Reklama

Bałagan z prawem jazdy. Policja odholowuje samochody?

Od 5 grudnia polscy kierowcy mogą już legalnie prowadzić pojazd, nie posiadając przy sobie dokumentu prawa jazdy. Przeciwko wprowadzeniu takiego udogodnienia wypowiadali się m.in. przedstawiciele Związku Powiatów Polskich. Kilka tysięcy kierowców przekonało się już, że nie były to słowa rzucane na wiatr...

Przypomnijmy - ZPP zwracał uwagę, że system, w ramach którego policjanci otrzymali wgląd do baz danych, działa w oparciu o CEPiK 1.0. Do dziś nie wdrożono bowiem pełnej funkcjonalności, planowanego od lat, CEPiKu 2.0. W efekcie występować mogą duże rozbieżności miedzy bazą centralną (do której dostęp mają funkcjonariusze policji), a lokalnymi bazami danych poszczególnych powiatów. Dodatkowo zwracano też uwagę, na niezgodność danych CEPiKu oraz Polskiej Wytwórni Papierów Wartościowych (odpowiada za druk dokumentów prawa jazdy).

Reklama

Jak informuje "Rzeczpospolita" już kilka tysięcy kierowców odczuło te różnice na własnej skórze. Gdy, w czasie kontroli, okazuje się, że nasze dane nie figurują w bazie centralnej, następstwa mogą być bardzo kosztowne. Policjant ma prawo zatrzymać prawo jazdy (np. gdy w bazie brakuje informacji o podsiadaniu konkretnej kategorii) lub, w skrajnych przypadkach, zdecydować o odholowaniu pojazdu na parking depozytowy! Taka usługa kosztować może kierowcę nawet 550 zł plus. Za każdą dobę przechowywania pojazdu naliczane są dodatkowe opłaty.

28 stycznia grupa posłów złożyła w tej spawie interpelację do - sprawującego nadzór nad Ministerstwem Cyfryzacji - Prezesa Rady Ministrów.

Parlamentarzyści zwrócili m.in. uwagę na poziom świadczonych przez aplikację mObywatel usług. "Problem z działaniem usługi występuje w momencie, kiedy po autoryzacji danymi profilu zaufanego system nie znajduje prawa jazdy przyporządkowanego do użytkownika. W aplikacji mObywatel pojawia się w takiej sytuacji komunikat, którego treść (...) nacechowana jest luzem niezbyt dobrze świadczącym o poziomie inżynierów oprogramowania, którzy pracowali nad implementacją rozwiązania. Większym problemem jest jednak to, że komunikat często wprowadza użytkownika w błąd" - czytamy w dokumencie. Wyrazili też zaniepokojenie poziomem ochrony danych osobowych.

W interpelacji przeczytać można m.in., że: "Obok samej sprzeczności komunikatu ze stanem rzeczywistym zwraca uwagę zaproponowana forma kontaktu ze wsparciem technicznym. Kontakt mailowy w takiej sytuacji może doprowadzić do sytuacji niebezpiecznych. W korespondencji mającej na celu wyjaśnienie sprawy prawdopodobnie wymagane będzie użycie danych umożliwiających identyfikację użytkownika dokumentu. Przesyłanie tego typu danych w formie e-maila jest lekkomyślne i bardzo ryzykowne".

W odpowiedzi, pod którą podpisał Marek Zagórski - sekretarz stanu w Kancelarii Prezesa Rady Ministrów - czytamy m.in., że: " dane prezentowane w usłudze mPrawo Jazdy, udostępnionej w aplikacji mObywatel, są pobierane z bazy Centralnej Ewidencji Kierowców (CEK). Baza CEK została zbudowana, w oparciu o dane pochodzące z systemów dziedzinowych w trybie migracji danych, z czym zazwyczaj związana jest możliwość wystąpienia pewnych nieprawidłowości podczas ich przesyłu. Mając wiedzę i świadomość takiego stanu, w usłudze mPrawo Jazdy celowo została udostępniona funkcjonalność bezpośredniego zgłaszania niezgodności danych. Dzięki temu użytkownik aplikacji, po weryfikacji swoich danych znajdujących się w bazie CEK, ma możliwość zgłoszenia ich poprawy".

Marek Zagórski odniósł się też do problemu na łamach "Rzeczpospolitej" informując, że "przygotowano już procedurę obsługi rozbieżności danych w celu zapewnienia sprawnej ich poprawy. Udostępniono także usługi, które umożliwiają kierowcom sprawdzenie swoich własnych danych tak, by wiedzieli, czy są w nich rozbieżności".

Wypowiedź ministra odczytać można jako sugestię, by decyzja o jeździe bez dokumentu prawa jazdy poprzedzona była... wcześniejszym sprawdzeniem swoich danych np. w państwowej aplikacji mObywatel. Gdy okaże się, że naszego dokumentu nie ma w bazie lub nie został on jeszcze zaktualizowany (brak informacji o nowych uprawnieniach), lepiej będzie zabrać prawo jazdy ze sobą. Tyle tylko, że wymaganie od kierowców, by w pierwszej kolejności sami weryfikowali zasoby państwowej bazy centralnej zakrawa na kpinę i stawia pod dużym znakiem zapytania ideę wprowadzonych 5 grudnia przepisów...

Zagórski dodaje również, że "gdyby zdarzyło się, że pojazd zostanie odholowany z powodu błędnych danych w CEK, nie wyklucza się możliwości uznawania roszczeń obywateli związanych z rekompensatą poniesionych kosztów. Nie tłumaczy jednak, w jaki sposób miałoby się to odbywać...

PR

INTERIA.PL

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama