Reklama

Polityczny gest Ferrari? Włosi twierdzą, że nie

Podczas treningów przed Grand Prix Indii na bolidach zespołu Ferrari pojawiła się bandera włoskiej marynarki wojennej. To zapewne polityczny gest, choć stajnia z Marenello twierdzi, że nie. "Ferrari składa hołd jednej z wybitnych organizacji z naszego kraju" - czytamy w oświadczeniu włoskiego zespołu.

Sytuacja ta to pokłosie incydentu, do jakiego doszło w lutym br. u wybrzeży Indii. Wtedy to żołnierze obecni na pokładzie włoskiego tankowca zastrzelili dwóch domniemanych piratów.

Reklama

Władze w New Delhi twierdzą, że byli to zwykli rybacy. Dwaj przekazani indyjskiej policji żołnierze z batalionu piechoty morskiej San Marco, którzy do dzisiaj przebywają w areszcie, pełnili służbę na pokładzie statku Enrica Lexie na mocy porozumienia pomiędzy Ministerstwem Obrony i armatorem.

Strona indyjska twierdzi, że Włosi ostrzelali kuter rybacki, a nie jednostkę piratów. Zginęło dwóch niewinnych ludzi. Włoski konsul w Bombaju jest innego zdania. Jak mówi, "jest mnóstwo różnic w obu wersjach wydarzenia".  Włosi mówią, że na pokładzie kutra wyraźnie widzieli pięciu uzbrojonych ludzi, nie oddali jednak strzałów w ich kierunku, lecz w powietrze. Było ich dwadzieścia.

Według władz indyjskich, strzałów było szesnaście. Akurat tyle śladów kul jest na kutrze - zwracali uwagę Włosi, dodając, że nie jest to ta sama jednostka, którą widzieli żołnierze.

Włosi domagają się natychmiastowego wypuszczenia z aresztu swoich żołnierzy. Twierdzą, że osądzą ich przed włoskim trybunałem.

Gest Ferrari stał się na tyle głośny, że zespół ten opublikował na swoich stronach specjalne oświadczenie. Oto jego treść. "Bandera włoskiej marynarki na samochodach wyścigowych Ferrari podczas  Grand Prix Indii to  hołd jednej z wybitnych organizacji z naszego kraju.  Z całym szacunkiem należnym władzom indyjskim, Ferrari chce podkreślić, że ta inicjatywa nie ma politycznego kontekstu, i nie powinna być tak postrzegana".

Tymczasem mistrz świata Formuły 1 z 2007 roku Fin Kimi Raikkonen (Lotus-Renault), który w niedzielę po raz pierwszy w karierze wystartuje w wyścigu o GP Indii, pochwalił tor Buddh International Circuit, na którym w pierwszych treningach zajął dziesiąte i piąte miejsce.     

Arena niedzielnego wyścigu o Grand Prix Indii znajduje się w Greater Noida, 50 km na południowy wschód od stolicy kraju Delhi. Obiekt zaprojektował najlepszy specjalista w tej dziedzinie Niemiec Hermann Tilke, a jego budowa kosztowała ponad 290 mln euro.  

 "Tor prezentuje się ładnie, jest nowoczesny, dość szybki. Było mi na nim łatwiej pojechać w pierwszych treningach niż w Korei Południowej, gdyż jest łatwiejszy technicznie. Uciąłem sobie po jego krótkim fragmencie spacer, zapoznałem się z nawierzchnią. Sądzę, że będzie tu można szybko pojechać" - przyznał Raikkonen po drugim treningu.  

 Fin dodał, że w kilku miejscach trzeba będzie jechać ostrożnie, zakręty są bowiem tak wyprofilowane, że łatwo będzie z nich wypaść.    "Kto nie umie oszczędzać opon, będzie miał problem. Jazda na zużytym ogumieniu może być bardzo ryzykowana, lepiej zjechać do pit stopu na wymianę opon niż ryzykować" - dodał Fin.  

 Wczoraj dwa pierwsze treningi wygrał broniący tytułu, dwukrotny mistrz świata Niemiec Sebastian Vettel (Red Bull-Renault). A jak będzie podczas kwalifikacji? Przekonamy się o tym niebawem.

Interia.pl/IAR/PAP

Reklama

Dowiedz się więcej na temat: Formuła 1

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje