Reklama

Dacia Duster

Cała prawda o Dacii Duster. Wiemy, gdzie przyoszczędzili!

Samochód budżetowy. To bez wątpienia pierwsze skojarzenie, jakie budzi dziś wśród kierowców słowo Dacia.

Reklama

Rzeczywiście trudno wskazać jakiegokolwiek innego SUVa, którego cennik chociażby ocierał się o kwoty, za jakie kupić można całkiem nieźle wyposażonego Dustera. Biorąc pod uwagę fakt, że od kilku tygodni rynkowy przebój z Mioveni - w ramach testu długodystansowego - pełni w naszej redakcji funkcję woła roboczego, postanowiliśmy przyjrzeć się polityce rumuńskiego producenta i wytknąć mu wszelkie przejawy cięcia kosztów. I wiecie co? Szybko doszliśmy do wniosku, że ludzie odpowiedzialni za optymalizację procesu produkcji wywiązali się z zadania w imponujący sposób!

Reklama

Osoby mające pełen przekrój produktów konkurencji z łatwością odnajdą w Dusterze wiele przejawów oszczędności. Dacia podeszła jednak do sprawy w bardzo kreatywny sposób. Potencjał wykorzystano do maksimum, a oszczędności szukano tam, gdzie oko przeciętnego użytkownika raczej nie sięgnie. I - uwaga - możecie być zaskoczeni, ale... nie odbyło się to kosztem trwałości!

Wygląda na to, że francuscy i rumuńscy inżynierowie ściśle stosowali się do hasła głoszonego przez ich kolegów z Mlada Boleslav. Im dłużej obcujemy z Dusterem tym częściej przychodzi nam na myśl powtarzane przez Skodę "simply clever". Przykłady?

Jednym z elementów testowanego Dustera jest np. system dostępu bezkluczykowego korzystający ze - znanych z innych modeli Grupy Renault - kart kodowych. Przez dłuższy czas irytowało nas np., że auto sygnalizuje wykrycie karty nie tylko zapaleniem świateł ale też... krótką salwą z klaksonu. Z tego względu chodząc wkoło pojazdu (np. odśnieżając), możemy zostać kilkukrotnie obtrąbieni przez własne auto. Dopiero z czasem doceniliśmy geniusz tego rozwiązania. Alarm sprzęgnięto właśnie z klaksonem, dzięki czemu zaoszczędzono na syrenie. Jej brak to nie tylko oszczędność pieniędzy, ale i niższa masa. A ta, w aucie napędzanym trzycylindrowym 1,0 l TCe, naprawdę robi różnicę.

Inne oszczędności? Proszę bardzo! Chociażby przełącznik sterujący podgrzewaniem fotela kierowcy, którą to funkcję odkryliśmy dopiero... wysiadając z auta. Umieszczono go bezpośrednio na obudowie siedziska po lewej stronie, co nie jest najszczęśliwsze z punktu widzenia ergonomii. Tyle tylko, że nie trzeba prowadzić dodatkowych wiązek przewodów np. do konsoli środkowej, a to - w skali liczącej setki tysięcy sztuk rocznie - daje konkretny profit.

Sama konstrukcja foteli również zasługuje na uwagę. Np. dźwignia służąca regulacji wzdłużnej, chociaż ma formę giętego profilu stalowego, znalazła się jedynie po lewej stronie. Gdyby wydłużyć ją o 15 cm "rączka" mogłaby przebiegać przez całą szerokość siedziska, co ułatwiłoby obsługę. Jednak gdy autem podróżuje głównie jeden kierowca, nie jest to w żaden sposób uciążliwe, a... Tak, tak - 15 cm stalowego profilu pomnożone przez 140 tys. wyprodukowanych w ubiegłym roku egzemplarzy... 

Co jeszcze? Np. system multimedialny. Działa zaskakująco sprawnie - mimo przestarzałego wyglądu ma świetną reakcję na dotyk i szybko wykonuje polecenia. Ale... zdziwieni mogą być zwłaszcza młodzi amatorzy głośnej muzyki. Nagłośnienie daje zaskakująco czysty dźwięk, ale użytkownik nie ma nawet możliwości zmiany podbicia basu czy wysokich tonów! Ustawienie jest jedno i... po co je zmieniać? System jest za to absurdalnie prosty w obsłudze i np. połączenie się ze smartfonem nie powinno zająć więcej niż kilka sekund. Stojąc w korku można więc śmiało włączyć sobie audiobooka lub uspokoić kopiącą w fotel pociechę ulubioną bajką!

Na kolejnej stronie dowiesz się, na jakiej (fabrycznej!) wpadce przyłapaliśmy testowany egzemplarz...

INTERIA.PL

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy