Reklama

Nieudany wyścig mistrzów świata z Red Bull Racing

Tegoroczne GP Abu Zabi, na długo zapadnie w pamięci kierowców Red Bull Racing. Sebastian Vettel nie ukończył rywalizacji, a fatalny pit stop i zła taktyka wyścigowa, nie pozwoliły włączyć się do rywalizacji o pierwszą trójkę Markowi Webberowi.

Po raz pierwszy w tym sezonie, po zakończeniu wyścigu o mistrzostw świata kierowców Formuły 1, na podium zabrakło kierowców mistrzowskiego teamu Red Bull Racing. Sebastian Vettel startujący z pierwszego pola startowego utrzymał swoją pozycję, ale praktycznie już na pierwszym łuku zakończył swój występ na GP Abu Zabi. Niemiec po wyjściu z zakrętu numer 1 poczuł, że tylna oś samochodu nie zachowuje się normalnie. Kilkanaście metrów później samochód wypadł z toru i zatrzymała się na trawie.

Reklama

Okazało się, że w samochodzie Vettela została uszkodzona prawa tylna opona. Mistrz świata przejechał na "kapciu" całe okrążenie, czyli prawie pięć kilometrów. Nic zatem dziwnego, że po dojechaniu do garażu, mechanicy Vettela orzekli, iż auto nie nadaje się do kontynuowania wyścigu. To był koniec.

"Na wyjściu z pierwszego zakrętu wszystko zdawało się być w porządku, ale już podczas wchodzenia w drugi poczułem, że z tyłem coś jest nie tak. Musiałem szybko opanować samochód, a potem raz jeszcze, ale tym razem już się nie udało, ponieważ straciłem zbyt dużo powietrza w prawym tyle. Miałem przebitą oponę i wypadłem z toru. Gdy wróciłem do boksów, okazało się, że uszkodzenia zawieszenia nie pozwalają kontynuować wyścigu. Podczas tego weekendu naprawdę nie mogliśmy niczego zrobić lepiej - musimy po prostu sprawdzić co spowodowało przebicie opony. Zaliczyłem dobry start i do wspomnianego momentu byłem bardzo zadowolony z bolidu. Przegranie wyścigu na tak wczesnym etapie z pewnością boli. Nie mogliśmy zrobić wiele, więc po wszystkim skorzystałem z okazji aby nauczyć się czegoś na pit wall". - tłumaczył Sebastian Vettel.

Drugi z kierowców Red Bull Racing Mark Webber finiszował tuż za pierwszą trójką. Australijczyk przez długi fragment wyścigu miał szanse na wyprzedzenie finiszującego na trzecim miejscu Jensona Buttona. Ostatecznie szanse Webbera na podium pogrzebali mechanicy, którzy bardzo długo trzymali swojego kierowcy w pit line.

"Podczas drugiego pit stopu założyliśmy kolejny komplet miękkich opon, aby spróbować czegoś innego - z pewnością było warto. Podwójne strefy DRS są tu zdradliwe. W pierwszej łatwo było o zakończenie manewru, ale w drugiej już nie, więc jeśli wyprzedziłem Jensona na początku, on mógł się potem odgryźć. Myślę, że DRS był dziś wyjątkowym chwytem - trudno było wykonać udany manewr. W końcówce pierwszego stintu miałem niezłe tempo w porównaniu z Jensonem. On zjechał okrążenie wcześniej, co nie było problemem, jednak nam przytrafił się kiepski pit stop, więc straciliśmy mnóstwo czasu. Dogoniłem liderów, ale do tego momentu nie liczyliśmy się już w walce". - powiedział Mark Webber po zakończeniu wyścigu.

INTERIA.PL

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje