Reklama

Nowy przepis. "Minimalny odstęp". Ale jak go zmierzyć?

Ostatnia nowelizacja Prawa o ruchu drogowym uściśliła pojęcie bezpiecznego dystansu między pojazdami, jadącymi tym samym pasem autostrady lub drogi ekspresowej. Art.19 wspomnianej ustawy precyzuje, że "[minimalny odstęp] wyrażony w metrach określa się jako nie mniejszy niż połowa liczby określającej prędkość pojazdu, którym porusza się kierujący, wyrażonej w kilometrach na godzinę." Jest to zapis tyleż słuszny, co kontrowersyjny.

Wątpliwości biorą się z faktu, że samochody i motocykle nie są jak dotąd wyposażane w urządzenia, pozwalające zmierzyć odległość od innego, znajdującego się przed nimi pojazdu. Robi się to na oko, czyli wielce niedokładnie, co może rodzić poważne konsekwencje, również prawne, oraz prowadzić do sporów z policją.

- "Jechał pan, panie kierowco, z prędkością 140 km/h i 65 metrów za tamtą Skodą, a więc zbyt blisko..."        

- "Nieprawda, w mojej ocenie to były co najmniej 72 metry!"

I dochodź tu swoich racji, co zresztą dotyczy obu stron.

Reklama

Z inicjatywą, która ma zaradzić podobnym sytuacjom i ułatwić życie kierowcom, występuje stowarzyszenie LDZ Zmotoryzowani Łodzianie. Proponuje ono wprowadzenie dwóch nowych znaków drogowych, oznaczających "nakaz utrzymania odległości od pojazdu poprzedzającego". Pionowego - ustawianego przy każdym wjeździe na autostradę oraz przy wyjazdach z MOP-ów (skrót od: Miejsce Obsługi Podróżnych) oraz poziomych, w postaci tzw. klamerek, które, jak chcą pomysłodawcy, "powinny zostać naniesione co 80 metrów na nawierzchnię jezdni, na całej jej długości przy prawej krawędzi każdego pasa ruchu."

Czy zaproponowane oznakowanie rzeczywiście zaradziłoby opisanym wyżej problemom? Znak pionowy (łódzcy aktywiści opracowali nawet jego formę graficzną) stanowiłby swego rodzaju przypomnienie obowiązujących przepisów. Specjalne znaki na nawierzchni dróg niewątpliwie pomogłyby kierowcom, aczkolwiek ich wykonanie, a następnie odnawianie, byłoby bardzo kosztowne - łączna długość autostrad i dróg ekspresowych w Polsce wynosi już przecież około 4300 km. Zresztą teraz podobną funkcję - ułatwiania oceny odległości - mogą spełniać przydrożne słupki.

Inna sprawa, czy jakiekolwiek dodatkowe oznakowanie i srogie paragrafy zlikwidują jedną z plag naszych dróg, czyli tzw. jazdę na zderzaku. Hołdujący temu paskudnemu zwyczajowi mistrzowie kierownicy są zresztą na ogół przekonani, że zachowują wszelkie zasady bezpieczeństwa - ufają swoim umiejętnościom, refleksowi i hamulcom swoich aut.

Jest jeszcze inne irytujące zjawisko - traktowania każdego kilkudziesięciometrowego odstępu między pojazdami jako luki, w którą przy pierwszej nadarzającej się okazji trzeba się koniecznie wcisnąć. A wtedy wszelkie zasady o odległości stanowiącej "połowę liczby określającej prędkość pojazdu" biorą w łeb. Co prawda, jak zastrzega ustawa, cytowanego na wstępie przepisu o bezpiecznym odstępie "nie stosuje się podczas manewru wyprzedzania", ale przecież ów manewr kończy się z chwilą, gdy wyprzedzający pojazd znajdzie się przed nami. Co wtedy? Ano należałoby wówczas zwolnić, by utrzymać właściwy dystans. Wtedy znowu powstaje "luka", kusząca innych uczestników ruchu. I tak dalej, i tak dalej...

INTERIA.PL
Dowiedz się więcej na temat: przepisy ruchu drogowego

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje