Okaleczył, a chciał zabić?

Do 9 lutego olsztyński sąd odroczył w piątek proces kierowcy oskarżonego o usiłowanie zabójstwa rowerzystki.

Łukasz N. najpierw ją potrącił, a następnie wlókł ponad 300 metrów. W piątek matka poszkodowanej dziewczyny poinformowała sąd, że córka tuż przed procesem otrzymała list z pogróżkami.

Reklama

Matka poszkodowanej dziewczyny, Justyna Zdziechowska poinformowała sąd, że przed świętami do jej córki dotarł anonimowy list. Znalazło się w nim m.in. stwierdzenie, że kolejny wypadek, który ją spotka "nie będzie już bez skutku".

"Córka bardzo się tym listem przejęła, była roztrzęsiona. Od tej pory nie wychodzi sama z domu (...). Nie otwiera nikomu drzwi. Zawiadomiłam policję o tych groźbach, jest prowadzone postępowanie" - powiedziała sądowi matka dziewczyny.

Opowiadając o leczeniu córki Pauliny, powiedziała, że przeszła dotąd siedem operacji i szereg mniejszych zabiegów. Gdy relacjonowała stan córki po wypadku, jedna z ławniczek rozpłakała się.

Łukasz N. potrącił 16-letnią Paulinę "maluchem" w maju 2009 roku na leśnej drodze pod Olsztynem. Po uderzeniu w rowerzystkę wlókł ją ponad 300 metrów po asfalcie, przez co dziewczynie do kości zdarła się pięta, a także plecy w odcinku lędźwiowym. Płat skóry nad okiem oderwał się tak, że mimo kilku operacji nastolatka do dziś nie może domknąć powieki.

Łukasz N. nie udzielił pomocy rowerzystce ani nie wezwał do pomocy innych osób, po zdarzeniu przez dwa dni ukrywał się. Z uwagi na okoliczności, prokuratura oskarżyła go nie o spowodowanie groźnego w skutkach wypadku, ale o usiłowanie zabójstwa. Oskarżony nie przyznaje się do tego, przed sądem przyznał się tylko do spowodowania wypadku i jechania bez uprawnień - nigdy nie miał prawa jazdy.

W piątek sąd przesłuchał także dziadka Pauliny. To on po wypadku odkrył na asfalcie krwawy ślad po wleczeniu jego wnuczki - czego nie zauważyła dokonująca oględzin policja. Mężczyzna domowym aparatem fotograficznym nakręcił film pokazujący ślady na ulicy i trasę, po której była wleczona wnuczka. Sąd odtworzył ten film. Opowiadając o pracy policji na miejscu zdarzenia, dziadek Pauliny dodał, że sam znalazł także kawałek łańcuszka i medalik, który w chwili wypadku wnuczka miała na szyi.

W związku z zeznaniami dziadka Pauliny sąd zdecydował o wezwaniu na następną rozprawę policjantów, którzy pracowali na miejscu wypadku.

Nie wiadomo, czy w czasie wypadku Łukasz N. był pod wpływem alkoholu lub środków odurzających - on się do tego nie przyznaje. W piątek kolega oskarżonego, z którym ten spędził godziny poprzedzające wypadek, twierdził, że w jego obecności N. nie pił alkoholu. Kolega przyznał, że po wypadku dostał od Łukasza N. sms-a, w którym ten napisał, że "miał kolizję", ale nie podał szczegółów.

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje