Reklama

Kto odpowiada za wypadek w Poznaniu? "Być może nikt"

Imprezy samochodowe, nawet jeśli nie są to wyścigi lecz pokazy, zawsze niosą ze sobą ryzyko zaistnienia katastrofy, nie da się jednak przewidzieć wszystkich niebezpieczeństw - zgadzają się eksperci, komentując wypadek na poznańskiej imprezie motoryzacyjnej.

"Organizatorzy imprezy masowej, takiej jak wyścigi samochodowe, czy nawet tylko pokazy, aby uzyskać zgodę na ich przeprowadzenie na ulicach miasta, muszą uzyskać wiele pozwoleń, a plan zabezpieczenia imprezy od strony zamknięcia ulic dla ruchu, czy bezpieczeństwa kibiców, musi być uzgodniony z policją" - podkreślił ekspert ds. bezpieczeństwa pracujący dla Międzynarodowej Organizacji Samochodowej (FIA) inż. Jacek Bartoś.

W rozmowie z PAP zaznaczył on, że policja przed wydaniem opinii musi poznać regulamin imprezy i wypowiedzieć się na temat proponowanych zabezpieczeń. "Poziom tych zabezpieczeń musi być dobrany do tego, co organizator imprezy chce pokazać. Tutaj zapewne chodziło o zademonstrowanie prędkości i mocy pokazywanych samochodów oraz umiejętności kierowców, którzy pokazywali np., jak prowadzi się takie auta w poślizgu" - mówił inż. Bartoś. "I szykując zabezpieczenia trzeba mieć na uwadze, że zawsze może się zdarzyć coś nieoczekiwanego na jezdni, albo z samochodem lub z kierowcą" - dodał.

Reklama

Jak mówił ekspert, zabezpieczenie trasy przed publicznością zależy m.in. od ukształtowania terenu. "W tym wypadku w Poznaniu trasa przebiegała wzdłuż skarpy. Nie znam szczegółowych danych tego miejsca, ale wiadomo, że do wyznaczenia stref bezpiecznych dla publiczności istotny byłby kąt nachylenia skarpy. Od tego zależałoby w jakiej odległości od jezdni mogą stać widzowie" - ocenił.

Bartoś przyznał też, że do zabezpieczenia tras w niektórych miejscach wykorzystuje się również specjalne, półtonowe bele słomy, a za nimi również betonowe bariery, które dodatkowo podnoszą bezpieczeństwo publiczności. "Ale nawet wtedy może się stać coś nieprzewidzianego. Teraz zapewne zdarzenia z Poznania będzie badać prokuratura. Może się jednak też okazać, że doszło do katastrofy, czyli wydarzenia, którego nie dało się przewidzieć, planując imprezę i nikt nie ponosi za to odpowiedzialności" - powiedział PAP ekspert.

"Nie jesteśmy w stanie stworzyć przepisów, które zapewniałyby całkowite bezpieczeństwo" - uważa dr Andrzej Przemyski, b. policjant i wysoki urzędnik MSWiA, ekspert ds. bezpieczeństwa imprez masowych, wykładowca Szkoły Wyższej Psychologii Społecznej. "Trzeba sobie jasno powiedzieć, że imprezy takie jak pokazy lotnicze, czy wyścigi uliczne, choćby nawet dobrze zorganizowane, to są niebezpieczne eventy i od czasu do czasu dochodzi na nich do różnych wypadków" - dodał.

W opinii rozmówcy PAP, w związku z poznańskim wypadkiem zbadania wymagać będzie zabezpieczenie wokół jezdni, po których jeździły samochody. "Być może tu był problem, choć zapewne jest też tak, że nigdy się nie uda stworzyć zabezpieczeń idealnych" - powiedział dr Przemyski.

Podczas niedzielnych pokazów Gran Turismo Polonia w Poznaniu jeden z samochodów wjechał w publiczność. 17 osób zostało rannych, w tym 4 ciężko. Wśród rannych jest dwoje dzieci. Ok. godziny 16 Norweg, kierujący samochodem koenigsegg CCX-R, stracił panowanie nad kierownicą; na prostym odcinku drogi samochód uderzył w krawężnik, odbił się od niego i wjechał w widzów. Jak podała policja kierowca auta był trzeźwy, nic mu się nie stało. Organizatorzy zapewniali, że jest on doświadczonym kierowcą. Wypadek spowodował przedterminowe zakończenie imprezy.

PAP

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje