Reklama

Koniec tegorocznych transferowych niespodzianek? Kubica utrudni podjęcie decyzji o obsadzie miejsc?

Felipe Massa zostanie na przyszły sezon w Ferrari, a zespołu raczej nie zmieni także Kimi Räikkönen. Po przenosinach Lewisa Hamiltona do Mercedesa i odejściu ze sportu Michaela Schumachera tegoroczne transferowe roszady mogły być jeszcze ciekawsze, ale najlepsze chyba dopiero przed nami.

Po wizycie na podium w Japonii, a także czwartym miejscu w Korei, Massa może odetchnąć z ulgą. Punktowe finisze w sześciu ostatnich wyścigach oraz tempo porównywalne z Fernando Alonso na torze w Yeongam to wystarczające argumenty, żeby Ferrari przedłużyło z Brazylijczykiem współpracę na przyszły sezon. Wystarczające albo włoska ekipa tylko stara się stworzyć takie wrażenie, bo decydując o wyborze drugiego kierowcy na sezon 2013 ma dość ograniczone pole manewru. Po tym, jak zaloty Ferrari odrzucili Jenson Button i Mark Webber, a na rynku transferowym pozostało kilku młodych i mało doświadczonych kierowców, perspektywa kontynuowania współpracy z Massą stawała się coraz bardziej realna i w pewnym sensie wymuszona.

Reklama

Opowiastki szefostwa Ferrari o tym, że kilkoma niezłymi występami Massa wreszcie odnalazł wysoką formę sprzed kilku lat, można spokojnie włożyć między bajki. Skoro Włosi tak mocno wierzyli w Felipe, dlaczego starali się go zastąpić Buttonem, Webberem, a jeszcze wcześniej Robertem Kubicą? Cała ta sytuacja to nic innego jak klasyczne mydlenie oczu, które Ferrari stosuje w kwestiach personalnych od wielu lat. Przypomina zresztą, że Formuła 1 to przede wszystkim pozbawiony sentymentów biznes, a dopiero później sport.

 Chcąc wziąć przykład z sukcesu Red Bulla i Sebastiana Vettela, Ferrari mogłoby przecież postawić na młodego zawodnika, który byłby w stanie wiele się nauczyć u boku Fernando Alonso, a po zgromadzeniu dostatecznego doświadczenia przejąć rolę lidera zespołu i zacząć walczyć o tytuły. Ale Ferrari nigdy nie było zainteresowane taką strategią. W stylu Włochów leży raczej rzucanie na stół pieniędzy i kuszenie nimi możliwie najlepszych kierowców, którzy zamiast konsumować wysiłki inżynierów kilkoma latami nauki, zapewnią sukcesy tu i teraz. Tak było w przypadku Michaela Schumachera, Kimiego Räikkönena, Fernando Alonso i wielu kierowców, którzy reprezentowali barwy Ferrari wcześniej. Włosi historycznie stawiają na uznanych mistrzów, a rozstanie z wychowankiem Sergio Perezem, który nie widząc dla siebie miejsca w Ferrari, dołączył do odwiecznego rywala - zespołu McLarena, pokazuje, że raczej prędko się to nie zmieni.

 Dzięki takiemu rozwojowi wypadków Massa przedłuży karierę i powiększy saldo swojego rachunku bankowego o kilka milionów euro, a Ferrari zapewni Alonso stabilne i komfortowe środowisko pracy, w którym Hiszpan nie będzie musiał martwić się ambicjami i zakusami zespołowego kolegi. O tym, że taki układ jest dla Alonso ważny, może świadczyć weto kierowcy w trakcie dyskusji o możliwości dołączenia do Ferrari Lewisa Hamiltona. Brytyjczyk nie jest mistrzem intryg ani podbijania pracowitością serc członków zespołu, ale jego szybkość niewątpliwie stanowiłaby dla Alonso spory problem. Przeciwieństwo Hamiltona - jowialny i ugodowy Felipe jest zatem idealnym wyborem.

Vettel z Alonso?

Massa to oczywiście rozwiązanie mocno tymczasowe, bo kontrakt Brazylijczyka z Ferrari ma obowiązywać tylko rok. Po weekendzie w Korei, nie mniej gorącym tematem niż rywalizacja Vettela z Alonso o trzeci mistrzowski tytuł jest możliwość jazdy obu kierowców dla Ferrari już w sezonie 2014. Zupełnie inaczej niż w przypadku Hamiltona, Hiszpan z przychylnością wypowiada się o Vettelu i podobno nie ma nic przeciwko dołączeniu Niemca do składu Scuderii.

 Jak można się było spodziewać, szef Red Bulla Chrstian Horner natychmiast zdementował te pogłoski. Anglik jest pewien, że za rok Vettel wciąż będzie członkiem rodziny Red Bulla, ale przykład Hamiltona i Mercedesa jasno pokazuje, że w Formule 1 możliwe są nawet mało prawdopodobne rozstrzygnięcia. Pikanterii całej sprawie dodaje komentarz zdziwionego "plotkami" prezesa Ferrari Luki di Montezemolo. Warto przypomnieć sobie, że podobną postawę Włoch niestrudzenie prezentował w obliczu doniesień o zakontraktowaniu Michaela Schumachera począwszy od sezonu 1996. Cóż, taka praca. Pozyskanie Vettela, ewentualnego trzykrotnego mistrza świata byłoby zresztą dla Ferrari świetnym posunięciem marketingowym, a dla samego kierowcy zrozumiałym kolejnym krokiem w błyskotliwej karierze.

W środku stawki bez zmian (większych)

Wdzięcznym tematem spekulacji jest też najbliższa przyszłość Kimiego Räikkönena, ale właściciele Lotusa potwierdzili, że Fin oraz jego młodszy kolega Romain Grosjean prawie na pewno zostaną w zespole na sezon 2013. Dlaczego? Lotus nie znajdzie od ręki nikogo lepszego niż Räikkönen, a w lepszych ekipach nie ma dla Kimiego miejsca. Przesiadka do innej serii wyścigowej raczej nie wchodzi w grę - w Formule 1 wciąż nieźle płacą, a właśnie dlatego Räikkönen wrócił do cyklu Grand Prix.

 Grosjeana kierownictwo stajni z Enstone zatrzyma w składzie, żeby nie wyjść na - delikatnie mówiąc - głupków. Wciskanie Francuza z powrotem do kokpitu po nieudanym debiucie w 2009 roku tylko po to, żeby zwolnić go po kolejnym beznadziejnym epizodzie w Formule 1, nie świadczyłoby najlepiej o rozeznaniu Gravity Sport Management w rynku kierowców. Grosjean dostanie kolejną szansę, ale jeśli zaliczy drugi sezon tak rozczarowujący jak bieżacy, jeszcze mniej zrozumiałe byłoby przedłużenie z nim kontraktu na 2014 rok.   

Przed znacznie ciekawszymi decyzjami personalnymi stoi nowa szefowa ekipy Saubera - Monisha Kaltenborn. Szwajcarski zespół powoli żegna się z odchodzącym do McLarena Sergio Perezem. Po tym, jak mimo odejścia Meksykanina Sauber przedłużył umowę sponsorską z tamtejszym gigantem telekomunikacyjnym Telmexem, faworytem do zastąpienia Pereza wydaje się być inny obiecujący meksykański talent, kierowca testowy Saubera Esteban Gutierrez.

 Nie wiadomo, co z przyszłością Kamui Kobayashiego. Wątpliwe, żeby po trzech latach startów w F1 Japończyk nagle zaskoczył świetną formą, a jego pozycję w negocjacjach osłabia dodatkowo fakt, iż nie jest w stanie zasilić budżetu Saubera pieniędzmi sponsorów. Należy się więc spodziewać, że jego miejsce w ekipie z Hinwil zajmie Nico Hülkenberg.

 Wakat powstały w ten sposób w Force India mogą wypełnić były zawodnik ekipy Vijaya Mallyi Adrian Sutil, ale pod uwagę bierze się też podobno Sebastiena Buemiego oraz Jaime Alguersuariego, których po sezonie 2011 pozbyło się Toro Rosso. Mając w pamięci formę tych kierowców i zbliżające się wielkimi krokami problemy finansowe Force India nie należy się spodziewać, że te ruchy transferowe będą miały znaczący wpływ na przebieg przyszłorocznej rywalizacji.

 Hamilton i Mercedes, a także Perez i McLaren zadbali o to, żeby można było uznać tegoroczną transferową jesień za całkiem emocjonującą, ale to raczej koniec niespodzianek. Kluczowe pytania dotyczą przyszłego roku i brzmią: co zrobią Vettel i Ferrari oraz czy Robert Kubica będzie w stanie wydobrzeć na tyle, żeby utrudnić czołowym zespołom podjęcie decyzji o obsadzie miejsc w autach.

 Jacek Kasprzyk 

 

 

INTERIA.PL

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje