Reklama

Auto nie chce jechać prosto? Możliwe, że problem rozwiążesz sam

Ze starszymi samochodami jest jak z ludźmi. Każdy wykazuje pewne indywidualne cechy, które z czasem uczymy się akceptować.

Nad wieloma przechodzimy do porządku dziennego, kwitując je popularnym twierdzeniem "ten typ tak ma". Okazuje się jednak, że część z irytujących przypadłości usunąć można stosunkowo niewielkim nakładem kosztów, często - we własnym zakresie.

Cechą wielu aut z rynku wtórnego są problemy z prowadzeniem, często objawiające się "ściąganiem" w którąś ze stron. Takie zjawisko niekoniecznie musi być objawem usterki. Często rozwiązania okazują się zaskakująco proste... Co warto sprawdzić?

Po pierwsze: opony

Reklama

Zanim odstawimy auto do mechanika, dokładnie przyjrzyjmy się oponom. Sprawdźmy, czy są równomiernie zużyte i - jeśli mamy do czynienia z ogumieniem kierunkowym - wszystkie zamontowano zgodnie z zaleceniami producenta (kierunek obrotu). Czasami tak błaha czynność potrafi wytropić źródło problemu...

Kolejną z błahostek jest wizyta na stacji benzynowej i sprawdzenie ciśnienia w oponach. Jak wynika z badań przeprowadzonych przez firmę Michelin, aż 61 proc. samochodów, poruszających się po polskich drogach, ma nieprawidłowe ciśnienie w oponach! W niektórych regionach kraju prawidłowy poziom ciśnienia miał tylko jeden na trzy skontrolowane pojazdy!

Różnica w ciśnieniu objawia się nie tylko problemami z trzymaniem toru jazdy, ale też nerwowym zachowaniem w czasie hamowania i przyspieszonym zużyciem opon. Dobrą praktyką, która powinna stać się i naszym nawykiem, jest sprawdzanie ciśnienia w ogumieniu co najmniej raz w miesiącu.

Jeśli opony zamontowano prawidłowo i wszystkie mają takie same ciśnienie, a nasz samochód dalej nie prowadzi się najlepiej, zostaje nam jeszcze kilka możliwości.

Po drugie: hamulce

Zanim zabierzemy się za majsterkowanie, udajmy się na przejażdżkę. Po kilku kilometrach zjedźmy z drogi i - organoleptycznie - sprawdźmy temperaturę poszczególnych felg. Za ściąganie często odpowiadają zużyte łożyska lub zapieczone hamulce (np. stojące prowadnice). Na szczęście ta ostatnia przypadłość daje o sobie znać zwiększonymi oporami toczenia, co skutkuje tym, że konkretne koło nagrzewa się bardziej od innych.

Jeśli zaobserwujemy taki objaw w naszym aucie, najlepiej odstawmy samochód do mechanika, zlecając mu czyszczenie hamulców. Przy odrobinie technicznego obycia o czyszczenie prowadnic można się też pokusić we własnym zakresie. Trzeba jednak zdawać sobie sprawę z tego, że w wielu przypadkach prowadnice są tak zastane, iż nie da się ich ruszyć bez pomocy chociażby palnika... Mechanik nie weźmie za usługę więcej niż 100-150 zł, a - w przypadku problemów z odkręceniem - oszczędzi nam to czasu i nerwów.

Warto też zdawać sobie sprawę, że często źródłem problemu jest opona, której uszkodzenia nie da się stwierdzić na pierwszy rzut oka. Jeśli więc objawy w dalszym ciągu się utrzymują, postarajmy się przełożyć koła z przodu na tył lub - jeśli to możliwe (zwróćmy uwagę na kierunek obrotu!) - z jednej strony auta na drugą. Gdy po takim zabiegu auto zamiast w prawo, zacznie nagle zjeżdżać w lewo, możemy być pewni, że winę ponosi jedna z opon.

Po trzecie: zawieszenie

Jeśli po wykonaniu wszystkich wspomnianych czynności nasz samochód dalej "ściąga", dopiero wówczas - z czystym sumieniem - możemy udać się do najbliższej stacji kontroli pojazdów. Tam, za kwotę 20-30 zł diagnosta sprawdzi luzy na końcówkach drążków kierowniczych, sworzniach i tulejach wahaczy, które - z reguły - stwarzają tego typu problemy.

Gdy, po raz kolejny, okaże się, że z autem wszystko jest w porządku, trzeba będzie odwiedzić warsztat wyspecjalizowany w pomiarach geometrii zawieszeń. Ten zacznie najpewniej od sprawdzenia zbieżności kół przedniej osi, co kosztować nas będzie między 70 a 100 zł. Trzeba jednak zdawać sobie sprawę z faktu, że w wielu pojazdach (wyposażonych np. w wielowahaczowe zawieszenie) zbieżność ustawia się również na kołach osi tylnej. Całościowa regulacja geometrii można nas kosztować do 300 zł.

Jeśli fachowcy będą mieli trudności z ustawieniem zbieżności czy kątów wyprzedzenia sworznia zwrotnicy, znaczy to, że problem może leżeć chociażby w wypadkowej przeszłości auta. Nie oznacza to jednak wcale, że nasz pojazd jest, potocznie mówiąc, krzywy. Drobna kolizja, szybkie najechanie na krawężnik czy dużą wyrwę często skutkować może niezauważalnymi na pierwszy rzut oka uszkodzeniami zawieszenia. Powodem ściągania mogą więc być krzywe zwrotnice, wahacze a nawet - w przypadku niektórych popularnych aut - amortyzatory.

Tego rodzaju przypadki to jednak ekstremum. W większości pojazdów wystarczy po prostu solidna kontrola stanu ogumienia, hamulców i metalowo-gumowych elementów zawieszenia i układu kierowniczego.

Paweł Rygas

INTERIA.PL

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje