Reklama

Wypadek autokaru - są ofiary

W piątkowym wypadku polskiego autokaru zginęło sześć osób - dwoje dzieci, jedna kobieta i trzech mężczyzn - podało serbskie MSW.

Ciężko rannych jest siedem osób, a lżej - 31. Ranni zostali przewiezieni do szpitala w Nowym Sadzie.

Reklama

Piętrowym autobusem jechało blisko 70 osób. Większość z nich to pracownicy kopalni "Ziemowit" w Lędzinach na Śląsku oraz członkowie ich rodzin. Ponad połowa pasażerów to dzieci. Turyści wracali z wczasów w okolicach Warny w Bułgarii. Organizatorem wyjazdu było bielskie biuro podróży In-Tour Beskidy.

Do wypadku doszło po godz. 6.30 rano na trasie łączącej Belgrad z Nowym Sadem. Według relacji świadków kierowca stracił panowanie nad kierownicą i wypadł z drogi, zatrzymując się w rowie.

Według relacji kierowców, do wypadku doszło w chwili, kiedy drugi kierowca, który nie prowadził, poprosił kierującego autokarem kolegę o wyłączenie oświetlenia wewnętrznego" powiedział właściciel biura "Moana" z Rudy Śląskiej, do którego należał autokar, Józef Rzepka.

Pracownicy biura przypuszczają, że gdy kierowca sięgnął ręką do przełącznika, by wyłączyć oświetlenie, kierownica mogła wymknąć mu się z rąk.

Rzepka zapewnił, że autokar był sprawny, miał ważne badania techniczne i był obsługiwany - jak nakazują przepisy - przez dwóch zmieniających się kierowców. Kierowcy zmienili się ok. godz. 5 rano, czyli na ok. półtorej godziny przed wypadkiem.

Rzecznik komendanta głównego policji Mariusz Sokołowski potwierdził, że autokar był sprawdzany przed wyjazdem przez policjantów. "Był sprawny technicznie. Jechało nim 31 osób dorosłych i 34 dzieci, pilot i dwóch kierowców" - powiedział. Z informacji policji wynika, że pojazd miał 15 lat.

Firma "Moana" wysłała na miejsce inny autokar, do Serbii pojechał także sam Rzepka i jego współpracownicy.

Zarówno przedstawiciele przewoźnika, jak i biura turystycznego, długo nie mieli precyzyjnych informacji z miejsca wypadku. Pierwsze doniesienia, przekazywane przez Grażynę Ścibisz z biura In-Tour Beskidy, mówiły nawet o 10 ofiarach śmiertelnych, potem Rzepka miał informację o trzech.

Na szczegółowe informacje z Serbii czeka kierownictwo kopalni "Ziemowit", której pracownicy byli wśród uczestników wycieczki. Jak powiedział dyrektor ds. pracy kopalni, Mirosław Drzyzga, na wieść o wypadku kopalnia wysłała do Serbii bus m.in. ze środkami medycznymi i artykułami pierwszej potrzeby.

Porannym busem na miejsce pojechało także trzech członków rodzin osób poszkodowanych. Dla pozostałych chętnych wyjazd - jeszcze w piątek po południu - zorganizuje i sfinansuje Kompania Węglowa, do której należy kopalnia "Ziemowit". Nie jest do końca przesądzone, czy pojadą autokarem lub busem, czy polecą samolotem, udostępnionym przez administrację rządową.

Jeszcze w piątek do Serbii pojedzie także wojewoda śląski Zygmunt Łukaszczyk, aby na miejscu zorientować się, jaka pomoc będzie potrzebna poszkodowanym.

Dyrektor Drzyzga zapewnił, że poszkodowani i ich rodziny będą mogli liczyć na pomoc, także psychologiczną, ze strony kopalni. Zaznaczył, że kopalnia nie była organizatorem wyjazdu, jednak z oferty bielskiego biura skorzystało wielu pracowników "Ziemowita". Zakład dofinansował ich wypoczynek na normalnych zasadach.

Ministerstwo Spraw Zagranicznych uruchomiło infolinię, pod którą można uzyskać aktualne informacje na temat wypadku. Można ich zasięgnąć pod numerami telefonów w Ambasadzie RP w Belgradzie: 00- 38-11-120-65-318, 00-38-11-120-65-310 oraz w Ministerstwie Spraw Zagranicznych w Warszawie: 22-523-98-93 oraz 22-523-97-18.

Także w kopalni uruchomiono telefon informacyjny dla rodzin: 032 216 70 42, numer wewnętrzny 56 80.

INTERIA.PL/PAP

Reklama

Dowiedz się więcej na temat: pracownicy | kierowca | kopalnia | wypadek | autokar | wypadek autokaru

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje