Reklama

Konfiskata aut to zły pomysł? Wygeneruje ogromne koszty!

Potworny wypadek spod Stalowej Woli, w którym zginęli rodzice trójki dzieci, wywołał ogólnopolską dyskusję dotyczącą zaostrzenia kar dla osób siadających za kierownicę po alkoholu. Wkrótce po tragedii Ministerstwo Infrastruktury poinformowało o zaawansowanych pracach nad projektem zmian w Kodeksie wykroczeń.

Resort chce m.in. podniesienia wysokości mandatów, umożliwienia karania mandatem właściciela pojazdu (w przypadku przekroczenia zarejestrowanego przez fotoradar) oraz - według nieoficjalnych informacji - powiązania stawki ubezpieczenia OC z liczbą wykroczeń drogowych. Coraz głośniej mówi się również o konfiskacie pojazdów osobom, które - podobnie jak sprawca wypadku w Stalowej Woli - wsiadły za kierownicę mimo braku - zatrzymanego już wcześniej za jazdę po alkoholu - prawa jazdy.

Ten ostatni pomysł zdaje się wywoływać najwięcej kontrowersji. Eksperci z zakresu bezpieczeństwa ruchu drogowego, jak np. Janusz Popiel, prezes Stowarzyszenia Pomocy Poszkodowanym w Wypadkach i Kolizjach Drogowych - "Alter Ego" - mówią o populizmie i wskazują szereg słabych punktów takiego rozwiązania. Jakich?

Reklama

 

Sprawca wypadku pod Stalową Wolą poruszał się Audi S7. Konfiskatę  takiego pojazdu można by łatwo przekuć w propagandowy sukces. Problem w tym, że polska drogowa "codzienność" wygląda zgoła inaczej. Jak? Za przykład niech posłuży sytuacja z ubiegłego tygodnia, gdy w okolicach Wielbarka policjanci zatrzymali kierowcę, którego drogowe wyczyny wskazywały na problemy z percepcją. 53-latek miał ponad 3,5 promila alkoholu i... prawomocny zakaz prowadzenia wszelkich pojazdów mechanicznych! Czym się poruszał? W tym przypadku nie było to warte kilkadziesiąt tysięcy złotych Audi S7 ale... leciwy Daewoo Matiz. Czy rekwirowanie tego typu pojazdów rzeczywiście odnieść może spodziewany efekt?

"Najprawdopodobniej decyzję o konfiskacie będzie musiał podejmować sąd. W polskich realiach od zatrzymania do prawomocnego wyroku o konfiskacie upłynie kilkanaście miesięcy. Wygenerowane zostaną koszty, które najpewniej obciążą podatników. Koszty, które będą przekraczały znacznie wartość pojazdu" - tłumaczy Janusz Popiel. W rozmowie z Interią dodaje też, że: "51 proc. samochodów w Polsce ma powyżej 10 lat, czyli ich wartość jest niewielka. Jeżeli konfiskata będzie dotyczyła pojazdów uczestniczących w wpadkach, to w zdecydowanej większości będą to pojazdy uszkodzone lub nadające się jedynie do kasacji". Wygląda na to, że pomysłodawcy takiego rozwiązania zupełnie nie zdają sobie z tego sprawy! 

Wbrew pozorom - już w tej chwili - nietrzeźwy sprawca wypadku sprowadza na siebie ogromne obciążenia finansowe - zarówno ze względu na roszczenia regresowe ubezpieczyciela, jak i np. konieczność płacenia świadczenia na rzecz Funduszu Sprawiedliwości (co najmniej 5000 zł).

Oczywiście, jeśli konfiskata ma również dotyczyć sprawcy, który zostałby przyłapany na samym fakcie prowadzenia w stanie nietrzeźwości, to przy pojazdach o większej wartości można by je spieniężać. Rodzi to jednak szereg kolejnych trudności. "Kto ma odpowiadać za procedury związane z przechowywaniem tych pojazdów? W jakim trybie ma następować sprzedaż? I - równie istotne z punktu widzenia kosztów - kto pokryje koszty zabezpieczenia, ubezpieczenia i przechowywania takich aut?" - pyta Popiel.

Z takiego punktu widzenia proponowane rozwiązania rzeczywiście nie wydają się zbyt rozsądne. Tym bardziej, że - jeśli wierzyć statystykom - nietrzeźwi uczestnicy ruchu drogowego odpowiadają w Polsce za stosunkowo niewielką liczbę wypadków, a na statystyki dotyczące tego zjawiska duży wpływ mają chociażby... rowerzyści. Wypadki z udziałem pijanych kierowców stanowią za to nośny temat medialny, który pozwala odciągać uwagę od prawdziwych problemów polskich dróg, jak np. nieskutecznej windykacji mandatów czy błedów infrastrukturalnych. 
Paweł Rygas

***

INTERIA.PL

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje