Reklama

Subaru jak pitbull na smyczy

Z czym Wam sie kojarzy Subaru Impreza Sti?

Z rajdami WRC, sportowymi samochodami w kolorze niebieskim i poruszającymi się na złotych felgach, z fascynatami szybkiej jazdy, którzy potrafią wyrecytować wszystkie istotne parametry samochodu z głowy a przy tym wykorzystać te parametry na drodze?

Skojarzenia są właściwe, bo Subaru Impreza WRX Sti to auto nieprzeciętne. Co by było jednak, gdyby wsadzić doń przeciętnego do bólu kierowcę?

Poniższy tekst to wrażenia osoby, która poraz pierwszy siedziała za kierownicą samochodu tej klasy - w dodatku osoby, która motoryzacją interesuje się czysto hobbystycznie, a wiedzę czerpie z programów typu TopGear. Jednym słowem laik.

Nie spodziewajcie się więc szczegółowych parametrów technicznych, porównań silników typu boxer do rzędowych, czy wyższości napędu Symatrical AWD nad napędem 4motion.

Spodziewajcie się natomiast tego, co sami czulibyście za kierownica Sti.

Reklama

Ciąg dalszy na następnej stronie

Samochód właśnie debiutuje na rynku polskim - od kilku miesięcy natomiast w sprzedaży są już "zwykłe" Imprezy. O jej dość kontrowersyjnym wyglądzie większość z nas mogła przekonać się jakiś czas temu, gdy firma Subaru zaprezentowała najnowszą generację Imprezy.

Nie przebierając w słowach - samochód wyglądał jak podrasowany Lanos z akcentami rodem z KIA. Fani rasowych kształtów Imprez załamywali ręce. Do czasu, aż nie zobaczyli tego auta "na żywo".

Czy najnowsza generacja STI w jakikolwiek sposób ratuje sytuację? Zdecydowanie tak. choć mogłoby być znacznie lepiej. Pierwszy kontakt z samochodem wywołuje zaskoczenie - przede wszystkim wydaje się znacznie większy niż na zdjęciach. To nie jest mały i zgrabny hatchback - to raczej wielki sedan, ale pozbawiony wystającego tyłu. Wrażenie potęgują ogromne poszerzane nadkola, wielki wlot powietrza na masce i sporych rozmiarów spojler na tylnej klapie.

Całość dopełniają 4 końcówki wydechu, intensywny niebieski kolor nadwozia i masywne 18-calowe felgi (ale nie złote jak przystało na tę wersję samochodu).

Pozytywne wrażenie psują tylne światła (białe), które wyglądają mówiąc delikatnie tandetnie. Odniosłem wrażenie, że ktoś kto je zaprojektował mocno sugerował się stylistyką a'la "wiejski tunning". Cóż, zapewne Będzie można kupić substytuty i wymienić na klasyczne "czerwone".

Ciąg dalszy na następnej stronie

A co w środku? Jeśli komuś wydawało się, że będę rozwodził się nad ilością miejsca, jakością materiałów i temu podobnymi, to był w błędzie. Szybki ruch ręką w kierunku stacyjki, przekręcenie kluczyka i.... cisza. No może nie zupełna, ale spodziewałem się głośnego bulgotu silnika jak na boxera przystało, a dostałem raczej delikatny pomruk.

Skoro silnik jest w zasadzie ten sam co w poprzednim modelu, to znaczy, że jest to kwestia wydechu i wyciszenia.

Faktycznie nowe STI jest znacznie cichsze, niż poprzednik, co ma swoje plusy i minusy. Dla mnie, osoby, dla której taki samochód to symbol szybkości, właściwości jezdnych i pewnej filozofii, dźwięk silnika jest bardzo istotny. Gdybym chciał mieć cicho w środku pewnie kochałbym się np. w Renault Laguna.

Generalnie źle nie jest, boxer odzywa się, ale dopiero przy wyższych obrotach. Niemniej sporo mu brakuje do wersji poprzedniej.

Ruszenie samochodem z miejsca jak i pierwsze pokonane metry nie dają potwierdzenia, że siedzimy w 300-konnym samochodzie z napędem na 4 koła. Jak się miało okazać nieco później, wszytko to dzięki systemowi SI-Drive, który sprawia, że codzienna jazda nie jest uciążliwa. Otóż system ten ogranicza reakcję na gaz do tego stopnia (tryb SI-Inteligent), że ruszanie czy też przyspieszanie będzie płynne.

Oczywiście nie omieszkałem przetestować ustawienia Sport i Sport Shapr. Ten ostatni powoduje, że samochód zachowuje się jak rozjuszony pitbull na smyczy.

Ciąg dalszy na następnej stronie

Impreza oferuje jeszcze jedno ciekawe ustawienie - chodzi o możliwość zmiany środkowego dyferencjału. O tym jak to działa i co ze sobą niesie, czytałem jedynie na Interii.

Otóż środkowy dyferencjał odpowiedzialny jest za rozdział mocy na poszczególne osie. Standardowo jest to 41% przód i 59% tył. Jednak dzięki mechanizmowi, który znajduje się tuż pod dźwignią zmiany biegów, możemy włączyć tryb manualny i ustawić np. proporcje 30% przód i 70 tył.

Efekt? Przy nieco mocniejszym wciśnięciu gazu na zakręcie samochód traci trakcję na tylnych kołach i wchodzi w poślizg.

Zadziwiające jest jednak to, że poślizg dla kierowcy bez doświadczenia rajdowo-sportowego jest bez problemu kontrolowalny (mimo wyłączenia kontroli trakcji). Powtarzałem manewr kilkukrotnie, ale za każdym razem w pełni byłem w stanie kontrolować uślizg w każdej chwili wyprowadzając z niego samochód.

W sumie, to sam się sobie dziwiłem - jak komuś, kto zazwyczaj porusza się samochodami do 150 KM udaje się przejechać driftem kilkudziesięciometrowy zakręt? Na pewno nie są to nabyte umiejętności - wiec co, samochód?

Wszystko wskazuje na to, że tak.

Moc auta faktycznie sprawia, że czuje się do niego respekt. Każdego manewru trzeba się uczyć od nowa - przyspieszanie, hamowanie, wyprzedzanie, wchodzenie w zakręty. To trochę tak, jakby od nowa zdefiniować zasady fizyki - wciśniecie gazu powoduje, ze w ciągu kilku sekund (dokładnie 5.2 s) mamy 100 km/h na liczniku. Każdy zakręt to przy mocniejszym wciśnięciu pedału gazu manewr, który może dostarczyć nie lada emocji.

Ciąg dalszy na następnej stronie

Czy w takim razie Subaru Impreza WRX STI to auto, którym można jeździć na co dzień? Odpowiedź brzmi tak.

Na początku moc przeraża, szczególnie jeśli zrezygnujemy z elektronicznego kagańca w postaci kontroli trakcji. Ale zaraz potem, gdy nauczymy się już wstępnie jak nad tym niebieskim potworem zapanować, STI daje dużo frajdy. Inne samochody poruszają się jakby w zwolnionym tempie.

Owszem, jeśli przyjemność z jazdy postawimy wyżej nad rozsądkiem, to rachunek ekonomiczny nie będzie zbyt zadowalający - Impreza STI można i spalić cały bak w ciągu jednego wieczora, ale czy takie auto kupuje się po to, aby liczyć litry paliwa?

Dla przyzwoitości dodam, że Impreza oferuje całkiem zadowalający komfort dla 5 osób, a bagażnik zmieści ekwipunek na całkiem długie wakacje... ale jakie to ma znaczenie?

Najważniejsze jest to, że po powrocie do domu z wieczornej przejażdżki, po wielu zmianach biegów, dziesiątkach minut pełnej koncentracji, setkach zmian kierunku jazdy czujemy się jak po 2-godzinnym meczu w squasha.

I o to właśnie w tej całej tej zabawie zwanej STI chodzi. Najważniejsze są doznania...

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama