Reklama

Formuła 1 na finiszu!

Tegoroczny sezon Formuły 1 jest najciekawszym od lat.

Po latach dominacji Michaela Schumachera i Ferrari wreszcie w tym "najdroższym cyrku świata" stawka stała się bardziej wyrównana i od razu mamy tego efekty. Przed ostatnim wyścigiem sezonu szanse na mistrzowski tytuł ma wciąż trzech kierowców! Poprzednio taka sytuacja miała miejsce w 1986 roku.

W najlepszej sytuacji wciąż jest Lewis Hamilton, który ma cztery punkty przewagi nad Fernando Alonso. Z kolei siedem punktów do Anglika traci Kimi Raikkonen z Ferrari.

Mijający sezon jest pierwszym, w którym w całości uczestniczył Robert Kubica. Polak nie zaliczy go do szczególnie udanych, zwłaszcza jeśli będziemy pamiętać o miejscu na podium wywalczonym już w trzecim starcie w Formule 1. W tym roku nie zobaczyliśmy dotąd polskiego kierowcy na "pudle".

Reklama

Kilkakrotnie Kubica miał spore szanse na dobry wynik, zawsze jednak coś zawodziło, najczęściej bolid BMW... Jednak trzeba również przyznać, że klasyfikacje nie kłamią i to Nick Heidfeld był równiej jeżdżącym kierowcą, zwykle kończąc zawody przed Polakiem. No i miał również więcej szczęścia, lepiej dobierał taktykę i jakoś jego bolid szwankował rzadziej...

Tak czy inaczej, Robert Kubica powinien zakończyć sezon na 6. miejscu, co nie jest złym wynikiem. Co prawda Polaka może jeszcze wyprzedzić Heikki Kovalainen (Renault), jednak różnica pięciu punktów będzie bardzo trudna do zniwelowania.

Kończący się sezon pozostanie w pamięci kibiców i fachowców jeszcze z jednego powodu - bardzo poważnego wypadku, jakiemu w Montrealu uległ Robert Kubica. Bolid Polaka przy prędkości grubo ponad 200 km/h uderzył w betonową barierę. Obecnie wymogi bezpieczeństwa w Formule 1 są jednak tak wysokie, że Kubica wyszedł ze zdarzenia niemal bez szwanku opuszczając tylko jeden, kolejny wyścig!

Ten wypadek pokazał jednak również, że władze FIA i Formuły 1 nie powinny się kierować tylko względami finansowymi, lecz powoli wycofywać się z rozgrywania wyścigów na przestarzałych, a przez to niebezpiecznych torach. Ten proces powinien być nieunikniony tym bardziej, że przybywa nowoczesnych obiektów, na których do minimum zredukowano niebezpieczeństwo uderzenia bolidu w stałą przeszkodę.

Ciąg dalszy na następnej stronie.

Sezon 2007 zapisze się w kronikach również z powodu słynnej afery szpiegowskiej, na skutek której McLaren utracił niemal pewny tytuł mistrza świata konstruktorów. Mistrzem zostało już Ferrari, a tytuł wicemistrzowski zapewniło sobie BMW. Niemiecka firma, dla której to drugi samodzielny sezon w Formule 1 zrobiła niewątpliwe postępy będąc "the best of the rest", czyli trzecią siłą w Formule 1. Cieniem na wynikach niemieckiego zespołu położyło się jednak spora usterkowość bolidów z Hinwill.

Już możemy również wskazać największych tegorocznych przegranych. Poza McLarenem należy do nich Renault. Francuski zespół będzie trzeci w klasyfikacji konstruktorów, ale jego bolidy, które rok wcześniej zdobywały mistrzowskie tytuły nie były w stanie nawiązać walki z czołówką, a często również z BMW. "Tradycyjnie" zawiodła Toyota, której olbrzymi budżet w żaden sposób nie przekłada się na wyniki, a Spyker, który w ostatniej chwili dołączyć do stawki, został sprzedany jeszcze przed końcem sezonu. Co ciekawe jednak, holenderskiemu zespołowi udało się zdobyć jeden punkt.

A kto zostanie tegorocznym mistrzem świata kierowców? Obstawiamy Lewisa Hamiltona, którego nie lubią kierowcy, ale najwyraźniej lubią sędziowie. Wygląda na to, że jest również faworyzowany przez mającego siedzibę w Anglii McLarena. Że nie są to tylko plotki, może świadczyć fakt, że na ostatnim wyścigu pojawi się specjalny wysłannik FIA, którego zadaniem będzie obserwowanie, czy Alonso nie straci szansy na tytuł podczas wizyty w boksie...

Gdyby Hamilton okazał się najlepszy przeszedłby do annałów Formuły 1, bowiem byłby to pierwszy przypadek w historii tego sportu, w którym debiutant sięgnie po mistrzowską koronę. By tak się stało Hamilton nie oglądając się na innych musi dojechać do mety przynajmniej na drugim miejscu. Czy mu się to uda? W Formule 1 nic nie jest pewne, a Hamiltonowi mimo wszystko brakuje doświadczenia, co pokazał podczas Grand Prix Chin, najpierw nie szanując odpowiednio opon, a następnie wypadając z toru.

Tak czy inaczej, ostatni tegoroczny wyścig o Grand Prix Brazylii zapowiada się bardzo ciekawie. Na pewno warto będzie zasiąść w niedzielę o 18.00 przed telewizorem, by śledzić wydarzenia na torze Interlagos.

INTERIA.PL

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy