Reklama

Do więzienia na 5 lat. Bo ktoś się pomylił...

Wielu kierowców obawia się zaostrzenia przepisów dotyczących obowiązkowych badań technicznych pojazdów. Przypominamy, że - wg najnowszego projektu - diagnosta miałby dokumentować obecność pojazdu na SKP serią zdjęć.

Chociaż tego typu rozwiązania budzą kontrowersje, mają też swoje dobre strony. Przykład? Jedna z fotografii miałaby przedstawiać licznik pojazdu i uwieczniać, zanotowany w dniu przeglądu, stan drogomierza.

Reklama

Przypominamy, że zgodnie z art. 306a §1 Kodeksu Karnego - "Kto zmienia wskazanie drogomierza pojazdu mechanicznego lub ingeruje w prawidłowość jego pomiaru, podlega karze pozbawienia wolności od 3 miesięcy do lat 5 (tej samej karze podlega, kto zleca innej osobie wykonanie czynu, o którym mowa w § 1)".

Niestety, w polskich warunkach przepis zdaje się przynosić więcej szkód niż pożytku. Diagności notorycznie mylą się przy wpisywaniu stanu drogomierza do CEPiKu, co przysporzyć może wielu kłopotów zmotoryzowanym.

Przekonał się o tym chociażby właściciel BMW, którego pojazd w minioną niedzielę skontrolowali policjanci z Olkusza. Powodem kontroli, do jakiej doszło na ulicy Budowlanej, było niesprawne oświetlenie. Przy okazji policjanci sprawdzili  także aktualny stan drogomierza. Na liczniku widniało dokładnie 337.385 km. Problem w ty, że w systemie informatycznym (Centralna Ewidencja Pojazdów) figurowało... 347.003 km. Mężczyzna nie potrafił wyjaśnić, dlaczego obecny stan licznika jest niższy niż w lutym bieżącego roku. Za brak świateł został jedynie pouczony, ale - wobec podejrzenia popełnienia przestępstwa - ustaleniem rzeczywistego przebiegu muszą zająć się teraz Policjanci z  Komendy Powiatowej Policji w Olkuszu.

Nie trzeba chyba wyjaśniać, że cofanie licznika o 10 tys. km w pojeździe, który dawno już przekroczył pułap 300 tys. km, wydaje się mało prawdopodobne. Wszystko wskazuje na to, że mamy do czynienia z pomyłką diagnosty, który przeprowadził obowiązkowe badanie techniczne pojazdu w lutym. Nie zmienia to jednak faktu, że pechowy właściciel będzie musiał stawić się na komendzie celem złożenia wyjaśnień. Przynajmniej w teorii grozi mu bowiem do 5 lat pozbawienia wolności...

***

INTERIA.PL

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje