Reklama

Oto nowy wyrok dla Macieja Zientarskiego. Słuszny?

2 lata więzienia - taki prawomocny wyrok zapadł w piątek wobec znanego dziennikarza motoryzacyjnego Macieja Zientarskiego za spowodowanie w 2008 r. wypadku ferrari, w którym zginął inny dziennikarz.

Sąd Okręgowy w Warszawie na wniosek obrony złagodził wyrok sądu I instancji, który w styczniu br. skazał Zientarskiego na 3 lata więzienia bez zawieszenia.

Reklama

Nie ma podstaw do zawieszenia kary z powodu m.in. przewagi okoliczności obciążających nad łagodzącymi - tak sąd uzasadnił dzisiejszy wyrok.

Jak uzasadniał sędzia Mariusz Jackowski, stopień zawinienia Zientarskiego był znaczny, bo doskonale znał on zasady ruchu i technikę prowadzenia aut, a rażąco naruszył podstawowe przepisy. Podkreślił, że jedynymi okolicznościami łagodzącymi dla Zientarskiego była niekaralność i stan zdrowia.

Sędzia oświadczył, że nie ma mowy o zastraszającej funkcji kary, ale chodzi o kształtowanie świadomości prawnej społeczeństwa. "Cele spełnia kara, która w odbiorze społecznym jest sprawiedliwa" - dodał.

Obrońca Zientarskiego mec. Ewa Milewska-Celińska nie wykluczyła kasacji do Sadu Najwyższego, choć nie wstrzymuje to wykonania kary. Ojciec Z. nie chciał się wypowiadać.

Podczas rozprawy apelacyjnej w Sądzie Okręgowym w Warszawie nowi obrońcy Zientarskiego nie kwestionowali jego winy, ale wyrok 3 lat uznali za zbyt surowy. Powołując się na poważny uszczerbek na zdrowiu Zientarskiego i jego niekaralność, wnieśli o nadzwyczajne złagodzenie kary oraz o zawieszenie jej wykonania lub o zwrot sprawy sądowi I instancji.

Pełnomocnik oskarżycieli posiłkowych (bliskich ofiary) nie sprzeciwił się wnioskowi obrony o zawieszenie kary. Prokuratura była za utrzymaniem wyroku 3 lat więzienia.

W lutym 2008 r. ferrari prowadzone - według oskarżenia - przez Zientarskiego rozbiło się o filar wiaduktu na Mokotowie. Samochód jadący z prędkością 150 km/h - na odcinku, gdzie obowiązywało ograniczenie do 50 km/h - rozpadł się i stanął w płomieniach. Zginął jadący autem dziennikarz "Super Expressu" Jarosław Zabiega. Zientarski został ciężko ranny; długo był w śpiączce.

W 2010 r. przedstawiono mu zarzut nieumyślnego spowodowania wypadku przez niezmniejszenie prędkości - za co grozi do 8 lat więzienia. On sam oświadczył, że nie pamięta wypadku i odmówił wyjaśnień.

Przed Sądem Rejonowym dla Warszawy-Mokotowa prokuratura wniosła o wymierzenie Zientarskiemu kary 4 lat więzienia i 10-letniego zakazu prowadzenia pojazdów mechanicznych. Oskarżony "zapomniał, że jedzie jedną z głównych ulic miasta, a nie bierze udziału w wyścigu czy rajdzie Paryż-Dakar" - mówiła prok. Urszula Jasik-Turowska. Adwokat Macieja Zientarskiego, mec. Grażyna Flis wniosła o uniewinnienie, powołując się na sprzeczności w zeznaniach świadków co do tego, kto kierował autem.

W styczniu br. SR skazał Zientarskiego na 3 lata więzienia i 8 lat zakazu prowadzenia pojazdów. Sąd podkreślił, że kierowcy drastycznie naruszający podstawowe zasady ruchu muszą się liczyć z karami więzienia bez zawieszenia.

SR orzekł, że Zientarski z winy umyślnej jaskrawo naruszył podstawową zasadę ruchu - kierowania z prędkością pozwalającą na panowanie nad autem i to w miejscu, gdzie była oznaczona nierówność jezdni i nakaz ograniczenia szybkości. Opinie biegłych i zeznania dwóch świadków nie pozwalają na podważenie, że to Zientarski kierował ferrari - uznał SR.

W postępowaniu apelacyjnym oskarżony ustanowił nowych obrońców, znanych adwokatów Jacka Dubois i Ewę Milewską-Celińską, którzy zmienili linię obrony Zientarskiego. W swej apelacji nie kwestionowali jego winy.

Przed SO mec. Dubois oświadczył, że obrona jest "pełna współczucia dla rodziny ofiary", ale dodał, iż "kary nie można traktować jako odwetu". Według niego "kara zbyt dotkliwa powoduje współczucie społeczne dla sprawcy".

Dubois dodał, że był to "incydentalny przypadek" w życiu Zientarskiego. Za okoliczność łagodzącą uznał też, że naruszenie zasad ruchu miało służyć testowaniu auta przez dziennikarza motoryzacyjnego, a na to naruszenie godził się Zabiega. Według Dubois SR pominął sytuację zdrowotną Zientarskiego, co może być przesłanką nadzwyczajnego złagodzenia kary." Po tej tragedii on narodził się na nowo" - dodał adwokat, podkreślając, iż stracił on pamięć.

Zdaniem mec. Milewskiej-Celińskiej w więzieniu Zientarski "znów stanie się warzywem".

Prokuratura wniosła o utrzymanie wyroku SR, bo kara nie jest rażąco niesprawiedliwa, gdyż Zientarski jaskrawo naruszył przepisy ruchu, a "z wypadku uszedł z życiem".

Pełnomocnik narzeczonej Zabiegi i jego ojca mec. Tadeusz Wolfowicz przyznał, że stosunek Zientraskiego do sprawy zmienił się, dlatego nie sprzeciwił się wnioskowi obrony o zawieszenie kary. Mec. Milewska-Celińska podziękowała mu za to stanowisko.

W SO nie stawił się Zientarski, którego reprezentował jego ojciec (jest jego kuratorem - Maciej jest ubezwłasnowolniony). Obrona podkreślała, że Zientarski "sam się już ukarał", a skutki wypadku dla jego psychiki są nieodwracalne.

Czytaj również: Gdyby jechał tico, i nie nazywał się Zientarski....

Poniżej fragmenty filmu o Zientarskim.

PAP/INTERIA.PL

Reklama

Dowiedz się więcej na temat: zginął

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL