Reklama

Jak pożyczyć prąd, by... nie spalić samochodu?

Pierwsze przymrozki sprawiły, że wielu kierowców musiało ratować się już "pożyczaniem" prądu. Trzeba jednak pamiętać, że w takich przypadkach chwila nieuwagi może nas sporo kosztować!

Wypadki takie, do jakiego doszło niedawno na Lubelszczyźnie (w płonącym aucie o mało nie zginęła kobieta), przypominają, że banalny - z pozoru - rozruch na kable niesie za sobą konkretne zagrożenia. Dotyczą one nie tylko pożaru czy wybuchu baterii, ale też np. poważnego uszkodzenia pojazdu!

Reklama

Wielu kierowców zapomina np. o prawidłowym użytkowaniu samych kabli rozruchowych. Podstawą jest prawidłowa kolejność podłączania! Pamiętajmy, by najpierw założyć przewód plusowy (czerwony) na dodatnie klemy obu akumulatorów. Następnie kolejny z przewodów (czarny) - w aucie dawcy - podłączamy do klemy minusowej akumulatora, a jego drugi zacisk... do MASY (!) samochodu biorcy (np. "ucha" montażowego silnika).

Chodzi o to, że w czasie podłączania samych przewodów często występuje iskrzenie. Podłączając akumulatory bezpośrednio do siebie istnieje ryzyko, że od iskry zapali sią wydobywający się z baterii wodór. Jest to skrajnie mało prawdopodobny scenariusz, niemniej każdego roku dochodzi do kilku tego typu wypadków w skali kraju. Leczenie obrażeń wywołanych kwasem jest bolesne, długotrwałe i zawsze wiąże się z powstawaniem blizn. Lepiej więc wziąć sobie do serca rady ekspertów i minimalizować zagrożenie.

Sama procedura odpalania z kabli też nie jest łatwa. W starszych pojazdach, z niewielką ilością pokładowej elektroniki, producenci zalecali uruchomienie silnika dawcy i trzymanie go na podwyższonych obrotach, by zapewnić dodatkowy zastrzyk mocy instalacji elektrycznej. To dobra metoda, ale wyłącznie jeśli mowa o autach w wieku 15-20 lat. W nowszych takie działanie spowodować może nie tylko uszkodzenie alternatora (diody prostownicze), ale również licznych modułów elektronicznych. Dlatego w przypadku nowszych aut zaleca się uruchamianie pojazdu biorcy przy WYŁĄCZONYM silniku dawcy!

Pamiętajmy też, by w czasie próby uruchomienia silnika odsunąć się od akumulatorów (zwłaszcza biorcy). Do wybuchów baterii najczęściej dochodzi właśnie w momencie uruchomienia rozrusznika w pojeździe "pożyczającym" prąd. Przewody powinniśmy odłączyć od razu po uruchomieniu silnika biorcy, by oszczędzić przeciążeń akumulatorowi i instalacji elektrycznej dawcy.

W kontekście zagrożenia pożarowego ważna jest również kolejność odłączania przewodów rozruchowych. Zawsze, jako pierwszy, odłączamy przewód masowy (czarny). W razie jego kontaktu z elementami pojazdu nie grozi iskrzenie, więc nie ma ryzyka wywołania pożaru. Przewód dodatni odłączamy jako drugi, pilnując jednocześnie, by jego zacisk nie zetknął si z elementami karoserii czy silnika.

INTERIA.PL

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje