Tesla w tarapatach. Chwilowo czy na dłużej?

Opóźnienia w produkcji nowego Modelu 3 to niejedyny problem Tesli. Akcje amerykańskiego producenta staniały właśnie o blisko 9 proc. po tym, jak jeden z polityków powiedział do kamery o kilka słów za dużo...

Autorem zamieszania jest Mike Bishop - członek Izby Reprezentantów Stanu Michigan. Polityk nieopatrznie wyznał dziennikarzom, że wg jego wiedzy władze planują zlikwidować ulgi przysługujące nabywcom elektrycznych pojazdów. Niezobowiązująca deklaracja momentalnie odbiła się na notowaniach Tesli, która przyznała się niedawno do rekordowej straty kwartalnej będącej wynikiem opóźnień w produkcji Modelu 3.

Amerykanie decydujący się na zakup elektrycznego auta mogą dziś liczyć na ulgę (dofinansowanie) w postaci 7,5 tys. dolarów. Bishop zasugerował, że obecnie przepisy obowiązywać mają wyłącznie do końca roku. Po tym czasie, dofinansowanie zmniejszone zostanie o połowę - do 3 750 tys. dolarów. W kolejnych latach ulga cyklicznie zmniejszana będzie o połowę aż do jej całkowitej likwidacji.

Reklama

Proponowane zmiany dotyczyć mają rynkowych potentatów, czyli firm, które sprzedały w USA co najmniej 200 tys. elektrycznych pojazdów. Póki co, nie udało się to jeszcze żadnemu z producentów, ale skumulowany wynik Tesli przekroczył już 140 tys. egzemplarzy. Jeśli rewelacje Bishopa okażą się prawdą, klienci Tesli stracą połowę dofinansowania już w przyszłym roku!

Przypominamy, że producent samochodów elektrycznych wprowadził ostatnio szereg "poprawek" w nowej "lokomotywie sprzedaży" - Tesli Model 3. "Usprawnienia" to wynik znacznych opóźnień w produkcji. Jeszcze niedawno prezes firmy - Elon Musk - prognozował, że w trzecim kwartale 2017 roku z linii produkcyjnych zjedzie około 1500 egzemplarzy nowego modelu. W rzeczywistości Amerykanom udało się zbudować zaledwie 260 sztuk!

INTERIA.PL
Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
Reklama