Reklama

Hyundai Kona - dla młodych duchem?

Zaskakująca stylistyka, młodzieżowy image i "Kona Gang" - grupa młodych ludzi, którzy odnieśli sukces w różnych dziedzinach nowoczesnego świata, o czym bardzo chcą nam opowiedzieć. W ten właśnie sposób Hyundai chce nas przekonać do swojego, zupełnie nowego, modelu Kona, którego mieliśmy okazję obejrzeć już na własne oczy.

Crossovery klasy B to obecnie niezwykle prężnie rozwijający się segment i trudno się temu dziwić. Są to auta nieduże, a więc łatwe w zaparkowaniu, ale przy tym zauważalnie przestronniejsze od klasycznych hatchbacków, a do tego mają nieporównywalnie ciekawszy image. To idealne samochody dla nowoczesnych mieszkańców miast, którzy chcą się wyróżnić.

Reklama

Zdecydowanie będzie to możliwe w najnowszym dziecku Hyundaia - modelu Kona. Auto zwraca uwagę dużym, "kaskadowym" grillem, bardzo smukłymi tylnymi światłami, żywymi kolorami nadwozia oraz kontrastowym dachem (do wyboru czarny lub szary). Z jakiegoś jednak powodu projektanci koreańskiego producenta postanowili skopiować pomysł na przednie światła z Jeepa Cherokee (a zarazem również z nowych modeli Citroena), a do tego obdarowali go wydatnymi plastikowymi osłonami, które zachodzą na przednie reflektory, a z tyłu wkomponowano w nie dodatkowe światła.

Efekt przypomina trochę uterenowione modele sprzed wielu lat, kiedy uważano, że nałożenie na kombi lub minivana połaci czarnego plastiku, w gustowny sposób podkreśli ich nowe, terenowe aspiracje.
W przypadku Kony, która jest małym crossoverem (choć Hyundai nazywa ją SUVem), owe offroadowe dodatki gryzą się trochę z wizerunkiem stylowego i modnego auta miejskiego. O gustach się nie dyskutuje, ale Kona to taki stylistyczny miszmasz. Po dokładnym przyjrzeniu się jej z bliska, podczas premierowej prezentacji, nie zrobiła na nas lepszego wrażenia, niż na opublikowanych niewiele wcześniej zdjęciach.

Znacznie lepiej, albo gorzej, jak kto woli, jest we wnętrzu. Po nadwoziu, które nachalnie atakuje nasz zmysł wzroku i próbuje przekonać o swoim młodzieżowym image'u, przychodzi chwila spokoju. Klasyczne zegary, wolnostojący ekran multimediów (znany z modelu i30), klasyczny panel klimatyzacji - oto, w skrócie, opis deski rozdzielczej. Aby jednak "klasyczne" nie oznaczało "nudne", Kona może być wyposażona w jeden z pakietów stylistycznych - pomarańczowy, czerwony oraz limonkowy. Obejmuje on przeszycia tapicerki i otoczki nawiewów oraz dźwigni zmiany biegów w jednej z wymienionych barw. Kolorowe są także pasy bezpieczeństwa, ale nie dotyczy to wersji czerwonej.

Wnętrze przy pierwszym kontakcie robi dobre wrażenie. Deskę rozdzielczą wykonano solidnie i z dobrej jakości materiałów, a ilość miejsca w obu rzędach siedzeń przypomina kompaktowego hatchbacka, podobnie jak bagażnik (pojemność 361 l). Nieźle, jak na samochód mierzący 4165 mm. Całkiem hojne może być także wyposażenie - Hyundai przewiduje skórzaną tapicerkę, ogrzewane i wentylowane fotele z elektryczną regulacją, ogrzewanie kierownicy, a także zestaw asystentów kierowcy (między innymi monitorowanie martwego pola w lusterkach, asystent pasa ruchy czy też system automatycznego hamowania w razie niebezpieczeństwa kolizji, wykrywający także pieszych). Ciekawostką jest wyświetlacz head up, który prezentuje kolorowe wskazania na szybce wysuwającej się z podszybia.

Nie do końca przekonuje nas natomiast polityka Hyndaia odnośnie gamy silnikowej. Do wyboru będą jedynie silniki 1.0 T-GDI o mocy 120 KM oraz 1.6 T-GDI 177 KM. Nowy diesel 1.6 CRDi (115 i 136 KM, mocniejsza odmiana z opcjonalnym 4x4) pojawi się dopiero w przyszłym roku. Potwierdzono także wersję elektryczną, która najpewniej skorzysta ze 120-konnego napędu z Ioniqa electric. Wracając jednak do silników benzynowych, to w ofercie wyraźnie widać sporą przepaść, którą powininna wypełnić jednostka 1.4 T-GDI (140 KM), znana z nowego i30. Przedstawiciele Hyundaia argumentują, że te silniki odpowiadają oczekiwaniom przyszłych klientów, ale my nie możemy się z tym zgodzić.

Jednostka 1.0 T-GDI rozpędza Konę do 100 km/h w 12 s - w mieście wystarczy, ale wiele osób może woleć coś o nieco lepszych osiągach i mające więcej, niż 3 cylindry. Niestety, alternatwa w postaci 1.6 T-GDI pozwala na sprint do 100 km/h w 7,9 s, co jest świetnym wynikiem, ale dla wielu kierowców z kolei takie auto jest niepotrzebnie szybkie. Co więcej, silnik ten łączony jest wyłącznie z dwusprzęgłową przekładnią automatyczną i napędem na wszystkie koła. Możemy więc wnioskować, że przepaść między tymi dwoma wersjami będzie nie tylko na tle osiągów, ale także różnicy w cenie.

Dlatego też, po pierwszym kontakcie z Koną, mamy wątpliwości czy stanie się ona przebojem. Brak optymalnej jednostki napędowej oraz kontrowersyjna stylistyka z pewnością zauważalnie wpłyną na wyniki sprzedaży. Szkoda, ponieważ pod innymi względami SUV Hyundaia wydaje się być bardzo ciekawym samochodem. Na ile ciekawym będziemy mogli jednak ocenić dopiero wtedy, gdy będziemi mieli okazję siąść za jego kierownicą.

Michał Domański

 


INTERIA.PL

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje