"Jestem dyrektorem WORD..."

Śledzę uważnie ukazujące się na waszej stronie artykuły dotyczące egzaminów na kategorię B po części z obowiązku, po części z ciekawości.

Jestem dyrektorem jednego z Wojewódzkich Ośrodków Ruchu Drogowego i mogę z innej perspektywy ocenić wszystkie uwagi i komentarze.

Reklama

Wiele racji jest po stronie instruktorów i osób zdających, ale nie należy szukać winnych w WORD-ach, ale w Ministerstwie Transportu i Budownictwa.

Dlaczego są tak długie terminy oczekiwania na egzamin?

1. Ministerstwo wprowadziło nowe przepisy dotyczące przeprowadzania egzaminów nie przewidując skutków, jakie one za sobą pociągną, czyli wzrostu o 100% zapotrzebowania na egzaminatorów.

2. Nie sprawdzono, ilu egzaminatorów i w jakim wieku jest dostępnych na rynku pracy.

3. Egzaminy dla egzaminatorów są przeprowadzane rzadko, a do tego pytania teoretyczne np. z budowy pojazdu, na które nie sposób jest udzielić prawidłowej odpowiedzi, są najwyżej punktowane.

(Żeby nie było wątpliwości podam przykład pytania:

Para wodna w reflektorze świadczy o:

a) nieprawidłowości

b) po włączeniu reflektorów ustąpi

c) może powodować krótkotrwałe załamanie światła

O ile odpowiedzi b i c nie budzą wątpliwości, to w przypadku odpowiedzi a wszystko zależy od intencji autora pytania i tego, czy czytał instrukcję obsługi jakiegoś pojazdu, czy też sam stwierdził że coś jest prawidłowe lub nieprawidłowe. )

Z tego powodu na rynku pracy nie ma młodych egzaminatorów i średnia wieku pracujących egzaminatorów waha się w okolicy 60 lat. Starszy nie znaczy - zły, ale zaufajcie mi państwo, że w takim przypadku zlikwidowanie złych nawyków jest praktycznie niemożliwe. Zwolnić takiego egzaminatora też nie mogę, nawet jeśli popełnia więcej błędów niż inni, bo terminy oczekiwania znów się wydłużą. A po za tym, nawet jak już go zwolnię, po prostu pójdzie pracować do sąsiedniego ośrodka, gdzie przyjmą go z otwartymi rękoma.

Co zaś się tyczy "strzelania sobie bramek" w "meczu" egzaminator - zdający. Wyobraźcie sobie państwo egzaminatora, który jest pod stałą obserwacją:

1. osób zdających, ich rodzin, przyjaciół i osób towarzyszących,

2. dyrektora ośrodka i służb mu podległych (wiadomo, że nie chcę mieć afer korupcyjnych na swoim terenie),

3. ludzi z nadzoru,

4. policji i służb szukających haka na egzaminatorów i chcących się wykazać przed swoimi zwierzchnikami,

5. Pod czujnym okiem kamer i mikrofonów, które śledzą każde posunięcie egzaminatora.

Czy można się dziwić, ze egzaminator mając precyzyjną instrukcję egzaminowania (stworzoną przez ministerstwo) nie wykazuje odruchów "człowieczeństwa" i nie chce przymknąć oczu nawet na najdrobniejsze błędy (które rzeczywiście często nie mają wpływu na bezpieczeństwo jazdy). Po co ma się później tłumaczyć z tego, że miał dobre serce przed dyrektorem lub prokuratorem? Lepiej jest nie mieć odruchów ludzkich w pracy, ale mieć tę pracę i nie mieć kłopotów.

Podsumowując, w WORD-ach nic się nie zmieni do momentu, kiedy coś się nie zmieni w przepisach ministerialnych. A w przepisach ministerialnych nic się nie zmieni, dopóki wszystkie osoby zainteresowane nie usiądą razem do stołu, by porozmawiać o problemach, a co najważniejsze, jeżeli propozycje płynące oddolnie nie zostaną w tych przepisach uwzględnione.

Ze względu na krytyczne stanowisko wobec ministerstwa wolę zachować anonimowość.

Dyrektor

Dowiedz się więcej na temat: pytania | WORD

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje