Wiceminister twardo o autach "Made in EU". Polska chce wydłużonego limitu
Unia Europejska chce wprowadzić nowe oznaczenie dla samochodów elektrycznych - "Made in EU". W praktyce ma ono określać, czy dany pojazd rzeczywiście powstał w Europie, a nie tylko został tu zmontowany z części wyprodukowanych na całym świecie. Wiceminister klimatu Krzysztof Bolesta powiedział we wtorek w Brukseli, że Polska popiera ten pomysł.

W skrócie
- Unia Europejska rozważa wprowadzenie oznaczenia "Made in EU" dla samochodów elektrycznych, wymagając, aby co najmniej 70 procent komponentów pochodziło z Europy.
- W Polsce popiera się, by status "EU made" przysługiwał wyłącznie pojazdom z części produkowanych na terenie Unii, a producenci powinni rozliczać emisję CO2 w cyklu pięcioletnim.
- Negocjacje w sprawie przepisów IAA obejmują kwestię, czy oznaczenie "Made in EU" będzie dotyczyć także krajów takich jak Wielka Brytania i Turcja.
- Więcej podobnych informacji znajdziesz na stronie głównej serwisu
Samochody "Made in EU" to element szerszego planu Komisji Europejskiej, który ma ochronić nawet 600 tys. miejsc pracy w branży motoryzacyjnej w perspektywie najbliższych lat. Zgodnie z założeniami projektu Industrial Accelerator Act, aby samochód elektryczny mógł otrzymać to oznaczenie, co najmniej 70 proc. części powinno pochodzić z Europy. Część branży naciska na jeszcze wyższy próg wynoszący nawet 75 proc.
To o tyle istotne, że pojazdy niespełniające tych wymagań nie zostaną objęte dopłatami rządowymi ani nie będą mogły startować w zamówieniach publicznych, które w skali całej Unii stanowią rynek wart około 2 bln euro rocznie.
Polska stawia sprawę jasno w kwestii aut "Made in EU"
W trakcie wtorkowego spotkania ministrów UE ds. klimatu i środowiska w Brukseli głos w tej sprawie zabrał wiceminister klimatu Krzysztof Bolesta.
Dzisiaj wygląda to tak, że wciąż można sprowadzać części spoza UE, składać je w samochód na terytorium Unii i to już się kwalifikuje jako samochód europejski
Zdaniem polskiego rządu taka interpretacja nie ma większego sensu. Polska, jako kraj, w którym działa wielu producentów komponentów motoryzacyjnych, chce, aby status "EU Made" przysługiwał wyłącznie pojazdom powstającym z części produkowanych na terenie Unii.
Auta "Made in EU" to dopiero początek zmian. Tak Europa walczy z konkurencją z Chin
Nowe regulacje są częścią szerszego pakietu motoryzacyjnego, który obejmuje również zmiany w rozliczaniu emisji CO2. Obecnie producenci muszą spełniać cele klimatyczne w cyklu rocznym. Komisja Europejska zaproponowała wydłużenie tego okresu do trzech lat, jednak Polska chce pójść o krok dalej - producenci powinni rozliczać emisję w cyklu pięcioletnim, co miałoby dać im większą elastyczność w dostosowaniu się do nowych wymogów.

Na ratunek branży motoryzacyjnej w Europie. KE musi podjąć radykalne kroki
Wprowadzenie statusu "Made in EU" to nie tylko kwestia wizerunkowa, ale przede wszystkim przyszłość europejskiego przemysłu, który zmaga się ze stale narastającym kryzysem. W dużej mierze od tego, jak ostatecznie zostaną zdefiniowane nowe przepisy, zależy konkurencyjność producentów z Unii wobec rosnącej presji ze strony firm przede wszystkim z Chin, ale także innych regionów świata.
Dla części krajów, które nie posiadają własnej marki samochodów - takich jak Polska - to również walka o utrzymanie silnej pozycji w łańcuchu dostaw. Jeśli nowe regulacje zostaną złagodzone lub nie będą wystarczające, europejskie fabryki części samochodowych mogą nie mieć żadnych szans w walce z importowanymi komponentami z Chin.
Czas na decyzję UE i krajów członkowskich. Co z Turcją i Wielką Brytanią?
Przepisy IAA czekają na dalsze negocjacje, a nową ustawę musi poprzeć Parlament Europejski oraz rządy wszystkich państw członkowskich. W tym miejscu pojawia się jednak kolejny problem, ponieważ wątpliwości budzi status krajów, które nie należą do UE, ale są silnie powiązane z europejskim rynkiem.
Mowa o Wielkiej Brytanii czy Turcji, z którymi Unia Europejska posiada obowiązujące porozumienia handlowe. Nie wszyscy są jednak zgodni, aby oba te kraje obejmował status "Made in EU" - Francja postuluje, aby dotyczył wyłącznie państw członkowskich oraz Norwegii, Islandii i Liechtensteinu, które należą do Europejskiego Obszaru Gospodarczego. Z kolei Niemcy przekonują, że Wielka Brytania powinna znaleźć się na tej liście.
W zdecydowanie trudniejszej pozycji jest Turcja, która uchodzi za jeden z głównych hubów produkcyjnych dla marek z Chin. Wprowadzenie zbyt liberalnych zasad mogłoby zostać wykorzystane przez producentów z Państwa Środka do dalszego umacniania swojej pozycji na europejskim rynku.
Na rozstrzygnięcie tych wątpliwości trzeba będzie jeszcze poczekać. Choć nowe regulacje mogą realnie pomóc europejskiej motoryzacji, ich nieprzemyślane wprowadzenie lub zbyt restrykcyjne zapisy mogą przynieść odwrotny efekt. Rzadko mówi się bowiem o tym, jak na takie działania zareagują globalni partnerzy handlowi, a przede wszystkim Chiny.









