Reklama

Nieprawdopodobny wypadek z udziałem radiowozu. Mamy film!

Racjonaliści twierdzą, że każdy skutek ma swoją przyczynę. Nie wierzą w opatrzność, przeznaczenie, działanie jakichkolwiek tajemnych, decydujących o ludzkim losie sił. Według nich całkowicie bezzasadne są również pojęcia pecha czy odwrotnie - szczęśliwego zbiegu okoliczności. Są jednak zdarzenia, które nijak nie poddają się osądowi opartemu na podobnego typu rozumowaniu...

Oto mamy spokojne, pogodne, jesienne popołudnie. Gdzieś w Polsce. Rzecz dzieje się przed zmianą czasu, więc o tej porze dnia jest jeszcze zupełnie jasno. Przy skraju drogi zatrzymuje się autobus, zza którego wyłania się jakiś człowiek. Wchodzi wprost przed maskę samochodu osobowego. Ma pecha, ale też szczęście, bo auto jedzie powoli i, jak można przypuszczać, nie wyrządza mu większej krzywdy.

Reklama

Pecha ma również kierowca czerwonego yarisa. Znalazł się w niewłaściwym czasie w niewłaściwym miejscu. Gdyby pojawił się przy autobusie dziesięć sekund wcześniej lub później, prawdopodobnie uniknąłby potrącenia pieszego. Miał zatem pecha, lecz również szczęście, gdyż incydent mógł się przecież skończyć nieporównanie gorzej.

Mija godzina. W oku kamery monitoringu widzimy stojący z włączonym "kogutem" policyjny radiowóz. Trochę dalej parkuje znana już nam mała, czerwona osobówka. Wtem zza zakrętu wypada z dużą prędkością toyota corolla. Auto zjeżdża do przydrożnego rowu, odbija się, dachuje i ląduje na radiowozie. Kierowca corolli  najwyraźniej spanikował na widok policji i stracił panowanie nad pojazdem. Ma podwójnego pecha - rozbił swój wóz, a na dodatek drugim poszkodowanym jest samochód policyjny, a to zawsze źle wróży finałowi sprawy. Jednocześnie może mówić o ogromnym szczęściu, bowiem obywa się bez ofiar w ludziach. Jemu samemu też nic się nie stało. W każdym razie na to wygląda...

Pecha ma policjant, który akurat szukał czegoś w bagażniku - to niezbyt przyjemne, gdy widzisz zwalający ci się na głowę kawał rozpędzonego żelastwa. Pechowi towarzyszy jednak szczęście, ponieważ funkcjonariusz w ostatniej chwili zdołał uskoczyć i uciec przed najgorszym.

Z wnętrza radiowozu wychodzi drugi mundurowy oraz dwójka cywili. Jednym z nich jest zapewne kierowca yarisa. Ten to dopiero ma pecha do kwadratu. Nie często wszak zdarza się w tak krótkim odstępie czasu uczestniczyć w dwóch kolizjach drogowych, w tym przynajmniej jednej absolutnie niebanalnej.

 Komu z czytających te słowa przytrafiło się siedzieć w policyjnym radiowozie, na który spada inny samochód? I znowu: podwójny pech, lecz również podwójne szczęście, bowiem z obu sytuacji udało się wyjść bez szwanku.

Pecha i szczęście miała też policja jako instytucja. Pecha, bowiem straciła radiowóz - z tego co wiemy, nadawał się tylko do kasacji, a była to nówka, mająca na liczniku zaledwie dwa tysiące kilometrów. Szczęście - gdyż nie poniosła żadnych strat w ludziach.

Pech i szczęście... Ślepe zrządzenie losu i przeznaczenie... Trzeba jednak wspomnieć także o braku wyobraźni. Wykazał się nim zarówno człowiek, wychodzący nieostrożnie zza autobusu, kierowca corolli, zresztą zostanie  zapewne surowo ukarany za swoją brawurę i brak opanowania (rozbity wóz plus  dwie sprawy w sądzie), jak i policjanci, którzy mogli przecież dokonywać związanych z wcześniejszym zdarzeniem czynności, parkując w innym, bezpieczniejszym miejscu.              

INTERIA.PL

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje