System e-myta kosztował więcej niż autostrada A2!

Wiceprzewodnicząca klubu PJN Elżbieta Jakubiak zapowiedziała we wtorek złożenie wniosku do prezesa Urzędu Zamówień Publicznych o zbadanie umowy zawartej przez rząd na wdrożenie elektronicznego systemu poboru opłat, tzw. e-myta.

"To umowa o ogromnej wartości, bo aż 3,9 mld zł. Jest to kontrakt historyczny, droższy niż cała autostrada A2, droższy niż stadion narodowy, droższy niż autostrada A4 czy metro warszawskie. Chciałabym wiedzieć, jak zawarto ten kontrakt" - powiedziała we wtorek dziennikarzom w Sejmie Jakubiak.

Reklama

PJN zapowiada złożenie pisma do prezesa UZP z prośbą o zbadanie tego kontraktu i podanie do wiadomości publicznej informacji dotyczących jego zawarcia. Zdaniem Jakubiak realizacja i wdrażanie tego systemu są nieudolne. "Właściwie można dziś powiedzieć, że system nie istnieje" - dodała.

System e-myta obejmuje sieć 1560 km dróg. Stawki opłaty wynoszą od 0,20 zł do 0,53 zł za kilometr autostrad i dróg ekspresowych oraz od 0,16 zł do 0,42 zł za kilometr dróg krajowych. Za przejazd płacą samochody ciężarowe i osobowe z przyczepą, jeśli ich dopuszczalna masa całkowita przekracza 3,5 tony oraz autobusy niezależnie od ich masy.

Według posłów PJN złe funkcjonowanie systemu e-myta powoduje nie tylko uszczerbek w budżecie państwa, ale przede wszystkim niszczeniu dróg powiatowych. Rzecznik klubu PJN Jacek Pilch tłumaczył, że tiry, aby uniknąć płacenia e-myta jeżdżą drogami lokalnymi. Jak zaznaczył, nikt nie ma pomysłu, kto później zapłaci za ich remont. "Czy rząd będzie w stanie zreperować szkody, który zostaną spowodowane przez tiry?" - pytał poseł.

Zdaniem Jakubiak polityczną odpowiedzialność za taki stan rzeczy ponosi minister infrastruktury Cezary Grabarczyk, dlatego klub zamierza rozpocząć rozmowy z klubami opozycyjnymi o wspólne złożenie wniosku o jego odwołanie. Byłby to już trzeci wniosek o odwołanie Grabarczyka - wcześniej domagały się tego kluby PiS oraz SLD.

"To jest dzisiaj podstawowe zadanie opozycji, doprowadzić do odwołania ministra, który nie jest w stanie ani wybudować drogi, ani wprowadzić systemu opłat. Jedyne czym się zajmuje, to jest budowanie partii politycznej. Może niech zostanie sekretarzem generalnym partii politycznej, bo na pewno na ministra konstytucyjnego się nie nadaje. Na pewno utracił wiarygodność potrzebną przy realizacji tak wielkich projektów publicznych" - oceniła Jakubiak.

W połowie lipca także klub PiS domagał się sejmowej debaty w sprawie elektronicznego systemu poboru opłat oraz zapowiadał złożenie wniosku do NIK o zbadanie tej sprawy.

Wiceminister infrastruktury Radosław Stępień przekonywał dwa tygodnie temu w Sejmie, że system e-myto dochodzi do pełnej sprawności i potrzebuje czasu na pełen rozruch. Przypomniał, że e-myto ruszyło 3 lipca, z dwudniowym poślizgiem. Poinformował, że austriacka firma Kapsch, budująca system zapłaciła już na rzecz Skarbu Państwa 2 mln zł kary za spóźnienie.

Dowiedz się więcej na temat: myć | W.E. | 'Wtorek' | myto

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje