Reklama

Nie działa nawet atrakcyjna dziewczyna

Eksperyment przeprowadzony przez dziennikarzy "Motoru" udowodnił, że polscy kierowcy są zbyt leniwi, żeby pomagać innym na drodze - nawet atrakcyjnej kobiecie.

W słoneczny, ale chłodny dzień, w dobrze widocznym miejscu ustawiliśmy fiata punto i atrakcyjną dziewczynę. Nasza "przynęta" stanęła obok "zepsutego" samochodu, początkowo ubrana w płaszcz. W tym czasie przejechało 331 aut - żaden kierowca nawet nie zwolnił. W drugiej części testu dziewczyna zdjęła płaszcz, stanęła nad otwartą pokrywą silnika i udawała, że próbuje go naprawić. Na 153 auta, które przejechały, tylko 28 wyraźnie zwolniło. Ale nie po to, by się zatrzymać. Kierowcy tylko obejrzeli "ofiarę" i odjechali.

Pięć etapów i zawahanie

Reklama

Chęć pomocy innym ludziom (nie tylko na drodze) to tzw. zachowanie pro-społeczne. Psychologowie badający tę część ludzkiej natury wykazali, że głównym powodem nieudzielania pomocy jest pośpiech. Bob Latane i John Darley, naukowcy z uniwersytetu w Nowym Jorku, opracowali schemat procesów prowadzących do podjęcia interwencji przez przygodnego świadka. Ich zdaniem każdy, kto spotyka się z sytuacją wymagającą interwencji, ma do pokonania pięć etapów: musi zauważyć zdarzenie, uznać je za nagły wypadek, wziąć na siebie odpowiedzialność, umieć udzielić pomocy w konkretnej sytuacji i wcielić w życie podjętą decyzję. Jeżeli na którymś z tych etapów nastąpi zawahanie, pomoc nie zostanie udzielona.

Co ciekawe, badacze są także zgodni w twierdzeniu, że pomocy częściej udzielamy osobie o atrakcyjnym wyglądzie. Najczęściej na taki krok decydują się oczywiście mężczyźni w stosunku do atrakcyjnych fizycznie kobiet. Jednak i ta teoria często się nie sprawdza, czego dowodem jest eksperyment "Motoru".

Kierowcy są wygodni

Barbara Kłosek-Porszke, psycholog z Uniwersytetu Jagiellońskiego, która opracowała metodę naszego eksperymentu i czuwała nad jego przebiegiem, mówi: "Interpretacja wyników jest trudna, bo zawiodła teoria, że atrakcyjnym kobietom łatwiej jest uzyskać pomoc. Wydaje mi się, że górę wzięła wygoda - było zimno, udzielenie pomocy łączyło się więc z rezygnacją z własnego komfortu i koniecznością opuszczenia ciepłego wnętrza auta" - twierdzi psycholog.

Żeby sprawdzić, jak nasi kierowcy zachowują się wobec mężczyzny, przeprowadziliśmy drugi test. Samochód postawiliśmy na szerokim poboczu drogi umożliwiającym bezpieczne zatrzymanie drugiego auta. Nasz kierowca włączył światła awaryjne, wyciągnął trójkąt ostrzegawczy. Najpierw udawał, że coś się stało z kołem, potem podniósł maskę i, udając zdenerwowanie, próbował coś "naprawiać". W ciągu 45 minut naszego pechowca minęło ponad 600 samochodów i nikt nie zainteresował się jego losem.

Po bezskutecznym oczekiwania na pomoc zmarznięty kierowca próbował zatrzymać nadjeżdżające pojazdy. Tym razem się udało, ale i tak na ponad 200 przejeżdżających aut zatrzymały się tylko dwa. Okazało się, że kierowcą jednego z nich była kobieta. Dwóch kierowców na kilkaset samochodów - to zdecydowanie za mało.

"Wyniki testu, w którym potrzebującym pomocy był mężczyzna, nie są zaskakujące" - komentuje Barbara Kłosek-Porszke. Kierowcy (głównie mężczyźni) być może dlatego zlekceważyli to zdarzenie, bo uznali, że mężczyzna musi umieć poradzić sobie z zepsutym kołem. Gdy kierowca stał przy otwartej klapie, zadziałał trzeci warunek z listy amerykańskich naukowców - ludzie uznawali, że nie znają się na silnikach, i nie są w stanie pomóc".

Z życia wzięte

Katarzyna, która na nasze potrzeby symulowała awarię swojego punto, przyznaje, że kilka tygodni przed naszym testem miała podobną sytuację. "Samochód odmówił posłuszeństwa na podjeździe pod górę. Wysiadłam, żeby zobaczyć, co się stało - było bardzo niebezpiecznie, bo kierowcy nawet nie zwalniali, tylko mnie omijali i wjeżdżali na drugi pas. Nikt się nie zainteresował moją awarią, aż do przyjazdu pomocy drogowej, chociaż przejechały setki samochodów!" - wspomina nasza rozmówczyni.

Swojego oburzenia znieczulicą na naszych drogach nie kryją także ci, którzy w postanowili komuś pomóc. W serwisie internetowym: motoryzacja.interia.pl pojawił się list czytelnika, opowiadający historię pomocy innemu kierowcy, który zawisł na śnieżnej zaspie. "Akcja trwała 5 minut. Zapięcie linki do haków, chwilowe wstrzymanie ruchu i pojazd był na drodze. Po krótkiej rozmowie dowiaduję się, iż ów kierowca stoi już tak dobre pół godziny, a jego sytuacja nie zainteresowała nikogo" - pisze czytelnik. "Skąd w kierowcach brak ludzkich odruchów?" - pyta autor i apeluje: "Drodzy kierowcy, proszę o wykazanie się w takich sytuacjach prostym gestem pomocy".

Eksperyment "Motoru" w liczbach

1169 - tyle aut minęło nasze "zepsute" samochody w ciągu 90 minut

28 - kierowców wyraźnie zwolniło na widok atrakcyjnej kobiety próbującej naprawić swój samochód

2 - osoby zatrzymały się, żeby pomóc mężczyźnie; w obu przypadkach wyraźnie sygnalizował on,

że pomoc jest niezbędna

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy