Auta spalinowe tylko dla bogatych. Nowy plan UE w praktyce
Auta spalinowe dostępne będą wyłącznie dla bogatych, który mogą pozwolić sobie na dodatkowe koszty paliw odnawialnych i ekologicznej stali - ostrzega cześć ekspertów motoryzacyjnych. Chodzi o wycofanie się Komisji Europejskiej z zakazu rejestracji samochodów spalinowych określane w niektórych kręgach "poprawką Porsche".

W skrócie
- Nowe unijne regulacje mogą sprawić, że samochody spalinowe staną się luksusem dostępnym tylko dla najbogatszych, którzy będą w stanie pokryć koszty ekologicznych paliw i stali.
- Propozycje Komisji Europejskiej przewidują znaczne ograniczenia emisji CO2 do 2035 roku oraz możliwość pozostawienia niewielkiego udziału hybryd plug-in na rynku.
- Eksperci prognozują, że limity emisji zostaną wykorzystane głównie przez producentów segmentu premium, co może prowadzić do sytuacji, w której auta spalinowe będą poza zasięgiem zwykłych konsumentów.
- Więcej podobnych informacji znajdziesz na stronie głównej serwisu
Samochody spalinowe szybko staną się "drogimi szwajcarskimi zegarkami przemysłu motoryzacyjnego" - ostrzega cytowany przez branżowy AutomotiveNews - Mathias Schmidt, niezależny analityk motoryzacyjny.
Samochody spalinowe sprzedawane będą nielicznym uprzywilejowanym osobom, które mają wystarczające środki na koncie bankowym, aby uwzględnić dodatkowe koszty ekologicznej stali i paliw odnawialnych, które bez wątpienia zostaną uwzględnione w cenach modeli z silnikami spalinowymi. To sprawi, że będą one poza zasięgiem wielu osób, ponieważ emisje CO2 będą ograniczone do drogich samochodów
Ekspert nazywa nowe propozycje KE "poprawką Porsche", bo za rezygnacją z zakazu rejestracji aut spalinowych w UE optować mieli zwłaszcza niemieccy producenci samochodów segmentu premium.
Trzy scenariusze dla aut spalinowych. Hybrydy plug-in albo nic?
Chociaż zarezerwowanie aut spalinowych dla najbogatszych klientów to tylko jeden z możliwych scenariuszy, istotnie nie da się wykluczyć takiej przyszłości. Podobne na sprawę zapatrują się np. członkowie ekologicznej organizacji Transport&Environment wciąż lobbującej za utrzymaniem zakazu rejestracji aut spalinowych w UE.
Przypomnijmy, 16 grudnia Komisja Europejska przestawiła plan porzucenia planowanego zakazu rejestracji aut spalinowych od 2035 roku i zaproponowała 90 proc. redukcję emisji CO2 względem roku 2021. W praktyce oznacza to, że - w zależności od szacunków - między 25 a nawet 35 proc. sprzedawanych po 2035 roku samochodów może zachować "jakąś formę silnika spalinowego".
Najbardziej prawdopodobny wydaje się około 25-proc. udział w ogóle sprzedaży hybryd plug-in, który wynika z prostej matematyki. T&E przyjmuje, że średnia emisja CO2 z rury wydechowej hybrydy plug-in wynosi około 45 g/km, a wyznaczony przez KE cel na 2035 rok (90 proc. redukcji w stosunku do roku 2021) to około 11,6 g/km. Oznacza to że każde sprzedane w UE trzy bezemisyjne auta elektryczne pozwolą wprowadzić na rynek jedną hybrydę plug-in.
Uściślijmy - mimo planów wycofania się z KE z zakazu rejestracji aut spalinowych w 2035 roku, bez zmian pozostać ma mechanizm naliczania kar emisyjnych. Oznacza to, że każdy wyemitowany ponad limit gram CO2 - tak samo jak obecnie - wiązać się będzie dla producenta z karą w wysokości 95 euro od każdego emitującego go pojazdu. Mówiąc prościej 10 gram wyemitowanych przez jedno auto ponad limit oznacza karę w wysokości 950 euro.
Auta spalinowe tylko dla bogatych. Ten scenariusz może się ziścić
Inny z prognozowanych przez T&E scenariuszy mówi o 12 proc. udziale samochodów spalinowych w miksie po 2035 roku. W tym przypadku po 6 proc. sprzedaży należeć ma właśnie do hybryd plug-in (przy założeniu 45 g/km - 1,94 l/100 km) oraz klasycznych hybryd HEV wraz z samochodami stricte spalinowymi (przy założeniu 140 g/km - 6 l/100 km).
Eksperci ostrzegają jednak przed innym scenariuszem - zbieżnym z prognozami cytowanego przez AutomotiveNews - Mathiasa Schmidta.
Według prognoz T&E rezygnacja z zakazu rejestracji aut spalinowych w proponowanej przez KE formie może skutkować "zarezerwowaniem" dopuszczalnej emisji CO2 dla "wysokoemisyjnych aut segmentu premium".
Organizacja wylicza, że przy średniej emisji na poziomie 200 g/100 km, co odpowiada średniemu zużyciu paliwa na poziomie 8,6 l/100 km, maksymalny udział w miksie takich pojazdów mógłby sięgnąć około 5 proc. ogółu sprzedaży. W takim przypadku auta spalinowe istotnie mogłyby się stać "fanaberią" dostępną wyłącznie dla najbogatszych - klientów skłonnych opłacić karę za emisję oraz ponosić koszty droższego e-paliwa i "zielonej stali".
Chociaż scenariusz wydaje się skrajnością, nie można wykluczyć takiego obrotu spraw. Istotnie można prognozować, że nauczeni doświadczeniem producenci samochodów będą chcieli zatrzymać limity emisji dla pojazdów wysoko-marżowych. Z podobną sytuacją "optymalizacji zysków" mieliśmy już do czynienia w latach 2020-2021, gdy w wyniku tzw. kryzysu półprzewodnikowego dostępne wówczas dla producentów chipy trafiały głównie do samochodów segmentu premium. Producenci doszli wówczas do wniosku, że dostępne w ograniczonej liczbie chipy powinny trafiać właśnie do aut segmentu premium generujących najwyższe zyski.









