Stellantis chce oddać fabryki Chińczykom. Europa zaczyna się buntować
Europejski przemysł motoryzacyjny znalazł się w trudnym położeniu - wiele fabryk działa dziś znacznie poniżej swoich możliwości, a popyt na nowe samochody wciąż nie wrócił do poziomu sprzed pandemii. Producenci szukają więc sposobów na zagospodarowanie nadwyżek mocy produkcyjnych, a jednym z pomysłów koncernu Stellantis jest otwarcie drzwi dla chińskich producentów.

W skrócie
- Stellantis rozważał przekazanie części niewykorzystanych mocy produkcyjnych w europejskich fabrykach chińskim firmom motoryzacyjnym.
- Związki zawodowe sprzeciwiają się decyzjom dotyczącym przekazywania fabryk bez udziału władz rządowych i obawiają się utraty miejsc pracy.
- Nadwyżka mocy produkcyjnych oraz spadający popyt na nowe samochody powodują, że europejski przemysł motoryzacyjny stoi w obliczu narastających problemów.
- Więcej podobnych informacji znajdziesz na stronie głównej serwisu
Koncern Stellantis prowadził rozmowy z chińskimi producentami - m.in. z firmami Xpeng oraz Xiaomi. Jednym z rozważanych scenariuszy jest inwestycja w europejskie operacje koncernu lub przejęcie części niewykorzystanych mocy produkcyjnych w jego fabrykach. Dla chińskich producentów byłaby to szybka droga do zwiększenia obecności w Europie i produkcji samochodów bezpośrednio na miejscu.
Związki zawodowe mówią "stop". Stellantis nie powinien decydować
Pomysł współpracy z chińskimi producentami od razu wywołał sprzeciw związków zawodowych. Ich zdaniem decyzje o przyszłości europejskich fabryk nie mogą zapadać wyłącznie na poziomie zarządu koncernu.
To nie Stellantis powinien decydować, które zakłady oddać, które wykorzystywać, a które przeznaczyć do budowania sojuszy. Rząd włoski musi bronić interesu kraju
Fabryki pracują na pół gwizdka. Kryzys w branży motoryzacyjnej
Problem niewykorzystanych mocy produkcyjnych w Europie jest poważny. Według analizy firmy doradczej AlixPartners fabryki Stellantis mają łączną zdolność produkcyjną na poziomie około 6,5 mln samochodów rocznie, ale obecnie pracują średnio na poziomie zaledwie 46 proc. wykorzystania mocy. Oznacza to nadwyżkę produkcyjną sięgającą nawet 3,5 mln pojazdów.
Fabryka Mirafiori w Turynie - działająca od 1939 r. - w ubiegłym roku pracowała na poziomie niespełna jednej trzeciej swojej maksymalnej wydajności. Z kolei zakład Pomigliano pod Neapolem - zdolny produkować około 280 tys. samochodów rocznie - wytwarzał mniej niż jedną trzecią tej liczby. Podobnie wygląda sytuacja w fabrykach Mulhouse i Poissy we Francji, które funkcjonują na poziomie około połowy swoich możliwości.
Nadwyżka mocy produkcyjnych w Europie - szczególnie w przypadku Stellantis - jest trudna do utrzymania w średnim okresie. Idealnym rozwiązaniem byłby wzrost sprzedaży i produkcji, ale w stagnacyjnym rynku, który zmaga się z niepewnością regulacyjną i geopolityczną, jest to bardzo trudne
Volkswagen w tarapatach. Pracę straci 35 tys. osób
Problemy z nadwyżką mocy produkcyjnych nie dotyczą wyłącznie koncernu Stellantis. W podobnej sytuacji znajduje się również Volkswagen. W 2024 r. koncern planował zamknięcie trzech fabryk w Niemczech, jednak po protestach związków zawodowych zmienił strategię i zawarł porozumienie zakładające redukcję 35 tys. miejsc pracy do 2030 r.
Jednocześnie firma zdecydowała się zamknąć fabrykę Audi pod Brukselą. To pierwszy przypadek w historii koncernu, gdy zakończono działalność zakładu produkcyjnego w Europie.
Nadpodaż samochodów może się pogłębić. Sytuacja na świecie wpływa na branżę
Analitycy nie mają wątpliwości, że sytuacja w najbliższym czasie raczej się nie poprawi. Zdaniem Ferdinanda Dudenhöfferа z niemieckiego centrum badań rynku motoryzacyjnego nadpodaż samochodów w Europie może jeszcze wzrosnąć.
Nadpodaż w europejskim przemyśle motoryzacyjnym znacznie się pogorszy w ciągu najbliższych sześciu do dziewięciu miesięcy
Na popyt wpływa dziś wiele czynników jednocześnie - od napięć geopolitycznych i konfliktów zbrojnych, przez cła handlowe, aż po trwającą wojnę w Ukrainie. W takich warunkach ratowanie europejskich fabryk z pomocą chińskich producentów może przysporzyć więcej złego, aniżeli dobrego.









