Reklama

To nie jest samochód dla "dresa"...

Mówi się czasem, że producent samochodów jest tak dobry, jak dobry jest jego najtańszy model. Czy to stwierdzenie obowiązuje w przypadku BMW?

Co prawda na testy do naszej redakcji nie trafiło najtańsze BMW w całej gamie. Mieliśmy jednak okazję pojeździć najtańszą wersją "piątki", czyli 520d.

Reklama

Samochód ten jest napędzany dwulitrowym silnikiem wysokoprężnym o mocy 163 KM. Współpracuje on z sześciostopniową, manualną skrzynią biegów.

Stylistyka BMW 5 jest już dość dobrze znana. Mimo wysokiej ceny, trochę tych samochodów można spotkać na naszej drodze. Linie nadwozia "piątki" sprawiają masywne wrażenie, potęgowane przez spore wymiary samochodu. Nie każdemu taka konwencja przypadnie do gustu, nie brak stwierdzeń, że wcześniejsze modele były ładniejsze, jednak BMW jest konsekwentne w tym zakresie. Praktycznie wszystkie modele są kontrowersyjne stylistycznie, a mimo tego sprzedają się dobrze (na Zachodzie) lub sprzedawałyby się dobrze, gdyby nie cena (w Polsce).

Wnętrze pojazdu jest już bardziej konwencjonalne. Deska nie zaskakuje, mamy bowiem do czynienia z dwoma analogowymi zegarami i wyświetlaczem między nimi. Ponadto na środku zlokalizowano duży ekran od układu I-drive. Samochód wyposażono w skórzaną tapicerkę, a na desce znajdziemy wstawki ze szlachetnego drewna. Całość komponuje się bardzo ładnie.

BMW duży nacisk postawiło na komfort. Regulacja foteli, a nawet kierownicy jest elektryczna, podobnie jak otwieranie bagażnika. W nocy życie ułatwiają nam zlokalizowane pod drzwiami i lusterkami lampki, które oświetlają teren wokół samochodu. Klimatyzacja jest oczywiście wielostrefowa, a pasażerowie tylnych siedzeń mają własny panel nią sterujący. I oczywiście nie można narzekać na ilość miejsca.

Choć zakrawa to już na truizm należy wspomnieć o systemie I-drive. Chociaż steruje się nim tylko dwoma przyciskami i pokrętłem to mnogość opcji poraża. Jest tam wszystko, ale przebić się przez te wszystkie menu bez instrukcji nie jest łatwo.

163-konna jednostka wysokoprężna w BMW 5 nie jest szczytem marzeń. Samochód o długości niemal pięciu metrów waży sporo, bo niemal 1600 kg. Mimo tego producent deklaruje bardzo przyzwoite osiągi (przyspieszenie do 100 km/h w ciągu 8.6s, prędkość maksymalna 223 km/h; w warunkach zimowych nie mogliśmy tego sprawdzić, ale wydaje się, że te dane są prawdziwe). Mocno przeholowano natomiast z deklaracjami dotyczącymi zużycia paliwa. W mieście ma ono wynosić 8l/100, a na autostradzie - 4.7l/100. Średnio - 5.9l/100. Tymczasem w mieście samochód pali przynajmniej dwa litry więcej niż wynika z danych technicznych. 8l/100 km jest osiągalne w trasie przy delikatnym obchodzeniu się pedałem gazu. A to nie zawsze jest możliwe - aby sprawnie wyprzedzać należy wkręcić silnik na obroty, a wówczas wskazówka chwilowego zużycia sięga liczby 20, natomiast średnie zużycie szybko rośnie do 9l/100 km. Na usprawiedliwienie należy wskazać niskie temperatury powietrza, jakie panowały podczas testu. Tym niemniej nawet w lecie osiągnięcie wartości fabrycznych wydaje się trudne do osiągnięcia (dochodzi wówczas obciążenie silnika klimatyzacją).

Nie zachwyca także kultura pracy jednostki napędowej. Ten silnik na wolnych obrotach po prostu się trzęsie. O ile nie wciskamy sprzęgła największe drgania są na lewarku, jednak po wciśnięciu przenoszą się na nadwozie i fotele. Na szczęście po ruszeniu znikają jak ręką odjął. Nie można mieć również zarzutów do dźwięku, który nie przypomina metalicznego klekotu Diesla.

Dobre wrażenie sprawia także skrzynia biegów, która pracuje lekko i precyzyjnie. Sześć przełożeń obniża spalanie i zapewnia możliwość takiego dobrania obrotów, by auto sprawnie przyspieszało w różnych zakresach prędkości.

Układ kierowniczy wyposażono w system Active Steering, czyli zmienne przełożenie. Działa ono na tyle intuicyjnie, że właściwie kierowca wcale nie musi być świadomy jego obecności.

W połączeniu ze stosunkowo sztywnym, ale i komfortowym zawieszeniem BMW 5 prowadzi się pewnie i bezpiecznie.

Testowany przez nas samochód kosztuje 160 tysięcy złotych. Nie jest to mało. Ale za przyjemność jazdy BMW zawsze trzeba było zapłacić. Tym bardziej, że alternatywy za bardzo nie ma - następny w cenniku samochód z sześciocylindrowym silnikiem benzynowym (523i) o mocy 177 KM jest 13 tysięcy droższy. Natomiast świetna sześciocylindrówka (525i) kosztuje już niemal 200 tysięcy... (MD)

ZOBACZ galerię zdjęć.

INTERIA.PL

Reklama

Dowiedz się więcej na temat: Alex Minsky | BMW | Nie

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Dziś w Interii

Raporty specjalne

Rekomendacje