AI zdecyduje, czy możesz prowadzić auto. Kamera zamiast alkomatu
Samochód, który oceni, czy kierowca jest po alkoholu, i może zareagować jeszcze zanim ruszy - taki system pokazało Mitsubishi Electric. Zamiast alkomatu wykorzystuje kamerę monitorującą twarz kierowcy i algorytmy AI. To kolejny krok w stronę aut, które nie tylko ostrzegają, ale zaczynają podejmować decyzje za człowieka.

Klasyczny alkomat działa prosto: dmuchasz i wiesz, czy możesz jechać, czy nie. Mitsubishi Electric proponuje inne podejście. Zamiast ustnika i jednorazowego badania - kamera monitorująca kierowcę, analiza obrazu i algorytmy sztucznej inteligencji, które mają ocenić, czy osoba za kierownicą nie znajduje się pod wpływem alkoholu. To zapowiedź zmiany, która może na nowo zdefiniować relację między kierowcą a samochodem.
Alkohol za kierownicą w Polsce - ilu nietrzeźwych kierowców zatrzymuje policja
Skala problemu wciąż jest duża. W pierwszym półroczu 2025 roku policja w Polsce zatrzymała ponad 46 tys. nietrzeźwych kierujących, wykonując przy tym ponad 9 mln kontroli trzeźwości. Do końca sierpnia zatrzymanych było już przeszło 61 tys. To dane, które pokazują, że mimo surowych kar i konfiskaty pojazdów alkohol za kierownicą nadal pozostaje realnym problemem bezpieczeństwa drogowego.
Właśnie na takim tle coraz częściej pojawiają się pomysły, by odpowiedzialność przejmowała technologia, a nie wyłącznie przepisy i kontrole.
Sztuczna inteligencja wykryje pijanego kierowcę
Rozwiązanie zaprezentowane przez Mitsubishi Electric nie jest klasycznym alkomatem i nie wymaga od kierowcy żadnej aktywnej czynności. System korzysta z kamery monitorującej twarz kierowcy - podobnej do tych, które już dziś wykrywają senność lub brak uwagi - oraz z danych zbieranych z pojazdu podczas jazdy.
Algorytmy AI analizują m.in. ruchy gałek ocznych, mimikę twarzy oraz zmiany fizjologiczne, takie jak wahania pulsu, które mogą być widoczne w obrazie z kamery. Producent podkreśla, że celem jest wykrycie subtelnych oznak upojenia alkoholowego, nawet wtedy, gdy nie są one jeszcze oczywiste dla otoczenia.
Jak działa kamera zamiast alkomatu w samochodzie
Kluczowa różnica polega na tym, że system nie mierzy bezpośrednio zawartości alkoholu w wydychanym powietrzu. Zamiast tego buduje "profil ryzyka" na podstawie zachowania i reakcji kierowcy. Jeśli algorytm uzna, że istnieje wysokie prawdopodobieństwo nietrzeźwości, samochód może zareagować - od ostrzeżeń wizualnych i dźwiękowych po bardziej zaawansowane działania.
Mitsubishi Electric nie precyzuje jeszcze, jak daleko sięgną te interwencje. Mowa jest o "wsparciu sterowania pojazdem", co może oznaczać np. ograniczenie mocy, wymuszenie zatrzymania w bezpiecznym miejscu albo eskalację komunikatów ostrzegawczych.
Czym różni się system AI od klasycznego alkomatu
Tradycyjny alkomat lub alkoblokada zapłonu działa zero-jedynkowo. Albo wynik jest poniżej dopuszczalnego progu i samochód rusza, albo zapłon zostaje zablokowany. To rozwiązanie skuteczne, ale uciążliwe w codziennym użytkowaniu i łatwe do oszukania, dlatego na szeroką skalę funkcjonuje głównie tam, gdzie jest wymagane prawnie.
System oparty na AI ma jedną istotną przewagę: może działać również w trakcie jazdy. Z drugiej strony pojawia się pytanie o błędy - zmęczenie, stres, choroba czy leki również wpływają na reakcje organizmu i styl prowadzenia, co dla algorytmu może być trudne do jednoznacznej interpretacji. Ale w w każdym z tych przypadków kierujący może "nie nadawać się" do prowadzenia auta.
Alkoblokady w samochodach - Volvo Alcolock i inne rozwiązania producentów
Zanim branża zaczęła mówić o kamerach i sztucznej inteligencji, producenci testowali rozwiązania znacznie bardziej bezpośrednie. Najbardziej znanym przykładem jest Volvo Alcolock - system wymagający badania trzeźwości przed uruchomieniem samochodu. Jeśli wynik przekraczał ustalony próg, auto po prostu nie ruszało.
Podobne rozwiązania funkcjonują od lat w formie alkoblokad montowanych flotowo lub w pojazdach osób skazanych za jazdę po alkoholu. Ich skuteczność jest wysoka, ale akceptacja społeczna - ograniczona.
Pasywne wykrywanie alkoholu w aucie - system DADSS
Równolegle rozwijany jest inny kierunek: pasywne wykrywanie alkoholu bez dmuchania w ustnik. Program Driver Alcohol Detection System (DADSS) zakłada pomiar alkoholu z powietrza wydychanego przez kierowcę lub przez kontakt ze skórą, np. na kierownicy. To nadal pomiar bezpośredni, ale znacznie mniej inwazyjny z punktu widzenia użytkownika.
Na tym tle rozwiązanie Mitsubishi Electric wyróżnia się tym, że nie "szuka alkoholu", tylko skutków jego działania.
Czy prawo wymusi systemy wykrywania alkoholu w nowych samochodach
W Stanach Zjednoczonych temat jest już częścią oficjalnej debaty regulacyjnej. Administracja bezpieczeństwa ruchu drogowego analizuje technologie, które mogłyby automatycznie zapobiegać prowadzeniu pojazdu przez osoby pod wpływem alkoholu. W Europie kierunek jest podobny, choć na razie skupia się głównie na monitorowaniu uwagi i stanu kierowcy.
To ważne, bo infrastruktura techniczna - kamery, czujniki, algorytmy - już znajduje się w samochodach. Dodanie kolejnej funkcji to często kwestia oprogramowania, a nie nowego sprzętu.
Co samochód może zrobić, gdy wykryje nietrzeźwego kierowcę
Największe kontrowersje budzi pytanie o granice ingerencji. Ostrzeżenie - jeszcze akceptowalne. Ograniczenie mocy - dyskusyjne. Samoczynne unieruchomienie pojazdu - potencjalnie niebezpieczne w ruchu drogowym.
Dlatego producenci i dostawcy technologii bardzo ostrożnie dobierają słowa, mówiąc raczej o "wsparciu" niż o "blokowaniu". To obszar, który w praktyce zadecyduje o tym, czy kierowcy zaakceptują takie rozwiązania.
Przyszłość: AI, alkohol i odpowiedzialność kierowcy
Patent Mitsubishi Electric pokazuje, w jakim kierunku zmierza motoryzacja. Samochód ma nie tylko reagować na błędy, ale też oceniać ryzyko wynikające ze stanu kierowcy. Dla jednych to naturalny krok w stronę bezpieczeństwa. Dla innych - zbyt daleka ingerencja w wolność prowadzenia.
Jedno jest pewne: przy skali problemu alkoholu za kierownicą technologia coraz częściej będzie stawiana jako "ostatnia linia obrony". Pytanie nie brzmi już, czy takie systemy się pojawią, ale jak dużo władzy oddamy algorytmom.









