Czarne chmury nad europejską motoryzacją. Traci także polski przemysł
Kryzys w branży motoryzacyjnej w Europie stale się pogłębia. Tylko w ubiegłym roku z powodu niższego zapotrzebowania na części samochodowe zlikwidowano 54 tys. miejsc pracy, a w 2025 r. zniknie kolejnych kilkadziesiąt tysięcy. W kiepskiej sytuacji nie pomagają czasowe wstrzymania produkcji czy co rusz prezentowane nowe modele z Chin. Oberwało się również polskiemu przemysłowi.

W skrócie
- Kryzys w europejskiej branży motoryzacyjnej skutkuje masowymi zwolnieniami i przestojami w produkcji na terenie całego kontynentu, dotykając również Polskę.
- Za pogarszającą się sytuację odpowiadają restrykcyjne regulacje Unii Europejskiej oraz rosnąca konkurencja ze strony producentów spoza Europy, zwłaszcza z Chin.
- Eksperci ostrzegają, że bez zmian w polityce energetycznej, kosztowej i regulacyjnej zagrożone jest nawet 350 tys. miejsc pracy w sektorze motoryzacyjnym.
- Więcej podobnych informacji znajdziesz na stronie głównej serwisu
O coraz gorszej sytuacji alarmują nie tylko sami producenci samochodów, ale także eksperci, którzy wskazują, że ostatnim sygnałem do wprowadzenia gruntownych zmian jest ponowne ogłaszanie czasowego wstrzymania produkcji w europejskich zakładach. Taką decyzję po raz kolejny podjął Stellantis, do którego należą takie marki jak Peugeot, Citroen, Opel czy Fiat. Produkcja zostanie wstrzymana we Francji, Włoszech, Niemczech, Hiszpanii oraz Polsce, gdzie część pracowników w Tychach została już wysłana na przymusowe urlopy.
Bosch będący największym na świecie dostawcą części samochodowych zapowiedział redukcję zatrudnienia i według zapowiedzi pracę może stracić około 13 tys. osób. Powód? Konieczność dostosowania struktur do słabszego popytu. Niemiecki gigant nie jest odosobniony i według doniesień w jego ślady może pójść wiele innych firm.
Sytuacja w branży dostawców jest bardzo trudna, a dzisiejsze problemy nie wynikają z chwilowego spadku popytu na części. To konsekwencja zmniejszającej się konkurencyjności europejskich marek samochodowych, spowodowanej rosnącymi kosztami energii, pracy i unijnych regulacji. W efekcie chińscy producenci mogą oferować tańsze i coraz lepsze auta, dzięki czemu zdobywają europejski rynek
Branża motoryzacyjna traci. To efekt restrykcyjnego działania Unii Europejskiej
Według prezesa SDCM spory udział w pogłębianiu się kryzysu ma ambitna polityka klimatyczna UE, a przede wszystkim wprowadzenie zakazu sprzedaży aut spalinowych od 2035 r. Nowe regulacje zmusiły producentów do inwestowania miliardów w elektryfikację, ale jednocześnie stale muszą oni utrzymywać dotychczasowe linie produkcyjne. "W efekcie europejskie fabryki produkują poniżej swoich mocy, koszty wciąż rosną, a inwestycje w nowe technologie z powodów finansowych muszą być odkładane na później, co jeszcze bardziej pogarsza sytuację" - dodał Bęben.
Oberwało się także Polsce. Na kryzysie traci rodzimy przemysł motoryzacyjny
Problemy branży europejskiej bezpośrednio przekładają się także na polski sektor części motoryzacyjnych, ponieważ jesteśmy jednym z większych eksporterów części i komponentów na Starym Kontynencie. Przestój w największych zakładach produkcyjnych przekłada się na spadek liczby zamówień, więc niezbędne jest ograniczenie współprac. Tym sposobem tworzy się efekt domina i problemy zaczynają dotykać cały łańcuch dostaw.
Zagrożonych jest 350 tys. miejsc pracy. Europa musi się obudzić z elektrycznego snu
Dane z ponad 100 firm w Europie pokazują, że wyraźnie spada konkurencyjność jako miejsca produkcji części samochodowych - w przypadku aut spalinowych wartość komponentów pochodzących ze Starego Kontynentu wynosi 83 proc., natomiast w przypadku samochodów elektrycznych udział spadł do 70 proc.
Dostawcy spoza UE coraz agresywniej konkurują cenowo. Z badań CLEPA wynika, że jeśli ten trend się utrzyma to w ciągu pięciu lat poza Europę może wyciec nawet 24 proc. wartości dodanej w produkcji przeciętnego samochodu. "To oznacza zagrożenie 300-350 tys. miejsc pracy w sektorze części"- podkreślił Tomasz Bęben.
Jedynym ratunkiem dla pogłębiającego się kryzysu w europejskiej branży motoryzacyjnej jest obniżenie kosztów energii, pracy, surowców, a także przede wszystkim uproszczenie regulacji. Kolejne kary i obciążenia nie poprawią fatalnej sytuacji, a zamiast nich UE powinna zastosować prokonkurencyjną politykę funkcjonującą w USA czy Chinach, która polega na dotowaniu i wspieraniu nakładów inwestycyjnych oraz aktywnym przyciąganiu inwestycji. Zdaniem prezesa SDCM brak wprowadzenia polityki zwiększającej konkurencyjność i chroniącej własną produkcję doprowadzi do utraty dziesiątek tysięcy miejsc pracy.










