Reklama

Niemieckie auta, polskie kompleksy...

...czyli o (nie)chęci do samochodów naszych sąsiadów

Niemiecki przemysł motoryzacyjny to jedna z najważniejszych, o ile nie najważniejsza gałąź tamtejszej gospodarki. Niemieckie koncerny samochodowe należą do najpotężniejszych na świecie. Niemieckie, globalnie rozpoznawalne marki chlubią się długą, niekiedy ponadstuletnią tradycją i godnym podziwu dorobkiem. Świetlana przeszłość łączy się ze znakomitą współczesnością... Ambitnemu, lecz nieporównanie  uboższemu w dokonania narodowi niełatwo żyje się w cieniu takiego sąsiada.

Reklama

Cóż bowiem pozostaje nam, Polakom? Cieszyć się, że zagraniczny potentat postanowił u nas otworzyć swoją fabrykę, bo uznał, że to mu się zwyczajnie opłaci? Buńczucznie zapewniać, że gdyby nie zakręty historii, zabory, wyniszczające wojny, komuna, to my też pokazalibyśmy na co nas stać? Żyć wspomnieniami o niegdysiejszej chwale? Zresztą ułudnej, bo i czym tak naprawdę możemy się poszczycić? Ot, jakiś uznawany za całkiem udany prototyp, licencyjna produkcja jednego czy drugiego modelu... To w zasadzie wszystko.

Taka sytuacja musi rodzić kompleksy. Widać je choćby w internetowych komentarzach pod tekstami na temat niemieckich samochodów. Trudno wśród nich  znaleźć rzeczowe wypowiedzi. Na pochwały nie pozwala narodowa duma i wstyd przed opiniami ziomków. Chwalisz "niemca"? To obciach i brak patriotyzmu! Bez najmniejszych oporów sięgamy natomiast po szyderstwa i najostrzejszą krytykę. Oto garść przykładów, celowo nie przypisanych do konkretnych marek i modeli aut, gdyż chodzi o pokazanie ogólnego nastawienia polskich użytkowników poświęconych motoryzacji serwisów internetowych do produktów niemieckiego przemysłu samochodowego, a nie "wyróżnianie" któregokolwiek z nich...    

"Co oni biorą? Trzeba być nieźle zakręconym, żeby coś takiego zaprojektować."

"Dziękować Bogu, na razie koła są okrągłe, a nie 6-cio kątne..."

"O, jakie paskudztwo!"

"Prawie jak pawian z tyłu..."

"Przód kojarzy się z świstakiem z przymrużonymi oczami..."

"Nie wiem, jakim trzeba być TheBillem, żeby dać się naciągnąć na taki shajs..."

"Może być nawet 1000 KM - ale to zawsze będzie pospolite badziewie..."

"Fajne mamy dzisiaj czasy, silnik kosiarki, ilość cylindrów jak w Tico, wnętrze jak w dyskotece, rachunek jak za zboże, czy coś jeszcze zostało z dawnej gwiazdy..."

"Kolejna jednorazówka. Po 150 tys. skrzynia do naprawy, a po 250 tys. rozpadają się tłoki..."

"Mam odruch wymiotny na jego widok..."

"Kto to jeszcze kupuje?"

"To wozidło wygląda jak latryna za stodołą..."

"Paskudny wygląd, paskudne silniki..."

"Nudny jak flaki z olejem i przereklamowany..."

"Awaryjny szmelc, podstawowe narzędzie do leczenia kompleksów na drodze..."

"Kupując auto niemieckie jesteś patriotą - utrzymujesz polskich mechaników z rodzinami!"

"Ten grill wygląda jak pysk po botoksie..."

Jeżeli takie wpisy stanowią wyraz opinii publicznej, to Polacy powinni od niemieckich samochodów trzymać się jak najdalej. Spójrzmy tymczasem na statystyki z rynku wtórnego, z którego korzysta większość rodaków (auta nowe, jak wiadomo, są kupowane głównie przez firmy). Jak podaje Samar, od początku stycznia do końca września 2020 r. sprowadzono do naszego kraju 630,5 tys. używanych samochodów.

Na liście najpopularniejszych marek pierwsze cztery miejsca zajmują te niemieckie: Volkswagen, Opel, Ford (w swoim europejskim wydaniu ściśle związany z Niemcami) i Audi. W czołowej dziesiątce znalazły się również BMW i Mercedes.

Wśród najliczniej importowanych modeli pierwszy nie niemiecki figuruje dopiero na czternastym miejscu! To Nissan Qashqai. Liderują: Audi A4, Volkswagen Golf, Opel Astra, BMW serii 3, Audi A3, Volkswagen Passat, Ford Focus i Opel Corsa. Przypada na nie prawie jedna piąta całego importu.

Jak to wytłumaczyć? Szydzimy, psioczymy, ale jednak kupujemy? Pozorna nienawiść, w gruncie rzeczy podszyta podświadomą miłością? Gdy się nie ma co się lubi, to trzeba polubić to, co jest dostępne? A może ostra krytyka dotyczy tylko pojazdów względnie nowych i nowoczesnych, a te najczęściej sprowadzane do Polski, czyli liczące ponad 10 lat, wzbudzają zupełnie inne, przyjaźniejsze uczucia?


INTERIA.PL

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama