Reklama

Niewiarygodne! Mają nowe samochody sprzed 50 lat!

Miłośnicy klasycznej amerykańskiej motoryzacji już zacierają ręce. Wkrótce na aukcje wystawionych zostanie kilkadziesiąt fabrycznie nowych Chevroletów - niektóre wyprodukowane w latach pięćdziesiątych.

W jaki sposób wiekowym pojazdom, które legitymują się przebiegiem zaledwie kilku mil, udało się przetrwać do dzisiejszych czasów?

Reklama

Przed II Wojną Światową, Chevrolet rozpoczął poszukiwania partnerów, którzy mieliby zająć się dystrybucją jego aut na terenie całych Stanów. W wyniku tych działań autoryzację na sprzedaż nowych aut otrzymało kilkaset osób. Niestety, wybuch wojny pokrzyżował im plany - społeczeństwo wyraźnie zubożało, a gospodarka zajęła się produkcją na potrzeby armii.

W 1942 roku główny bohater naszej opowieści - Ray P. Lambrecht - jako 24-letni młodzieniec otrzymał powołanie do wojska. Walczył z Japończykami na Aleutach, do cywila zwolniono go w 1946 roku.

Wówczas powrócił do rodzimej Nebraski i ożenił z wieloletnią miłością imieniem Mildred. Młode małżeństwo potrzebowało środków do życia - z pomocą przyszedł wuj Raya - Ernest - jedna z osób, które przed wybuchem wojny otrzymały od Chevroleta autoryzację na sprzedaż aut. Ray i Ernest postanowili założyć spółkę.

Biznes rozkręcać trzeba było od zera, co w powojennych czasach nie było wcale łatwe. Postawienie salonu graniczyło z cudem - dostęp do materiałów budowlanych w zasadzie nie istniał. Z pomocą przyszła jednak wojskowa przeszłość Ray'a - jako weteran wojenny mógł on zakupić większą ilość cementu czy drewnianych belek. Okazał się też być zdolnym architektem - samodzielnie zaprojektował (i w dużej mierze zbudował) budynek, który stoi w jego rodzinnym mieście - Midwest - do dziś.

Wkrótce drogi Ernesta i Ray'a się rozeszły. Wuj, który zmagał się z ciężką choroba, zmuszony był odejść na wcześniejszą emeryturę, Ray odkupił więc jego udziały w firmie. Na szczęście kolejne lata okazały się być pasmem sukcesów. Koledzy z wojska zjeżdżali do Midwest po nowe auta z całego kraju, wkrótce salon Lambrecht Chevrolet stał się znany nie tylko w Nebrasce.

Dzięki rozsądnej polityce cenowej po nowe auta przyjeżdżali do salonu klienci z całych Stanów - dealer z miasteczka liczącego jedynie 1200 mieszkańców stał się jednym z najlepszych sprzedawców Chevroleta w kraju. Przez lata rosła jednak kolekcja aut demonstracyjnych, na które nie zawsze znajdowali się klienci. Początkowo samochody trzymane były jedynie w salonie, gdy z czasem zaczęło ich przybywać, Ray wywoził je na swoje ranczo za miastem.

Chociaż w dzisiejszych czasach wydaje się to nieprawdopodobne, świetnie prosperująca firma zatrudniała jedynie trzy osoby. Ray zajmował się sprzedażą, jego żona prowadziła księgowość. W Lambrecht Chevrolet pracował również zaprzyjaźniony mechanik.

Historia firmy zakończyła się dopiero w 1996 roku, gdy z uwago na coraz mniejszy popyt i przepisy dotyczące standaryzacji punktów dealerskich 78-letni wówczas Ray podjął trudną decyzję o zamknięciu salonu i przejściu na emeryturę. Słowa "zamknięcie" użyliśmy nieprzypadkowo. Na drzwiach firmy zawisła kłódka, dla zaparkowanych wewnątrz pojazdów czas zatrzymał się na kolejnych 17 lat.

Ostatnio 95-letni Ray i jego 92-letnia żona Mildred postanowili spieniężyć majątek firmy. Z pomocą przyszedł dom aukcyjny VanDerBrink. Okazało się, że przez lata uzbierało się nie tylko kilkadziesiąt pojazdów, ale też całe stosy folderów reklamowych, części zamiennych i oryginalnych akcesoriów do klasycznych dziś modeli Chevroleta.

Aukcja pojazdów i wyposażenia salonu odbędzie się już w ten weekend. Jak myślicie, o ile wzbogaci się konto państwa Lambrecht?

INTERIA.PL

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Dziś w Interii

Raporty specjalne

Rekomendacje