Legenda F1 wróci do ścigania?

Wprawdzie w Polsce specjalistów od Formuły 1 mamy dziś tysiące, ale ich wiedza sprowadza się głównie do BMW, Roberta Kubicy i kilku "marginalnych" kierowców, jak Massa, Raikkonen, Hamilton czy Alonso.

Nawet o wspaniałych sukcesach tego ostatniego pamięta niewielu. Dla większości naszych rodaków historia F1 zaczęła się w 6 sierpnia 2006 roku, kiedy Robert, na torze Hungaroring, po raz pierwszy wystartował w GP.

Reklama

Pamiętajmy jednak, że licząca już przeszło 50 lat historia tej najbardziej prestiżowej serii wyścigów obfituje w wiele sław. Do legendy przechodzili nie tylko kierowcy, ale całe zespoły. Jednym z teamów, który może się pochwalić piękną kartą jest British Racing Motors. Zespół wystawiał do wyścigów swoje bolidy w latach 1950-1977, na swoim koncie 17 zwycięstw w poszczególnych GP, jak również mistrzostwo świata Grahama Hilla w 1962 roku.

Jednym z ciekawszych epizodów w historii zespołu było zaprojektowanie szesnastocylindrowego silnika w układzie H. Jednostka powstała z połączenia dwóch 1,5 litrowych, ośmiocylindrowych silników o kącie rozwarcia 180 stopni. Silnik był więc mariażem dwóch położonych na sobie, kręcących się w różnych kierunkach boxerów z przekładnią zębatą w roli wału. Wprawdzie silnik o mocy 400 KM (przy 10,000 obr./min.) nie odniósł większych sukcesów, a kierowcy z drwiną sugerowali, że najlepiej sprawdził by się on w roli kotwicy na jakimś transatlantyku, nie sposób odmówić inżynierom kunsztu i pomysłowości.

Teraz, po przeszło 30 letniej nieobecności, o British Racing Motors postanowiło przypomnieć Bee Automobiles Ltd. Przy współpracy z Martinem Ogilvie - weteranem z Lotusa - opracowywany jest właśnie model bee four, który ma odwoływać się do najlepszych tradycji BRM. Wprawdzie do bolidu Formuły 1 trochę mu jeszcze brakuje, ale samochód przygotowywany jest podobno do startów w wyścigach górskich w Wielkiej Brytanii. Co ciekawe, pojazd ma być napędzany silnikami elektrycznymi o łącznej mocy 700 KM. Samochód zadebiutować ma w marcu na salonie samochodowym w Genewie.

Dowiedz się więcej na temat: legenda

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL