Reklama

Polskie drogi

Zatrzymano kierowcę autokaru, który wjechał pod tramwaj

Gdańscy policjanci zatrzymali 60-letniego kierowcę - obywatela Niemiec, który jest podejrzewany o spowodowanie katastrofy w ruchu drogowym. Według straży w zderzeniu tramwaju i autobusu ucierpiało, raczej niegroźnie, 13 osób.

Do zderzenia autobusu z tramwajem doszło w czwartek ok. godz. 14 w centrum Gdańska, na wysokości Bramy Wyżynnej.

Reklama

St. asp. Karina Kamińska, oficer prasowa Komendy Miejskiej Policji w Gdańsku, informowała, że funkcjonariusze obecni na miejscu wypadku, ustalili wstępnie, że kierowca autobusu najprawdopodobniej wjechał na skrzyżowanie na czerwonym świetle i, w momencie zawracania, zderzył się z jadącym po torowisku tramwajem.

Kamińska informowała, że autokarem z niemieckimi numerami rejestracyjnymi kierował obywatel Niemiec. Mężczyzna został przebadany alkomatem: był trzeźwy. W czwartek po południu Kamińska podała, że policjanci zatrzymali 60-letniego kierowcę jako osobę podejrzewaną o spowodowanie katastrofy w ruchu drogowym.

Mł. bryg. Jacek Jakóbczyk, rzecznik prasowy Komendy Miejskiej Państwowej Straży Pożarnej w Gdańsku, poinformował, że według informacji, jakie strażacy uzyskali od obecnych na miejscu załóg karetek pogotowia, w wypadku obrażenia odniosło 13 osób, w tym 10 pasażerów niemieckiego autokaru - obywateli Niemiec, motorniczy tramwaju oraz dwóch pasażerów tego pojazdu.

Jakóbczyk poinformował, że wszystkie poszkodowane osoby zostały zaopatrzone przez załogi karetek pogotowia i - w przypadkach, gdy było to konieczne, przewiezione do szpitali. Wśród osób, które odniosły obrażenia, są tylko dorośli. "Wszyscy poszkodowani byli przytomni" - powiedział strażak dodając, że - według wstępnych ustaleń - w momencie badania przez ratowników, nic nie wskazywało na to, żeby obrażenia odniesione przez poszkodowanych były poważne.

Na miejscu wypadku pracowało siedem zastępów straży pożarnej - w sumie 20 strażaków. Uwolnili oni m.in. motorniczego tramwaju, który - w efekcie zderzenia został zakleszczony w kabinie.

PAP

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama