Reklama

Grand Prix Abu Zabi na pograniczu dnia i nocy

W niedzielę na wybudowanym niedawno torze Yas Marina kierowcy Formuły 1 zakończą tegoroczny sezon mistrzostw świata. Grand Prix Abu Zabi będzie wyścigiem wyjątkowym, bowiem rozpocznie się na krótko przed zachodem słońca, a zakończy wieczorem, przy sztucznym oświetleniu.

Sztuczna wyspa Yas to symbol przepychu i luksusu, a dokładniej zwykły kaprys emirów, którzy postanowili stworzyć swoistą oazę bogactwa. Na niej można znaleźć nie tylko drogie apartamentowce, hotele i ekskluzywne biura znanych firm, ale także pole golfowe, korty tenisowe i inne obiekty sportowo-rekreacyjne.

Reklama

Jednak prawdziwą "perłę w koronie" stanowi najnowocześniejszy tor zaopatrzony w sztuczne oświetlenie, którego znaczna część jest połączona z nie mniej efektowną mariną. Właściwie blisko jedna trzecia liczącej 5,54 km trasy przebiega wzdłuż brzegu, przy którym cumują drogie jachty.

Kierowcy na każdym okrążeniu pokonywać będą dziewięć prawych i jedenaście lewych zakrętów, a na najszybszych prostych odcinkach bolidy będą mknąć z prędkością ponad 300 km/godz. W sumie w niedzielę czeka ich dystans ponad 305 kilometrów, czyli 55 okrążeń toru. W pełni zadaszone trybuny mogą pomieścić zaledwie 50 tysięcy widzów.

Na tym jednak nie kończą się atrakcje przygotowane przez organizatorów Grand Prix Abu Zabi. Po raz pierwszy w historii Formuły 1 kierowcy będą w trakcie jednego wyścigu ścigać się zarówno w dzień, jak i w nocy. To skutek przeniesienia startu zawodów na godzinę 17.00.

Mniej więcej 44 minuty później ma nastąpić zachód słońca, co sprawi, że na półmetku rywalizacji kierowców nastanie noc i dalej będą się ścigać wyłącznie przy sztucznym oświetleniu (lampy zostaną włączone jeszcze przed startem).

Jedyne, czego braknie w najbliższy weekend, to emocji towarzyszących walce o mistrzostwo świata. Kwestie tytułów rozstrzygnęły się już 18 października na torze Interlagos, gdzie największe powody do radości mieli Brytyjczyk Jenson Button i jego team Brawn GP-Mercedes.

Button ma w dorobku 89 punktów i nie musi się już obawiać rywali. Natomiast walka w GP Abu Zabi będzie się toczyć o drugie i trzecie miejsce w klasyfikacji MŚ kierowców pomiędzy Niemcem Sebastianem Vettelem z Red Bull-Renault - 74 pkt i Brazylijczykiem Rubensem Barrichello z Brawn GP-Mercedes - 72.

W rywalizacji konstruktorów ekipa Rossa Brawna zgromadziła 161 punktów, a Red Bull-Renault 135,5. Niewiadomą jest tylko to, kto zajmie miejsce na najniższym stopniu podium: McLaren-Mercedes (71 pkt) czy Ferrari (70).

- Wszyscy kierowcy mają tu równe szanse, bo nikt jeszcze nie miał okazji startować na tym torze. Znamy go tylko z oficjalnych prezentacji czy internetu, no i z symulacji komputerowych, na których będą oparte główne ustawienia naszych bolidów. Dopiero podczas treningów i kwalifikacji będzie można je w pełni dostosować do tutejszych warunków. Na pewno obiekt robi wrażenie, ale ocenić go można będzie dopiero po pokonaniu kilku okrążeń - powiedział Robert Kubica, który w niedzielę pożegna się z ekipą BMW-Sauber.

W przyszłym roku Polak będzie startował w barwach Renault. Swojej przyszłości na razie nie może być pewny jego dotychczasowy parter Nick Heidfeld. Do Abu Zabi Niemiec przyjechał z rodziną, dwa dni przed przylotem zespołu.

Biorąc pod uwagę fakt, że na trybunach może zasiąść tylko 50 tysięcy widzów, komunikat organizatorów o sprzedaniu kompletu biletów na wyścig nie robi większego wrażenia. W najlepszych czasach Formuły 1 zmagania kierowców na żywo oglądało nawet 200 tysięcy osób.

INTERIA.PL/PAP

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama