Reklama

Ford Explorer - w pozytywnie amerykańskim stylu

Po niemal 20 latach Explorer wraca do Europy i chce przekonać do siebie kierowców szukających bardzo dużego i bardzo rodzinnego SUVa, który jest przy tym szybki, oszczędny i daje namiastkę luksusu. Podczas pierwszych jazd testowych tym modelem sprawdzaliśmy, jak Fordowi wyszło połączenie tych cech.

Explorera w polskich salonach można było spotkać w drugiej połowie lat 90. - wtedy oferowano w naszym kraju drugą generację tego dużego SUVa. Teraz dostępna będzie jego szósta inkarnacja, i już na pierwszy rzut oka można stwierdzić, że jest to samochód bardzo "amerykański", ale w pozytywnym tego słowa znaczeniu. To przede wszystkim pojazd wielki (przynajmniej jak na europejskie standardy) - ponad 5 metrów długości 2 metry szerokości oraz rozstaw osi przekraczający 3 metry mówią same za siebie. Wrażenie to dodatkowo potęguje ogromny grill i umieszczone na nim prawdopodobnie największe (przynajmniej w europejskiej historii) logo Forda.

Reklama

Podobnie sprawy się mają za kierownicą. Siedzimy wysoko na obszernym fotelu, a przed nami rozciąga się wielka maska, przypominająca, że siedzimy w aucie naprawdę sporych rozmiarów. Co jednak ważniejsze, rozmiary te przełożyły się bardzo wyraźnie na przestronność wnętrza. Widać to szczególnie z tyłu, gdzie ilość miejsca tak nad głową, jak i na kolana, jest wręcz przepastna. To o tyle ważne, że chcąc podróżować z kompletem pasażerów, osoby siedząc w trzecim rzędzie siedzeń będą musiały negocjować o miejsce na kolana z tymi z drugiego. Na szczęście nie są to trudne negocjacje, ponieważ nawet przy maksymalnie odsuniętej do tyłu kanapie, mający 180 cm wzrostu pasażer zmieści się "w bagażniku", choć będzie mu niewygodnie. W optymalnym dla niego położeniu w drugim rzędzie siedzeń nadal będzie sporo miejsca na nogi, co nie jest takie oczywiste nawet w dużych autach z trzema rzędami siedzeń. Największe wrażenie robi jednak ilość miejsca na głowę - na rynku jest dosłownie kilka SUVów w których dorosła osoba (siedząca w trzecim rzędzie) nie będzie dotykała głową podsufitki, a w Explorerze ma nad sobą sporo przestrzeni!

Spory jest także bagażnik i to w każdej konfiguracji. Przy komplecie pasażerów mamy do dyspozycji 330 l, więc wystarczy na duży plecak dla każdego podróżnego. W konfiguracji pięcioosobowej uzyskujemy 635 l, a maksymalnie można przewieźć Explorerem aż 2274 l.

Do dużego, rodzinnego SUVa najlepiej pasuje mocny silnik Diesla? Nie tym razem - Explorer to model amerykański i produkowany w Ameryce, a stosunek tamtejszych kierowców do jednostek wysokoprężnych jest dobrze znany. Zamiast tego Ford proponuje nam hybrydę plug-in. I to jaką! 3-litrowy silnik V6 EcoBoost we współpracy z elektrycznym motorem, daje kierowcy do dyspozycji 457 KM i aż 825 Nm maksymalnego momentu obrotowego. Explorer to co prawda wielki i ciężki samochód, ale i tak przyspieszenie do 100 km/h w 6 s to świetny wynik, a wrażenia jazdy naprawdę szybkim autem, wzmacnia rasowy warkot silnika.

Podczas spokojnej jazdy natomiast, auto uzyskuje naprawdę niezłe wyniki zużycia paliwa. Według producenta średnio jest to 10,4 l/100 km (przy całkowicie rozładowanej baterii) i po przejechaniu ponad 300 km możemy potwierdzić, że to wartość możliwa do uzyskania. Z kolei ładując baterię do pełna (co trwa 5:50 h, jeśli korzystamy ze zwykłego gniazdka), Ford obiecuje nawet 44 km jazdy bezemisyjnej. Podczas spokojnej jazdy zauważyliśmy natomiast pewną nerwowość w reakcjach na gaz, za co część winy może ponosić 10-biegowa przekładnia automatyczna, która nie zawsze jest przekonana co do tego, czy aktualnie wybrany bieg, jest właściwy.

Kończąc wątek wrażeń zza kierownicy, warto zaznaczyć, że Explorer najlepiej czuje się na prostych odcinkach dróg. W zakrętach prowadzi się posłusznie, ale kierowca wyraźnie czuje, że ma do czynienia z dużym SUVem, ważącym niemal 2,5 tony. Daje się to odczuć także podczas hamowania. Wysoka moc i ogromny moment obrotowy najlepiej nadają się zatem do wyprzedzania na drogach szybkiego ruchu oraz do ciągnięcia przyczepy (do 2,5 t).

Ogólnie Explorer zrobił na nas bardzo dobre wrażenie, jako przestronny i wygodny SUV o świetnych osiągach. Zaczęliśmy się też zastanawiać, czy czasem modelem tym Ford nie chce zmierzyć się z modelami marek premium. Sam producent zastrzega, że nie ma takich ambicji, ale od podobnych porównań nie ucieknie, ponieważ żadna marka popularna nie oferuje samochodu tak dużego. Ponadto Ford nie oszczędzał na dodatkach typowych dla samochodów "premium". Przykładowo przednie fotele są wielokonturowe oraz mają funkcję masażu - i to nie masażu odcinka lędźwiowego (realizowanego przez silniczki operujące ustawieniem oparcia lędźwiowego) lecz prawdziwy z pięcioma trybami pracy i masujący również pośladki (co jest właściwie niespotykane nawet w luksusowych limuzynach)! Idąc dalej - górna część deski rozdzielczej wykończona jest skórą, w wersji Platinum otrzymujemy wstawki z drewna jesionowego, a o komfort dba aktywny system redukcji hałasu. Warto wspomnieć także o nagłośnieniu B&O Play o mocy aż 980 W, a także o elektrycznym sterowaniu trzecim rzędem siedzeń. Typowy dla aut premium jest także napęd - marki popularne nie stosują tak mocnych silników i to w samochodach nie mających nic wspólnego ze sportem. Pewien niedosyt zostawia natomiast układ jezdny - brak pneumatyki, a nawet adaptacyjnych amortyzatorów, odbija się zarówno na komforcie jazdy, jak i na prowadzeniu - nie jest źle, ale modele marek premium są na tym polu wyraźnie lepsze.

Przywodząca na myśl "premium" jest także cena nowego Explorera. Odmiana ST-Line (ze sportowym zawieszeniem i paroma zmianami stylistycznymi) kosztuje 372 700 zł, a alternatywą dla niej jest wersja Platinum za 374 700 zł. To cała oferta tego modelu - dwie, nieco różniące się charakterem, kompletnie wyposażone wersje. Jedyne co można wybrać przy zamawianiu swojego egzemplarza, to kolor. Nie można zmienić nawet tapicerki, ani wzoru 20-calowych felg. Taka polityka Forda wynika z dwóch względów. Po pierwsze osoby kupujące samochód tak duży i tak mocny, nie byłyby zainteresowane oszczędzeniem na przykład 30 tys. zł za uboższą wersję wyposażenia. Tacy klienci chcą zwykle pełnego wyposażenia i takie też dostają. A po drugie Explorer produkowany jest w Chicago i musi dotrzeć stamtąd do Europy. Uproszczenie wyboru tylko do koloru lakieru sprawia, że proces zamawiania auta jest o wiele prostszy i szybszy.

A dlaczego Explorera kupimy tylko jako hybrydę plug-in? To już zasługa europejskich norm spalin i limitów emisji CO2. W USA model ten występuje z silnikiem 2.3 EcoBoost (305 KM), 3.0 EcoBoost (370 i 405 KM) oraz 3.3 Hybrid (322 KM). Dostosowanie ich do unijnych wymogów byłoby zbyt drogie, jak na rozmiary naszego rynku. Dlatego też otrzymujemy jedynie najmocniejszą odmianę, która z racji bycia hybrydą plug-in, nie budzi sprzeciwów ekologów.

Dla kogo zatem jest Ford Explorer? Dla osób szukających wielkiego, rodzinnego SUVa, którym zależy na możliwościach samochodu, a nie na znaczku na masce. Porównując go do takich modeli jak Audi Q7 60 TFSI e czy też Volvo XC90 Recharge T8, otrzymujemy pojazd, który pod wieloma względami w niczym im nie ustępuje. Różnica jest za to w cenie - dokładając 20 tys. zł do kompletnie wyposażonego Explorera, otrzymamy Q7 bez żadnych dodatków.

Michał Domański

INTERIA.PL

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje