Reklama

Jak reagujesz, gdy kierowca jadący za tobą mruga światłami?

​Kursy na prawo jazdy przebiegają zazwyczaj według z góry określonego programu i mają rutynowy charakter, dlatego niekiedy bywają, co tu kryć, nudnawe. Wyobraźmy sobie, jak mogłoby wyglądać szkolenie alternatywne, realizowane w ramach tajnego nauczania, przygotowujące kandydatów do sytuacji, z którymi spotkają się na drodze...

Szanowni kursanci. Tematem dzisiejszego wykładu będzie użycie świateł drogowych w samochodzie. Jak sama nazwa wskazuje, służą one do oświetlania drogi. Nie wolno jednak zapominać, że są również przydatnym narzędziem komunikowania się z innymi uczestnikami ruchu.

Reklama

Bardzo często zdarza się, że chcemy pilnie poinformować kierowcę stojącego przed nami pojazdu, że przed nanosekundą zmieniło się na zielone światło na sygnalizatorze i pora ruszać. W tym przypadku - zapiszcie to i podkreślcie wężykiem - gapę zdecydowanie szybciej obudzi sygnał akustyczny. Świetlny, nawet jeżeli mamy w naszym aucie najnowocześniejsze ledy matrix albo i lasery, okaże się prawdopodobnie nieskuteczny.

Powszechnie stosuje się za to światła, zwane długimi, do ostrzegania kierowców samochodów nadjeżdżających z przeciwka przed możliwością bliskiego spotkania z patrolem drogówki, uzbrojonym w tzw. suszarkę. Policja tego nie lubi, jest to wykroczenie, za które, uprzedzam, grozi wam mandat. Jednak ryzyko wpadki należy uznać za znikome, natomiast satysfakcja z okazania troski o bliźniego bywa ogromna. Takie zachowanie to wszak przejaw bezinteresownej solidarności, ponad wszelkimi podziałami w społeczeństwie. Nie wiecie przecież, kogo ostrzegacie. Może to być osoba o zupełnie przeciwstawnych do waszych poglądach politycznych, innego koloru skóry, odmiennej orientacji seksualnej. Ktoś, z kim w innych sytuacjach nie chcielibyście mieć nic wspólnego. A na drodze, proszę - pełna tolerancja. Mignięcie długimi powoduje, że ostrzeżony w ten sposób kierowca zdejmuje nogę z gazu i co najmniej przez kilka kilometrów jedzie wolniej i ostrożniej. Dzięki temu, formalnie naruszając literę prawa, postępujecie zgodnie z jego duchem, bo przyczyniacie się do poprawy bezpieczeństwa na drogach.

Mrugnięcie światłami stanowi zachętę do zmiany pasa lub zgodę na włączenie się do ruchu. Informuje: "widzę cię, możesz śmiało wykonać planowany manewr".

Na autostradach i drogach ekspresowych miganie długimi ma za zadanie udrożnić lewy pas, często, niestety, blokowany przez maruderów. Zbliżacie się szybko do poprzedzającego was pojazdu. Jazdą za jego zderzakiem i kilkakrotnym włączeniem świateł wysyłacie jednoznaczny sygnał, że oczekujecie, by niezwłocznie ustąpił wam miejsca. Dalsza taktyka zależy od zachowania odbiorcy powyższego komunikatu. Ma on do wyboru kilka możliwości.

Niedawno na fejsbukowym profilu Interia Moto postawiono pytanie: "Jak reagujesz, gdy kierowca jadący za tobą mruga światłami bo np. za wolno jedziesz?" Odpowiedzi w komentarzach pokazują, z jakimi zachowaniami możecie spotkać się w praktyce. 

"Zjeżdżam na prawy i puszczam typa, nie będę robić rodeo z drogi publicznej ani coś komuś udowadniać."

"Jeśli jadę przepisowo lub nieco szybciej niż można to mam go w d*pie.Niech mruga pod dyskoteką p@jac."

"Jeśli nie ma możliwości wyprzedzenia mnie, to zwalniam jeszcze bardziej."

"Nic nie robię, jadę swoje."

"Ja krzyczę: jak chcesz debilu to wyprzedzaj."

"Gwałtownie hamuję i gwałtownie przyspieszam, bo mam hak. Tym sposobem mam zderzak od BMW."

"W ruchu miejskim wystawiam paluszek, a poza terenem zabudowania prawym kierunkowskazem zapraszam do wymijania, gdy są warunki."

"Sprawdzam, czy uda mu się mnie dogonić."

"Wciskam hamulec tak, że kierowca jadący z tyłu łapie swoją kierownicę zębami."

"Dużo zależy od sytuacji, jeśli "zaśpię" na lewym, w miarę szybko ustępuję, gdy mruga bez powodu, zwalniam."

"Oślepiam [go] przeciwmgielnymi."

"Wciskam gaz i hamulec, jednocześnie. Jedno mocno, drugie delikatnie."

Jak widać, nie zawsze możecie liczyć na zrozumienie. Z pewnością niejednokrotnie na "szeryfów", którzy zechcą was wychowywać. Musicie się na to przygotować. Jak? To proste. Duży, solidnie orurowany samochód, najlepiej SUV w kolorze czarnym. Siłownia. Odpowiednia fryzura, a właściwie jej brak. Mocne przekonanie o swoich racjach. Bogaty zasób słownictwa, pozwalający w razie różnicy zdań z innym kierowcą najtrafniej i dobitnie wyrazić wasze stanowisko. Jakieś poręczne narzędzie samoobrony, na wypadek, gdyby uczestnik sporu nieopatrznie chciał przejść od słów do czynów. To wszystko zapewni wam posłuch i szacunek na drogach. A wtedy, drodzy kursanci, nie będziecie musieli nawet sięgać do włącznika długich świateł...

Dziękuję za uwagę. 

        

INTERIA.PL

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy