Reklama

Nowe porsche carrera jak szklaneczka spirytusu

- Towarzyszu generale, może szklaneczkę spirytusu? - proponuje na przywitanie swemu sowieckiemu dowódcy jego sowiecki adiutant. - Spirytus? Na czczo? O szóstej rano? - krzywi się generał. A po chwili się rozpromienia: - Oczywiście, z największą przyjemnością!

Reklama

Ta historyjka ma również swoją współczesną wersję.

- Niewygodny, hałaśliwy samochód? Z mikroskopijnym bagażnikiem i imitacjami tylnych foteli, próbującymi stwarzać wrażenie, że ktokolwiek mógłby na nich usiąść Napędzany absurdalnie potężnym silnikiem benzynowym, żłopiącym paliwo niczym wawelski smok wodę z Wisły? Na krótką, bezcelową przejażdżkę? Oczywiście, z największą przyjemnością!

Ten wóz to najświeższa wersja porsche 911 carrera S. Kolor anthrazit brown metallic. Nówka, jeszcze pachnąca fabryką, z resztkami folii u nasady pedału gazu. Do tego w wersji cabrio, idealnej na ten majowy, upalny dzień.

Słowo "kultowy" wskutek zbyt częstego używania stało się już nieco wyświechtane. Jeżeli jednak wobec jakiegokolwiek pojazdu można po nie bez obawy sięgnąć, to jest nim właśnie porsche 911.

Produkowana od 1963 r. "dziewięćset jedenastka" doczekała się wielu licznych wcieleń. Każda kolejna generacja była oczekiwana z ogromnym zainteresowaniem i na każdą narzekano, twierdząc, że legenda traci blask, że jest zbyt nowoczesna, przeładowana elektroniką, schlebiająca gustom profanów. I za każdym razem po krótkim czasie okazywało się, że malkontenci nie mieli racji, bo porsche to jednak porsche.

Nawet ewoluująca sylwetka modelu 911 wciąż nawiązywała do charakterystycznych linii pierwowzoru. Nie inaczej będzie zapewne z najnowszą, siódmą już generacją 911, zaprezentowaną po raz pierwszy podczas ubiegłorocznego salonu samochodowego we Frankfurcie nad Menem.

O sportowych modelach porsche mawia się niekiedy, że są lekiem na męskie problemy wieku średniego. Jeżeli tak, to nie jest to z pewnością lekarstwo na dolegliwości kręgosłupa. Zajęcie miejsca za kierownicą facetowi o wzroście 190 cm i wadze... - no dobrze, bez szczegółów, powiedzmy, że słusznej - sprawia spore problemy. Wewnątrz - chociaż nowe 911 ma rozstaw osi o 25 mm większy niż poprzednik - też jest ciasnawo, zwłaszcza dla kogoś przyzwyczajonego do podróżowania samochodami, przy projektowaniu których zasięgano rady speców od ergonomii.

Nie pomaga nawet wykorzystanie w pełni zelektryfikowanej regulacji położenia kierownicy i fotela. Siedzący obok pasażer ma ciut wygodniej, za to z tyłu, jak to mawia młodzież: "masakra". Zero miejsca na nogi. Wypadałoby je odkręcić i schować do bagażnika, ale ten ma pojemność zaledwie 135 litrów.

Lubisz jeździć autem na weekendowe zakupy do hipermarketu? No to kup sobie inny wóz...

Jakoś wreszcie udało się usadowić za kółkiem z dumnym logo Porsche i można rozejrzeć się po kabinie. Tu już nie ma żadnych wątpliwości - trafiliśmy do krainy luksusu. Wyszukane wzornictwo. Doskonałej jakości skóra. Aluminium. Znakomitej czytelności wskaźniki. Wyrafinowany system audio. Słowem wszystko, czego moglibyśmy oczekiwać po TAKIM samochodzie za TAKIE pieniądze...

Przekręcamy kluczyk w położonej po lewej stronie kierownicy stacyjce, lekko, jakby od niechcenia, dodajemy gazu i powietrze przeszywa ryk bestii. Komu mało, może ten dźwięk dodatkowo podrasować, wciskając specjalny przycisk na środkowej konsoli. Efekt zaiste piorunujący. Zainteresowanie otoczenia i wzrost męskiego ego o circa about 67 procent - gwarantowane.

Testowane 911 wyposażone jest w sławetny " Porsche Doppelkupplung", czyli skrzynię PDK. Przestawiamy jej dźwignię w położenie "D" i ruszamy, marząc, by jak najszybciej wyrwać się z ciasnych uliczek ("co ten gość tak się ślimaczy, czy nie widzi, że za nim jedzie porsche 911 carrera S Anthrazit Brown Metallic nówka?") na autostradową obwodnicę miasta.

Nareszcie! Wciskamy guzik, zmieniając tryb pracy zespołu napędowego i wydechu w tryb "sport", a następnie "sport plus". Auto, którego tylne koła napędza sześciocylindrowy silnik benzynowy o pojemności 3800 ccm i mocy maksymalnej 400 KM, rozwijanej przy 7400 obrotach na minutę, jest w swoim żywiole. Istne szaleństwo, adrenalina buzuje, ciśnienie krwi rośnie, puls przyspiesza...

"Porszak" pędzi pewnie, niczym przyklejony do szosy gokart. Według danych katalogowych, prędkość od 0 do 100 km/godz. osiąga w 4,3 s, a 160 km/godz. po 9,1 sekundy od startu. Przyznajemy - zapomnieliśmy sprawdzić czy te obietnice odpowiadają rzeczywistości (prędkość maksymalna, określana na 299 km/godz., jest w naszych warunkach drogowych nie do zweryfikowania, przynajmniej legalnego i nie graniczącego z samobójstwem).

Nie rozłożyliśmy też specjalnej osłony chroniącej pasażerów przed wiatrem. Może dlatego po chwili euforię kierowcy studzi nagle głos siedzącej obok towarzyszki podróży: "Chcesz, żeby urwało mi głowę? Czy możesz zwolnić i zamknąć dach?".

Trudno, zwalniamy. Wykonany z materiału dach można otworzyć elektrycznie przy prędkości do 50 km/godz. Cała procedura trwa 13 sekund i tworzy ekscytujący spektakl precyzji ruchu, jak w przypadku wielu nowoczesnych kabrioletów z wysokiej półki.

Wracamy do miasta, gdzie każda nierówność jezdni daje boleśnie odczuć, jak bardzo twarde zawieszenie i niskoprofilowe opony "911" nie pasują do nawierzchni typowych polskich ulic. W aucie o sportowym charakterze drażni też odrobinę działanie systemu start&stop, automatycznie wyłączający i włączający silnik, na przykład po zatrzymaniu przed skrzyżowaniem.

To zapewne gest wobec obrońców środowiska naturalnego. Bo przecież chyba nie przejaw troski o kieszeń właściciela auta. Kto kupuje taki wóz, nie zaprząta sobie głowy wydatkami na stacji paliw. Dla porządku poinformujmy, że według danych fabrycznych porsche, którym jedziemy, powinno spalać średnio niespełna 10 litrów benzyny na 100 km, a w mieście - nieco ponad 12 l/100 km.

Czas rozstać się z naszym cudem motoryzacyjnej techniki i designu. Pewnie na zawsze. Zgodnie z oficjalnym cennikiem tak wyposażone porsche 911 carrera S kosztuje nieco ponad 180 000 euro, czyli prawie 780 000 zł. Jeśli zrezygnujemy ze skrzyni PDK (4331 euro), systemów PDCC (Porsche Dynamic Chassis Control - 3964 euro) i PCC (Porsche Communication Management - z modułem nawigacji, której rewelacyjnie skądinąd czytelne informacje są wyświetlane na ekranie TFT VGA o przekątnej 4,6 cala oraz na jednym z pięciu (klasyka!) centralnych okrągłych wskaźników; kosztuje to wszystko jedyne 3846 euro), sportowego układu wydechowego (3215 euro), luksusowej skórzanej tapicerki Espresso Natural (5755 euro), zrobi się trochę taniej, ale tylko trochę.

Cena wersji podstawowej opisywanego modelu wynosi dokładnie 136 001 euro. Nawet po trafieniu szóstki w totka należałoby się zastanowić czy rzeczywiście stać nas na taki pojazd.

INTERIA.PL

Reklama

Dowiedz się więcej na temat: na czczo

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje