Reklama

Marzenie kobiet?

Marzenie kobiet? Mężczyzna o wyglądzie atlety i takich samych możliwościach, ale z miłym, ciepłym charakterem.

Takie właśnie mieliśmy skojarzenie z czarnym Hummerem. Pod zewnętrzną skorupą twardziela znaleźliśmy tak sympatyczne wnętrze, jakiego nigdy byśmy się nie spodziewali.

To pierwszy samochód, którego nie zamierzaliśmy myć przed prezentacją. Byłoby to wręcz niewskazane - H1 po wizycie w myjni wyglądałby jak strongman w makijażu. Nie ma lepszego sposobu oddania pojęcia "samochód dla twardzieli" niż Hummer H1. Jest brutalny, wulgarnie ogromny, a wszystkie elementy jego sylwetki zdają się wołać "estetyka jest dla metroseksualnych leszczy".

Reklama

Rozwiązania w nim zastosowane nie znajdują powtórzenia w żadnym produkowanym seryjnie samochodzie terenowym. Ośmiocylindrowy silnik diesla o pojemności 6,5 litra (typowa pojemność diesli z USA) zabudowano wraz z układem napędowym w środku kabiny, otaczając go czterema niedużymi siedzeniami. W kołach zastosowano dodatkowe przekładnie - zwolnice przełożeń, na skutek czego półosie napędowe nie wchodzą centralnie w koła, tylko w górną ich część. Za przekazanie napędu do piasty odpowiada dodatkowa przekładnia zwiększająca przełożenie (zwalniająca obroty koła), dzięki czemu po pierwsze primo - mosty napędowe umieszczono wyżej, powiększając prześwit; po drugie primo - można było zastosować cieńsze półosie i wał napędowy; po trzecie primo - zmniejszono masę.

Niespotykany jest także system Auto-Inflate: pod maską widzimy kompresor, samoczynnie dopompowujący olbrzymie i baloniaste opony. Srebrne felgi są elementem nieseryjnym.

Ale dosyć o technikaliach: Hummerem można się przejechać. Teren piaszczystej żwirowni zachęca do sprawdzenia, co ten amerykański "madafaka" potrafi z daleka od utwardzonych dróg. Ośmiocylindrowiec bulgocze tak, jak przystało na produkt z USA i bynajmniej nie przeszkadza tu zastosowanie zapłonu samoczynnego. Przejażdżka jest jednak czymś raczej szokującym. Z wnętrza samochód zdaje się mieć nieskończoną szerokość. Ludzki wzrok nie ogarnia takiego kąta patrzenia, jaki zapewnia dzielona przednia szyba. Zmianę nachylenia i środka ciężkości odczuwamy jak zapadanie się świata ze względu na ogromną masę. Przez małą szybkę nie widać zbyt wiele, ale to co widzimy wystarczy, by momentami udławić się własnym żołądkiem.

Właściciel - pan Ryszard - przesiadł się na Hummera H1 z Mercedesa G-klasy, bo potrzebny był mu pojazd o radykalnie terenowym charakterze. "Hajedynka" została jednak poddana bardzo szczególnej personalizacji - i tak naprawdę jest to powód, dla którego trafiła na nasze łamy. O ile zewnętrznemu wyglądowi Hummera już "nic nie pomoże", bo tak naprawdę pomocy żadnej nie wymaga, o tyle smutne, seryjne wnętrze należało trochę urozmaicić.

Opisywaliśmy kiedyś białego H1 "kombi" wyładowanego sprzętem audio. Tu jest równie ciekawie, a w dodatku całą ogromną kabinę pokryto połaciami beżowej skóry, nie wyłączając boczków drzwi i osłon przeciwsłonecznych. Jak mówi właściciel, początkowo chciał tylko lekko odświeżyć swoją terenówkę, ale dał się namówić na kompleksową przebudowę w Java Car Design.

Podobno obszycie całości trwało... trzy dni, co zakrawa na cud - ekipa musiała pracować chyba przy włączonym nitro, biorąc pod uwagę fakt, że powierzchnia kabiny H1 to trzykrotność powierzchni wnętrza auta osobowego. Sama obudowa silnika i skrzyni biegów ma rozmiary sporej kanapy, a została pokryta przeszywanym ukośnie płatem skóry.

Oczywiście takie wnętrze nie prezentowałoby się odpowiednio godnie bez stosownej instalacji audio i wideo. W Hummerze zmieszczono sześć ekranów, choć pewnie weszłoby ich i dwadzieścia sześć. Monitory Alpine znajdują się w osłonach przeciwsłonecznych i wszystkich czterech zagłówkach, choć filmy i gry na ekranach w tylnych siedzeniach docenią już tylko pasażerowie podróżujący na odkrytej "pace".

Hummerem kieruje się teraz dzięki sportowej fajerze Dino, a w zasięgu ręki kierowcy znajduje się radioodtwarzacz Alpine i konsola do gier Playstation 2. Czytnik DVD znalazł swoje miejsce w ogromnej przestrzeni między kierowcą a pasażerem. Głośniki zamocowano natomiast tradycyjnie w boczkach drzwi. Zaprzątanie sobie głowy subwooferami nie było koniecznie; silnik generuje dźwięki subniskotonowe o wystarczającym natężeniu. Czarny H1 łączy to, co najlepsze z dwóch światów: powalający wygląd i niszczycielskie zdolności terenowe z rozpieszczającym luksusem wnętrza pełnym skóry i multimediów z wyższej półki. Nie możemy go mieć, ale na naszej prywatnej liście lansu i bansu słodki brutal ląduje w pierwszej dziesiątce.

Maxi Tuning
Dowiedz się więcej na temat: marzenie

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje