Reklama

Ceny samochodów pójdą ostro w górę?

Jak zapewne zdążyliście zauważyć, w ostatnim czasie towarzyszy nam prawdziwy wysyp samochodów hybrydowych. Nie jest to przypadek. Już w przyszłym roku producentów pojazdów obowiązywać zaczną nowe normy emisji spalin. W opinii ekspertów to unijny "skok na kasę" koncernów motoryzacyjnych!

Chodzi o - ustaloną przez urzędników Unii Europejskiej - normę emisji CO2 dla nowych pojazdów, która już w przyszłym roku osiągnąć ma średni poziom 95 gramów CO2 na kilometr. Problem w tym, że dzisiejsza średnia dla całej UE to - wg JATO Dynamics - 120,5 grama CO2/km. Zmieszczenie się w wyznaczonych limitach jest na obecną chwilę zupełnie nierealne. Oznacza to, że koncerny motoryzacyjne zmuszone będą płacić horrendalne kary. Jak duże? Wg niektórych prognoz chociażby Volkswagen stracić może... 76 proc. zysków.

Reklama

Zdaniem JATO Dynamic, Volkswagen zmuszony będzie do płacenia kar w wysokości 2 525 euro za każdy sprzedany w UE samochód. Biorąc pod uwagę liczbę sprzedawanych w krajach wspólnoty pojazdów daje to kwotę - uwaga 9,19 mld euro kary.

Rekordowe kary - przynajmniej w stosunku do generowanych zysków - dotyczyć też mogą PSA. Stawka 2 194 euro za pojazd oznaczać będzie dla koncernu konieczność zapłacenia kwoty 5,39 mld euro kary.

W nieco lepszej sytuacji zdają się być producenci premium, którzy mogą się pochwalić wyższymi marżami i niższą sprzedażą. Przykładowo - BMW zapłaci po 2 609 euro od każdego pojazdu, ale suma kar wyniesie "zaledwie" 2,66 mld euro. Rekordowe kary w stosunku do pojedynczego auta czekają m.in. koncerny: Hyundai-Kia (po 2 852 euro za auto), Daimler (3 192 euro za auto) oraz Fiat Chrysler Automobiles (3 373 euro za auto!).

Problemem są nie tylko wygórowane limity, których osiągniecie wydaje się obecnie mało realne, ale też - bardzo skomplikowany - sposób ich obliczania. Chociaż średni wynik dla branży ustalono na 95 gramów CO2/km nie jest on równy dla wszystkich. Dla każdego producenta ustala się go indywidualnie uwzględniając chociażby procentowy udział dużych (a więc i napędzanych mocniejszymi silnikami) pojazdów w ofercie oraz poziom samej sprzedaży. W taki sposób producenci niewielkich aut popularnych, jak chociażby Fiat, będą musieli zmieścić się w mniejszym limicie, niż np. Audi, BMW czy Mercedes.

Nie ulega wątpliwości, że żaden z motoryzacyjnych gigantów nie będzie w stanie pokryć związanych z karami wydatków wyłącznie z własnego budżetu. Jest więc całkiem prawdopodobne, że w najbliższych miesiącach czeka nas skokowa podwyżka cen pojazdów, która w niektórych przypadkach wynieść może nawet 1/4 ceny! To oczywiście najczarniejszy z możliwych scenariuszy, ale jego groźba staje się właśnie realniejsza niż kiedykolwiek wcześniej.

Jednym z pomysłów na "obejście" nowych przepisów jest zrzeszanie się producentów w większe grupy interesów. W ten sposób postąpi m.in. FCA, który ogłosił niedawno, że zapłaci amerykańskiej Tesli za "podzielenie się" jej limitami. Mówiąc prościej - amerykańskie pojazdy sprzedawane w UE zliczane będą na poczet wyników FCA, co pozwoli zdecydowanie obniżyć średnią emisję CO2 całej gamy włosko-amerykanskiego giganta.

Co zaskakujące, najlepiej przygotowani na europejską rewolucję wydają się być Japończycy! Zdaniem Jato Dynamics Toyota płacić będzie kary w wysokości 745 euro za samochód, co w sumie dać ma "zaledwie" około 0,55 mld euro kary (to jedynie 3 proc. zysków firmy). Z europejską "rzezią producentów", bez większych strat, powinny też poradzić sobie: Volvo i Nissan.

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy