Reklama

Czy obcokrajowcy kradną w Polsce samochody?

Czytelnicy coraz częściej uskarżają się na rosnącą liczbę włamań do pojazdów i prób ich kradzieży. W powszechnej opinii ma to być efekt otwarcia granic na pracowników ze wschodu, głownie z Ukrainy. Czy policyjne statystyki potwierdzają te przypuszczenia?

Z prośbą o ustosunkowanie się do tej kwestii zwróciliśmy się do Komendy Głównej Policji.

Reklama

Dane za pierwszych siedem miesięcy bieżącego roku nie potwierdzają doniesień o wzroście liczby kradzieży pojazdów. Wg Policji przestępstw zakwalifikowanych jako "kradzież samochodu i poprzez włamanie" zanotowano w tym czasie dokładnie 5311. Oznacza to, że dane są porównywalne z tymi notowanymi w ubiegłym roku. Wówczas, przez całe dwanaście miesięcy, zgłoszono w Polsce 10 240 tego typu przestępstw. Dla porównania, dwa lata temu, było to 11 645 przypadków.

Co ciekawe, w całym ubiegłym roku, o włamania do auta i próbę kradzieży samochodu podejrzanych było zaledwie 29 obywateli o obywatelstwie innym niż polskie! Najwięcej - aż 20 - było wśród nich Ukraińców. W ośmiu przypadkach chodziło o Litwinów, w jednym o obywatela Białorusi.

Dane za pierwsze siedem miesięcy bieżącego roku rzeczywiście świadczyć mogą jednak o pewnej tendencji wzrostowej. Do tej pory podejrzenia o próbę kradzieży padły na 24 obywateli z zagranicy. Na tę grupę składało się: 15 Ukraińców, 3 Mołdawian, 3 Niemców (!), 2 Litwinów i jeden Hiszpan.

Prezentowane statystyki sugerują, że obawa przed "złodziejami ze wschodu" nie znajduje uzasadnienia w statystykach. Trzeba jednak uczciwie zauważyć, że wiele prób kradzieży nie jest zgłaszanych organom ścigania.

W prywatnych rozmowach niektórzy policjanci przyznają jednak, że natłok pracowników z zagranicy sprawia, że w Polsce mamy dziś do czynienia z sytuacją, z jaką - przed laty - mierzyli się policjanci z Niemiec. To właśnie wówczas, za sprawą pracowników sezonowych, u naszych zachodnich sąsiadów powstał wizerunek Polaka - złodzieja. Tak jak obecnie w Polsce, łupem przyjezdnych często padały wówczas pojazdy, które w oczach ich prawowitych właścicieli, nie miały prawie żadnej wartości.

Rzeczywiście w ostatnich miesiącach spotkaliśmy się z kilkoma próbami kradzieży samochodów, których realna wartość odpowiada iloczynowi wyrażonej w kg masy pomnożonej przez cenę skupu złomu. Zdjęcia, którymi opatrzyliśmy nasz materiał przedstawiają jedno z aut (leciwego Citroena Xsarę), które - o mały włos - a padłoby ostatnio łupem złodziei w Legnicy (Dolny Śląsk). Nie wiadomo, co spłoszyło amatora cudzej własności, ale uszkodzona stacyjka sugeruje, że nie był to jedynie chuligański wybryk... Doszły nas również słuchy o podobnych incydentach z udziałem pojazdów pokroju starych Opli (Astry mk I, Vectry A/B) czy Audi 80.

Paweł Rygas

INTERIA.PL

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje