Przegraliśmy z Czechami bój o inwestycję Daimlera

Daimler nie wybuduje olbrzymiego centrum logistycznego w Polsce. Jak podał "Puls Biznesu", powołując się na doniesienia czeskiej prasy, niemiecki koncern na wartą 500 mln euro inwestycję wybrał okolice Pragi. Przegraliśmy z Czechami ze względów politycznych, czy górę wzięły argumenty matematyczne?

Trudno jednoznacznie stwierdzić. Pewne jest, że czeska lokalizacja jest znacznie bliżej niemieckiej fabryki i kilku innych zakładów zlokalizowanych w Europie Środkowo-Wschodniej, co w przypadku centrum logistycznego ma kolosalne znaczenie. Przy jego budowie liczą się odległość od zakładów i dobra infrastruktura, dostęp do autostrady oraz linii kolejowej. Każdy kilometr robi różnicę w kosztach transportu. Pod tym względem Czechy są w lepszej sytuacji niż Polska.

Niektórzy w decyzji Daimlera doszukują się nawet względów politycznych i twierdzą, że niemiecki gigant motoryzacyjny chce utrzeć nosa Polsce, w której partia rządząca coraz głośniej mówi o reparacjach wojennych. Takie spekulacje ucina jednak w rozmowie z Interią Ewa Łabno-Falęcka, dyrektor ds. komunikacji i relacji zewnętrznych Mercedes-Benz Polska.

- Decyzja w sprawie lokalizacji nie została jeszcze oficjalnie podjęta - tłumaczy. Wtórują jej przedstawiciele Polskiej Agencji Inwestycji i Handlu, którzy nie komentują całej sprawy, uważając ją za otwartą.

Nie chcieli zwolnienia z podatku

Dziennikarze "Pulsu Biznesu" powołują się jednak na swoje źródła. Jak podają, wybrano już konkretną lokalizację. To Úžice, miejscowość oddalona o 10 km na północ od czeskiej stolicy, tuż przy autostradzie D8. Zdaniem "PB" strony dogadały się też w sprawie udzielenia pomocy publicznej. Ta miała być większa niż proponowana przez stronę polską. I właśnie to miał być kolejny czynnik decydujący o wyborze Czech.

Z taką opinią nie zgadza się jednak Łabno-Falęcka. - Pomoc publiczna w strefach ekonomicznych udzielana firmom przez rządy państw Unii Europejskiej jest ściśle określona i nie zostawia pola manewru. Zależy od dwóch czynników: wysokości inwestycji i deklarowanej liczby zatrudnionych. Mając te dwa parametry, wystarczy sięgnąć do tabeli - tłumaczy.

I dodaje, że w przypadku inwestycji Daimlera w strefie ekonomicznej w Jaworze, gdzie koncern buduje już fabrykę silników, pomoc wyniosła 18,7 mln euro. Gdyby nawet rząd chciał ją zwiększyć, musiałby zgłosić to Komisji Europejskiej, a ta musiałby zmienić dotychczasowe przepisy. Taki scenariusz wydaje się jednak mało realny i przede wszystkim czasochłonny.

Pomoc publiczną udzieloną przez rząd firma może odebrać w dwóch postaciach. Albo jako wypłata gotówki, i to po uruchomieniu inwestycji, albo poprzez zwolnienie z podatku. - W przypadku fabryki w Jaworze zwolnienie potrwałoby do 2026 roku. Zdecydowaliśmy się jednak na ubieganie się o zwrot całej kwoty jednorazowo - dodaje Łabno-Falęcka.

Słowacja przestrzeliła, sprawę bada komisja

Jeśli jakiś rząd udzieli wyższej pomocy publicznej, musi się liczyć z konsekwencjami. Gdy dwa lata temu Słowacja wygrała walkę z Polską o budowę fabryki samochodów Jaguara i Land Rovera wartą 1,4 mld euro, oferując indyjskiemu koncernowi Tata Motors pomoc wyższą niż strona polska (125 mln euro), Komisja Europejska zareagowała błyskawicznie. Wszczęła dochodzenie, czy pomoc publiczna zadeklarowana przez stronę słowacką nie zaburzy konkurencji między krajami UE. Jest wysoce prawdopodobne, że KE ostatecznie nie wyrazi zgody na taką wysoką pomoc publiczną. Co się wtedy stanie z fabryką? Z pewnością będzie działać, ale strona słowacka poniesie finansowe konsekwencje.

Hale większe od Amazona

Centrum logistyczne Daimlera to olbrzymie hale o powierzchni 229 tys. mkw. i biurowiec. Inwestycja pochłonie 500 mln euro, a zatrudnienie znajdzie tam ok. 900 osób, które pracować będą na trzy zmiany, 24 godziny na dobę przez siedem dni w tygodniu. Centrum ma zaopatrywać w części zamienne do samochodów produkowanych przez Daimlera całą Europę, a zacznie działać w 2020 roku.

Jules

Reklama
INTERIA.PL
Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
Reklama