Poważny problem polskich dilerów - na placach zalega 100 tys. nowych aut
Rejestracje biją rekordy, importerzy raportują wzrosty, a statystyki wyglądają jak po najlepszym roku od dawna. Tyle że za tym obrazem kryje się druga strona rynku - co najmniej 100 tys. nowych samochodów wciąż stoi na placach dilerów. Część z nich ma już tablice i rozpoczętą gwarancję, ale nadal nie znalazła właściciela. Skąd wzięła się ta nadwyżka i kto realnie ponosi jej koszt?

Rekord rejestracji w 2025 roku. 667 578 nowych aut w Polsce
W 2025 roku w Polsce zarejestrowano niemal 668 tys. nowych samochodów osobowych i dostawczych do 3,5 tony. Z wyliczeń portalu IBRM Samar wynika, że było to dokładnie 667 578 samochodów. Tym samym jest to o niemal o 8 proc. (7,95 proc.) lepszy wynik, niż w 2024 roku.
Patrząc na zeszły rok pod kątem samych statystyk rejestracji, można stwierdzić, że był on dla branży bardzo dobry. Eksperci platformy Superauto.pl wskazują jednak, że w rzeczywistości na placach stoi jeszcze wiele samochodów z poprzedniego rocznika, które ostatecznie wciąż nie trafiły do klientów. Bartosz Chojnacki, wiceprezes wspomnianej platformy, szacuje, że liczba takich samochodów ma sześć cyfr, co oznacza, że wynosi co najmniej 100 tys. Przyjmując te najniższe "widełki" oznacza to, że na właścicieli wciąż czeka co najmniej 1/6 samochodów zarejestrowanych po raz pierwszy w 2025 roku. Z czego to wynika?
Dlaczego zarejestrowane samochody wciąż są u dilerów?
Pierwszą przyczyną wskazaną przez eksperta jest fakt, że fabryki samochodów marek popularnych pracowały "pełną parą" odpowiadając podażą na ożywiony popyt, ale też nie wszystkie samochody znalazły nabywców. Nie bez znaczenia była również rosnąca pozycja brandów z Chin. W zeszłym roku na polskie drogi trafiło prawie 50 tys. samochodów marek z Państwa Środka. IBRM Samar podaje, że było tych pojazdów dokładnie 49 161. Dla porównania rok 2024 zamknął się liczbą 10 696 rejestracji chińskich samochodów nad Wisłą. To oznacza wzrost o blisko 350 proc. Tak duże zainteresowanie autami z Państwa Środka przełożyło się na cały rynek motoryzacyjny w naszym kraju.
Rejestracje na siebie i walka o bonusy importerów
Eksperci zwracają uwagę również na inne zjawisko, które, jak podkreślono nie jest nowością, ale nasiliło się właśnie pod koniec minionego roku. Mowa o samochodach, które co prawda są nowe, ze znikomym przebiegiem, ale zostały już zarejestrowane. "Dilerzy samochodowi niektórych marek decydują się czasem zarejestrować auto na siebie. Robią to w sytuacji, gdy samochód zbyt długo stoi na placu, co dotyczy raczej starszych roczników lub w przypadku, gdy chcą wykazać taki pojazd w statystykach sprzedaży" - stwierdził Bartosz Chojnacki. Zaznaczył on również, że właśnie z taką sytuacją można było spotkać się pod koniec minionego roku. Według niego właśnie wtedy dilerzy "robili co mogli, aby pokazać jak najlepsze wyniki i tym samym zapewnić sobie rekordowe bonusy od importerów za sprzedaż zrealizowaną w kwartale i w całym roku".
Styczeń studzi nastroje. Spadek rejestracji miesiąc do miesiąca
Za potwierdzeniem tej tezy przemawia spadek rejestracji w styczniu w przypadku samochodów. Z danych IBRM Samar wynika, że w zeszłym miesiącu zarejestrowano 40 284 auta osobowe, co oznacza spadek o 8,96 proc. rok do roku. Z kolei w porównaniu z grudniem zarejestrowano aż o 40,57 proc. mniej aut. Jeśli chodzi o samochody dostawcze do 3,5 tony, w styczniu zarejestrowano ich 5 407, co dało wzrost względem stycznia 2025 r. o 9,8 proc., ale spadek o 36,46 proc. w porównaniu z zeszłorocznym grudniem. Eksperci Superauto.pl podkreślają, że część sprzedanych w minionym miesiącu samochodów nie została ujęta w statystykach rejestracji, bo zostały zgłoszone w urzędzie wcześniej.
Co oznacza pierwsza rejestracja dla wartości samochodu?
Choć tego typu zabiegi faktycznie wymiernie przekładają się na wzrost statystykach rejestracji, oznacza to również koszty dla samych dilerów. Po pierwszej rejestracji samochód przestaje być "fabrycznie" nowy i siłą rzeczy traci na wartości. Ponadto wraz z momentem zarejestrowania rozpoczyna się bieg gwarancji. Dodatkowo warto dodać, że mowa o samochodach z poprzedniego rocznika modelowego. W związku z czym klienci mogą domagać się większych rabatów w porównaniu za analogiczny egzemplarz, tyle że jeszcze niezarejestrowany.
100 tys. aut na placach. Zamrożone miliardy złotych
Z punktu widzenia osób szukających nowego auta oznacza to większą szansę na uzyskanie korzystnej ceny, ale oznacza poważne straty dla dilerów. Największym problemem jest jednak sama ogromna liczba samochodów stojących na placach przy salonach. Każdy diler zawsze ma oczywiście trochę samochodów "na stocku", ale są to auta, które sam kupił od producenta. Mówimy więc o 100 tys. pojazdów, w których salony "zamroziły" swoje pieniądze, a przy obecnej nadwyżce samochodów na placach, nie są w stanie przewidzieć, kiedy te środki odzyskają.
Czy warto kupić zarejestrowany samochód u dilera?
"Udział samochodów zarejestrowanych w puli nowych pojazdów z 2025 roku podskoczył do kilkunastu procent, co jest wysokim wskaźnikiem nawet jak na początek roku, kiedy tego typu przypadków jest najwięcej" - powiedział Oskar Jedliński, dyrektor działu rozwoju we wspomnianym portalu. Dla klientów wybór takiego auta jest uzasadniony cenowo, ponieważ, jak podkreślił Jedliński, tego typu pojazdy mają z reguły nieco większy rabat niż samochody z wyprzedaży, ale jeszcze bez rejestracji, co w pewien sposób wynika z okoliczności, o których pisaliśmy powyżej. Wspomniany natomiast krótszy okres gwarancyjny dilerzy starają się rekompensować stosownym upustem.









