusił" do ziemi.

Stosunkowo niskie nadwozie nie powinno jednak dziwić - Infiniti znane jest z robienia aut luksusowych z zacięciem sportowym. Nie inaczej skonstruowano też EXa. Auto jest komfortowe, ale zawieszenie zapewnia więcej niż zadowalające prowadzenie, a na krętej drodze docenimy również precyzyjny układ kierowniczy. Niestety, w przeciwieństwie do FXa, mniejszy crossover nie występuje w odmianach S, co oznacza, że nie znajdziemy w nim możliwości utwardzenia zawieszenia, skrętnej tylnej osi, ani sportowych foteli z elektryczną regulacją boczków.

Reklama

Testowana przez nas wersja to 3-litrowy diesel o mocy 238 KM. Bardzo polubiliśmy tę jednostkę po jazdach modelem FX. Dała się wtedy poznać, jako całkiem dynamiczna, choć niezbyt oszczędna, o bardzo wysokiej kulturze pracy. Z tym większą ochotą wsiedliśmy do auta i... Zaraz, zaraz, czy to aby ten sam silnik?

W FXie pracował bardzo cicho, zaś przy wysokich obrotach słychać było jedynie basowy pomruk. Spod maski EXa zaczęły natomiast dobiegać, bynajmniej nie ciche, odgłosy twardej pracy typowej dla jednostki wysokoprężnej. Szybko okazało się, że nieprzyjemnie twardy warkot towarzyszyć nam będzie dość często, bez względu na temperaturę silnika i jego prędkość obrotową.

Trudno nam również pochwalić działanie seryjnego, 7-biegowego automatu. Jeżeli będziemy delikatnie obchodzić się z gazem, auto będzie jechało bardzo ociężale. Mocniejsze jego wciśnięcie zaowocuje nieprzyjemnym szarpnięciem, kiedy skrzynia zredukuje bieg, zaś silnik rozwinie swoje 550 Nm i zacznie kręcić się do 4000 obr./min.

W efekcie mamy zatem dwie opcje - albo jechać bardzo spokojnie, albo dość szybko, słuchając nieprzyjemnego warczenia silnika na wysokich obrotach. Pierwsza "setka" pojawia się na prędkościomierzu, według zapewnień producenta, już po 7,9 s, ale subiektywnie trwa to dłużej. Spalanie w mieście, przy spokojnej jeździe, powinno oscylować koło 11 l na 100 km.

Całkiem korzystnie wypada za to cena. Fakt, 240 500 zł, to równowartość mieszkania, ale jeśli spojrzymy na cenniki Audi, czy Mercedesa, okaże się, że porównywalne Q5 i GLK są droższe. Do niemieckich samochodów musimy bowiem dokupić mnóstwo wysoko wycenionych opcji. Infiniti zaś daje nam seryjnie skórzaną tapicerkę, elektrycznie sterowane przednie fotele i kolumnę kierownicy, nawigację z dyskiem twardym a także rewelacyjny system kamer, który pozwala nie tylko obserwować, co się dzieje z przodu i z tyłu samochodu, ale także może nam pokazać widok "z lotu ptaka", dzięki czemu możemy bez obaw manewrować nawet na zatłoczonych parkingach.

Infiniti EX ma wiele zalet. Jest komfortowe, świetnie wyposażone, bardzo dobrze się prowadzi i ma korzystnie skalkulowaną cenę. Łatwo mu też wybaczyć ograniczoną przestrzeń na tylnej kanapie i malutki bagażnik - to auto dla indywidualisty, a nie ojca rodziny. Niestety, braki w wyciszeniu silnika, a także źle zaprogramowana skrzynia biegów sprawiły, że nie czujemy się ani jak w komfortowej limuzynie, ani jak w aucie o zacięciu sportowym. A właśnie po to kupuje się Infiniti.

Michał Domański

Zostań fanem naszego profilu na Facebooku. Tam można wygrać wiele motoryzacyjnych gadżetów. Wystarczy kliknąć w "lubię to" w poniższej ramce.

INTERIA.PL

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje