Reklama

Marazm i beznadzieja w Lotus-Renault

Awaria systemu KERS i ruchomego tylnego skrzydła w bolidach kierowców oraz kara dla Bruno Senny za ignorowanie niebieskiej flagi - to jedyne, warte odnotowania zdarzenia związane z Lotus-Renault, po wyścigowym weekendzie na torze w Abu Zabi.

Tylko z dziennikarskiego obowiązku należy dodać, że Witalij Pietrow zakończył wyścig na miejscu 13. , a Brunno Senna na 16. pozycji. To kolejny występ zespołu Roberta Kubicy bez punktów w tym sezonie.

Reklama

Na początku wyścigu Pietrow zameldował, że w jego samochodzie przestał działać system DRS, co było jednoznaczne z tym, że o wyprzedzaniu rywali Rosjanin może praktycznie zapomnieć. Tym bardziej, że tegoroczny samochód stajni z Enstone jest wolniejszy od konkurentów na torze o niezbyt szybkiej charakterystyce. Szefowie odpowiedzialni za strategię nakazali Pietrowowi oszczędzać twarde opony, tak aby można było przejechać cały wyścig na jednym pit-stopie. Niestety i ta sztuka się nie udała.

"To było dość frustrujące popołudnie, ponieważ mój DRS nie działał. Sądziliśmy, że możemy powalczyć z bolidami z przodu, ale byliśmy bezsilni, więc zdecydowaliśmy się zmienić strategię. Kiedy zatrzymałem się po raz pierwszy, założyliśmy świeży komplet pośrednich opon, ale niestety nie przetrwały one wystarczająco długo, więc powróciliśmy do boksów na 38. okrążeniu, by przejść na miękkie. Niestety, pod koniec wyścigu stały się one zbyt wolne. Tempo było niewystarczające, aby zdobyć punkty. Taka jest rzeczywistość." - powiedział po zawodach Witalij Pietrow.

Jeszcze więcej powodów do zmartwień miał Bruno Senna. Brazylijczyk przed rozpoczęciem zawodów doskonale zdawał sobie sprawę, że tylko eksplozja niesamowitej formy w dwóch ostatnich wyścigach sezonu 2011, może uratować jego miejsce w złoto-czarnym bolidzie w przyszłym roku, na które czyha Romain Grosjean. Jak się okazuje sama motywacja nie wystarcza wobec słabych osiągów bolidu. A jeżeli do tego dodamy awaryjność modelu R31, to można chyba spokojnie napisać, iż domowy wyścig w Brazylii będzie ostatnim występem Senny w roli etatowego kierowcy temu z Enstone.

"Bądźmy szczerzy - nie ma odrobiny przyjemności z takich osiągnięć. Zmagaliśmy się z usterką systemu KERS, karą drive-through i samochodem, który nie jest nic warty, szczególnie na takich torach. Połącz to wszystko w całość i masz odpowiedź dlaczego finiszowałem w tym miejscu. Mieliśmy mnóstwo czasu do nadrobienia i strategicznie, podjęliśmy ryzyko, które się nie opłaciło. Myślę, że ogólnie moje tempo w ten weekend było tak dobre, jak było możliwe. Może w Brazylii będziemy mieli lepszy weekend" - wyznał rozgoryczony Brazylijczyk.

Rozczarowania nie krył również szef teamu Eric Boullier. Chociaż jak stwierdził był przygotowany na niepowodzenie.

"To nie było to, na co liczyliśmy. Wiedzieliśmy, że ten weekend nie będzie należał do najlepszych w sezonie. To, że R31 nie pasują wolne tory powtarzało się przez trzy dni. Obraliśmy odmienne strategie, ale żadna z nich nie okazała się owocna. Nie pomogły nam także nasze problemy z niezawodnością. Chłopaki włożyli duży wysiłek w tym tygodniu, aby spróbować dać nam trochę uśmiechu na tym fantastycznym obiekcie. Niestety, tak się nie stało i nasze oczy są już zwrócone ku Brazylii, by spróbować zakończyć sezon jak najwyżej" - powiedział Eric Boullier.

Pod nieobecność Roberta Kubicy zespół Lotus-Renault w niczym nie przypomina teamu z zimowych testów i początku sezonu. Teraz widać jak duży wkład w rozwój bolidu miał Polak . Dzisiejszy Lotus-Renault to już nawet nie jest średniak stawki i gdyby nie punkty zdobyte w pierwszej części mistrzostw świata team z Enstone nie plasowałby się na 5. miejscu klasyfikacji konstruktorów.

INTERIA.PL/PAP

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Dziś w Interii

Raporty specjalne

Rekomendacje