Reklama

Absurd z Niemiec. Za dopłaty zezłomują nowe auta?

Ekologia zatacza coraz szersze kręgi i coraz śmielej poczyna sobie również w samochodowej wadze ciężkiej. Troska o czystość spalin wydobywających się z rur samochodów ciężarowych wydaje się całkiem słuszna, o ile swąd tych spalin nie jest maskowany oparami absurdu. Przykład?

Reklama

Branżowy serwis "40ton.net", skupiający się na problematyce związanej z transportem drogowym, informuje o toczących się w Niemczech pracach nad dopłatami do zakupu nowych ciężarówek. W dużym uproszczeniu chodzi o tzw. premie wrakowe, czyli powielenie schematu, który sprawdził się już w przypadku aut osobowych. Na czym konkretnie miałby one polegać?

Reklama

Chodzi o to, że przewoźnicy otrzymywaliby od niemieckiego rządu konkretne wsparcie finansowe w postaci dopłaty do zakupu fabrycznie nowego pojazdu, przedkładając dokumentu potwierdzające wycofanie z ruchu dotychczas eksploatowanej ciężarówki. Słowo "wycofanie" oznacza tu definitywny koniec kariery pojazdu na drogach. By otrzymać dopłatę trzeba by przedstawić stosowne zaświadczenie ze stacji demontażu pojazdów. Nie byłoby w tym może nic nadzwyczajnego gdyby nie fakt, że dopłatami mają być objęte pojazdy, których silniki spełniają normy emisji spalin: Euro 3, Euro 4 oraz, a także Euro 5!

Jakby tego było mało, w pierwszych dwóch przypadkach dopłata do nowego pojazdu - spełniającego normę emisji spalin Euro 6 - miałaby wynosić 10 tys. euro. W drugim, gdy przedsiębiorca wymieniałby ciężarówkę z Euro 5 a nową, spełniającą Euro 6 - otrzymywałby finansowe wsparcie w wysokości... 15 tys. euro.

Redakcja "40ton.net" przeprowadziła analizę publikacji związanych z tą sprawą, jakie pojawiają się w niemieckiej prasie. Ich wydźwięk jest oczywiście łatwy do przewidzenia. Przykładowo - Stowarzyszenie Międzynarodowych Producentów Pojazdów Silnikowych (siedziba w Niemczech) z uznaniem wyraża się o kolejnym kroku na drodze do osiągnięcia zakładanych przez Niemcy celów klimatycznych. W sytuacji nie byłoby może nic nadzwyczajnego, gdyby nie fakt, że członkowie owego stowarzyszenia - w tym czołowe niemieckie marki produkujące pojazdy użytkowe - mają zaskakująco wybiórczy stosunek do ekologii. 

Wypada bowiem zdawać sobie sprawę, że poza Unią Europejską kupienie dziś fabrycznie nowego pojazdu ciężarowego, którego silnik nie spełnia normy spalin Euro 6, nie stanowi najmniejszego problemu. Co więcej - wystarczy przekroczyć wschodnią granicę wspólnoty, by okazało się, że trzonem oferty niemal wszystkich producentów są pojazdy z normą emisji spalin Euro 5! Mówiąc wprost - np. w Rosji wyjedziemy z salonu fabrycznie nowym MANem, Mercedesem czy Scanią, których kierowca nigdy nie będzie musiał zawracać sobie głowy tankowaniem AdBlue...

Podsumowując, jest wielce prawdopodobne, że wkrótce będziemy świadkami kuriozalnej sytuacji, gdy model ciężarówki, który w Niemczech podlega akcji złomowania w ramach rządowych dopłat jako trujący środowisko, ledwie 600 km dalej sprzedawany jest przez producenta jako fabrycznie nowy i oczywiście w pełni ekologiczny.

INTERIA.PL

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje