Reklama

Alonso o bolidzie Ferrari: Jest wolniejszy niż oczekiwaliśmy

Team Ferrari nie jest do końca zadowolony z formy, jaką prezentował nowy bolid F 2012 podczas pierwszych przedsezonowych testów w hiszpańskim Jerez. As zespołu, Fernando Alonso stwierdził, że auto było wolniejsze niż zakładano.

To ma być przełomowy rok dla włoskiej scuderii Ferrari. Od prezentacji nowego bolidu F 2012 słychać głosy z Maranello, że w tym roku team "Cavallino" przerwie dwuletnią dominację Red Bull Racing i powróci na tron królowej sportów motorowych.

Reklama

Po pierwszych tegorocznych jazdach okazuje się, że deklaracje to jedno a rzeczywistość to zupełnie co innego. Przez pierwsze trzy dni zajęć na torze w Andaluzji zespół Ferrari nie błyszczał, zwłaszcza jeśli chodzi o szybkość. Dopiero w ostatnim dniu Fernando Alonso tchnął w serca fanów trochę optymizmu. Hiszpan w dwóch sesjach był najszybszy zostawiając za sobą najgroźniejszych konkurentów. Kierowca Ferrari nie ukrywa jednak, że nie tego się spodziewał po samochodzie F2012.

"Przybyliśmy na pierwsze testy, wyjechaliśmy na tor i byliśmy wolniejsi niż się spodziewaliśmy. Zmieniliśmy sposób pracy nad samochodem i wciąż się uczymy. Przybędziemy do Barcelony o wiele lepiej przygotowani. W ciągu 4 dni przeszliśmy od czerni do bieli, ale nadal mamy sporo roboty do wykonania, zwłaszcza pod względem niezawodności" - stwierdził Fernando Alonso.

Dwukrotny mistrz świata ma świadomość, że do rozpoczęcia sezonu pozostało niewiele ponad miesiąc (GP - Australii 19 marca). Jak przyznaje, na razie zespół wykonał 20 procent założonego planu.

"Niestety, pozostały nam jedynie dwa testy, z których jeden jest później niż rok temu. W Montmelo pod Barceloną musimy pokonywać co najmniej 100 okrążeń dziennie. Na chwilę obecną być może udało nam się zrealizować około 20 procent tego, co musimy zrobić przed pierwszym wyścigiem" - tłumaczył kierowca Ferrari.

Hiszpan nie chciał prognozować wyników, jakich może spodziewać się włoski team w trakcie pierwszego tegorocznego wyścigu na torze Albert Park o Grand Prix Australii.

"W którym miejscu będziemy w Melbourne? Nie mam pojęcia. Z tego co udało się nam już zauważyć, to fakt, że samochód jest w stanie dogrzewać opony, więc możemy wyciągnąć z nich maksimum już na pierwszym kółku. To coś czego nie byliśmy w stanie uczynić przez cały ubiegły sezon. Nadal mamy wiele pracy do zrobienia w obszarze aero i nade wszystko pod względem niezawodności" - wyznał dwukrotny mistrz świata.

INTERIA.PL

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Dziś w Interii

Raporty specjalne

Rekomendacje