Reklama

Kubica: To zła decyzja!

Robert Kubica po GP Singapuru nie jest najszczęśliwszym człowiekiem pod słońcem. Kierowca BMW Sauber żałuje, że decyzja teamu z samego początku wyśgigu wpłynęła na jego przebieg. W efekcie Polak stracił dobrą, czwartą pozycję i do mety dojechał dopiero jedenasty bez dorobku punktowego.

Zapraszamy na czat z Robertem!

Reklama

Początek wyścigu był obiecujący. Kubica jechał na czwartym miejscu i był tuż przed pierwszym zjazdem do pitstopu, kiedy nieoczekiwanie na tor wjechał samochód bezpieczeństwa. Stało się tak, ponieważ swój bolid rozbił Nelsinho Piquet i konieczne było usunięcie wraku z jezdni. Zgodnie z przepisami obowiązującymi w Formule 1 w takim przypadku zamykane są aleje serwisowe i za tankowanie w momencie, gdy safety car przewodzi stawce przewidziane są kary. Robert jednak nie miał wyjścia i musiał jechać po paliwo, w przeciwnym wypadku jego samochód stanąłby na torze z pustym bakiem. Ale zamiast tankować jak najszybciej fachowcy z BMW Sauber zwlekali z odesłaniem Polaka do pitstopu. W efekcie naraziło to naszego kierowcę na poważne straty punktowe.

"Decyzja o nie zjechaniu od razu do boksu była nieszczęśliwa i kosztowała mnie utratę dobrego miejsca. Powinienem od razu tam zjechać, ale zespół myślał, że aleja serwisowa będzie wkrótce otwarta, ale tak się nie stało" - przyznał po wyścigu Kubica.

"Cóż, taka jest Formuła 1" - dodał krakowski kierowca. Zdradził również, że ciężko zniósł końcówkę wyścigu.

"Ten wyścig był bardzo trudny fizycznie. Było wiele wybojów. Mam nadzieję, że organizatorzy popracują nad nawierzchnią przez następnym GP. Poza tym widoczność stawała się coraz gorsza i byłem coraz bardziej zmęczony. Miałem potworny ból głowy podczas ostatnich piętnastu okrążeń" - powiedział dziennikarzom Robert Kubica.

INTERIA.PL

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama