"Kimi Raikkonen jakiego nie znamy" - weź udział w konkursie i wygraj książkę

Do księgarń trafiła właśnie niezwykła książka o jednym z najlepszych kierowców naszych czasów - Kimim Raikkonenie. Z tej okazji publikujemy jej fragment i zapraszamy do wzięcia udziału w naszym konkursie.

Formuła 1 to jeden z najbardziej niezwykłych sportów i królowa sportów motorowych. Jeśli do tego dodamy sylwetkę wyjątkowego człowieka, który wywalczył sobie drogę na sam szczyt i okrasimy to poruszającymi opowieściami, humorem oraz niepublikowanymi fotografiami, otrzymamy obowiązkową propozycję dla każdego miłośnika motorsportu.

W naszym konkursie możecie wygrać właśnie książkę "Kimi Raikkonen jakiego nie znamy". Wystarczy odpowiedzieć na pytanie: "Które osiągnięcie Kimiego Raikkonena uważasz za najważniejsze? Odpowiedź uzasadnij!". Zgłoszenia prosimy przesyłać na adres motokonkursy@firma.interia.pl. Oprócz odpowiedzi prosimy podać swoje imię, nazwisko, adres oraz zamieścić poniższe oświadczenie:

Reklama

"Akceptuję regulamin konkursu "Kimi Raikkonen jakiego nie znamy" i wyrażam zgodę na przetwarzanie moich danych osobowych na warunkach określonych w regulaminie w celu przeprowadzenia konkursu przez Grupa INTERIA.PL sp. z o.o. sp. k. z siedzibą w Krakowie, os. Teatralne 9A, 31-946 Kraków, jako administratora danych osobowych."

Konkurs trwa od 25 lutego do 11 marca. Wśród nadesłanych zgłoszeń wybierzemy trzy najciekawsze odpowiedzi, których autorzy otrzymają od nas egzemplarz książki "Kimi Raikkonen jakiego nie znamy". Z regulaminem możecie zapoznać się TUTAJ.

A jeśli nadal nie jesteście przekonani, czy warto brać udział w naszym konkursie, to poniżej publikujemy fragment książki.

"1981 rok. Espoo, Karhusuo. Chłopiec jest niespokojny, nie może zasnąć. Matka próbuje go ukołysać. Znów bierze go na ręce, bo on bardzo to lubi. Zupełnie nie przypomina swojego starszego o dwa lata brata, który śpi głębokim snem we wspólnym pokoju dziecięcym, gdy w tym czasie niezwykle wrażliwy maluch przeżywa nocą wydarzenia minionego dnia.

Rano przemęczona matka zastanawia się w drodze do pracy nad tym, o czym rozmawia z mężem już od dłuższego czasu. Chłopiec nie mówi, nie powiedział jeszcze ani słowa, chociaż niedługo skończy trzy lata.

Rodzice zawożą syna na badania. Specjaliści nie znajdują żadnej przyczyny milczenia. Chłopiec wykonuje wszystkie zadania sprawnie, właściwie szybciej niż inne dzieci w jego wieku. Ale nie mówi. Może zacznie później.

W końcu słowa przychodzą, a chłopiec porzuca objęcia matki i rusza przed siebie. Jest szybki. Czyny zwyciężają słowa wynikiem dziesięć do zera. Nogi poruszają się prędzej niż usta. Lniana głowa się usamodzielnia.

Trzydzieści sześć lat później odcina drugi człon swojego imienia, które teraz brzmi po prostu Kimi. Kimi-Matias zniknął w kurzu unoszącym się znad drogi i prawie wszyscy o nim zapomnieli. To imię zna niewiele osób, może ktoś z tych kilkunastu fanów czekających na dole w hotelu Sama-Sama w Kuala Lumpur, piątkowego ranka o godzinie dziewiątej dziesięć. Kibice wiedzą, że kierowca niedługo wyjdzie z windy.

Przyjechali z Malezji, Japonii i Chin. Rozmawiają ze sobą używanym w wyścigach Formuły 1 angielskim, zasób słów mają niewielki, ale za to wypowiadają je donośnie. Krzyki i zawołania nie znają bariery językowej. Fani chodzą od jednej windy do drugiej, a wydawane przez nich jednocześnie melodyjne dźwięki przywodzą na myśl egzotyczne ptaki, które się zleciały, by dziobać ten sam przysmak: małomównego Fina.

Zerkają znacząco na znanego im człowieka, to Sami Visa, reprezentant Kimiego. Właśnie wychodzi z jednej z wind do holu. Niesie plecak z napisem "Ferrari", na którym widnieje numer 007. Ale tym nawiązaniem do Jamesa Bonda fanów nie oszuka. Dla nich to jasne, że siódemka jest stałym numerem startowym Kimiego. Fani wiedzą, co oznacza pojawienie się Visy w holu na dole: niedługo zjedzie Kimi, a oni będą pierwszymi, którzy go zobaczą.

Otwierają się drzwi windy numer cztery. Stoi w niej czerwony człowiek.

Kimi ma na sobie tiszert z kołnierzykiem obszyty logami sponsorów, czapkę z daszkiem i ciemne okulary. Razem z nim nadchodzi także ubrany na czerwono fizjotrener Mark Arnall. Już od szesnastu lat jeździ z Kimim i dba o to, żeby niczego mu nie brakowało. Jedynymi produktami, których Arnall nie jest w stanie dostarczyć, są spokój i prywatność.

Kimi dostrzega fanów i się zatrzymuje. Wie, co musi zrobić, aby dotrzeć do czekającego na zewnątrz samochodu Maserati. Dwie minuty, czterdzieści metrów i już po wszystkim."

s. 13-14

AKTUALIZACJA

Konkurs dobiegł już końca. Z przyjemnością informujemy, że laureatami zostali pani Justyna z Biskupca, pan Michał z Kutna oraz pan Rafał z Mogilna. Gratulujemy!

INTERIA.PL
Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
Reklama