Policjanci potwierdzali fikcyjne stłuczki? Są zarzuty

Białostocka prokuratura apelacyjna postawiła czterem policjantom ruchu drogowego, w tym trzem obecnie emerytowanym, zarzuty związane z procederem wyłudzania odszkodowań za fikcyjne kolizje - poinformował jej rzecznik Janusz Kordulski.

Białostocka prokuratura apelacyjna postawiła czterem policjantom ruchu drogowego, w tym trzem obecnie emerytowanym, zarzuty związane z procederem wyłudzania odszkodowań za fikcyjne kolizje - poinformował jej rzecznik Janusz Kordulski.

To jedno z dłużej prowadzonych śledztw tej prokuratury, wszczęte zostało w 2006 roku. Jak dodał Kordulski, dotąd zarzuty postawiono 80 osobom, a śledztwo wciąż nie ma końca.

Policjanci mieli poświadczać, iż miała miejsce kolizja i pomagać w ten sposób w przygotowaniu dokumentów, na podstawie których wyłudzano odszkodowania komunikacyjne. Postawiono im zarzuty przyjmowania łapówek, poświadczenia nieprawdy, przekroczenia uprawnień i pomocnictwa do wyłudzenia odszkodowań. Prokurator zastosował wobec nich poręczenia majątkowe.

Reklama

Prokuratura nie podaje na razie bliższych szczegółów zarówno zarzutów, jak i samego śledztwa. Wiadomo, że to jedna z takich dużych spraw, które kilka lat temu trafiły najpierw do Prokuratury Okręgowej w Białymstoku.

Kamil Sorko z zespołu prasowego podlaskiej policji poinformował, że zarzut wobec policjanta, który wciąż pracuje, dotyczy 2002 roku. Funkcjonariuszowi, wówczas komendy miejskiej, obecnie komendy wojewódzkiej policji, prokuratura zarzuca przyjęcie korzyści majątkowej za potwierdzenie nieprawdy w dokumentach dotyczących fikcyjnej stłuczki.

Na razie jeszcze nie wiadomo, czy i jakie decyzje służbowe będą podejmowane wobec policjanta. Komenda czeka bowiem na informację z prokuratury.

Procederem wyłudzeń odszkodowań za fikcyjne stłuczki zajmowały się dobrze zorganizowane grupy przestępcze, korzystające m.in. z kompetencji współpracujących z nimi np. likwidatorów towarzystw ubezpieczeniowych czy mechaników. Samo przestępstwo pojawiło się niejako w zastępstwie czerpanie przez grupy przestępcze korzyści z odszkodowań za fikcyjne kradzieże aut i wywóz ich za wschodnią granicę.

Oszuści potrafili wielokrotnie używać do fikcyjnych stłuczek tych samych samochodów i nie zawsze musieli współpracować z kimś z firmy ubezpieczeniowej by realizować swoje przestępcze zamiary.

Np. w jednej z takich spraw odkryto, że podstawione osoby kupowały w suwalskich komisach samochody starszych roczników. Rejestrowały je na siebie (dostawały za to zwykle 500 zł) i natychmiast oddawały w użytkowanie organizatorom fikcyjnych kolizji.

Niektóre takie auta wykorzystywano do wyłudzenia odszkodowania nawet 5-6 razy. Pieniądze z pierwszego odszkodowania były przeznaczane na spłatę kredytu na kupno auta, kolejne były już czystym zyskiem grupy.

PAP
Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
Strona główna INTERIA.PL
Polecamy