Na baterie... nie dla dziewczynek!

Pseudoekologia, bez skrępowania wciska się ze swoimi ubłoconymi butami w każdą sferę motoryzacyjnego życia.

Po amerykańskim "boomie" na "przyjazne dla środowiska" hybrydy, które za kilka lat zaśmiecą naszą planetę zużytymi akumulatorami, tym razem przyszła pora na... motocykle!

Reklama

Amerykańska firma Roehr znana z produkcji dwukołowych maszyn o wyraźnie sportowym zacięciu postanowiła wyposażać swoje pojazdy w napęd elektryczny.

Pierwszym z nich ma być model eRoehr, który występować ma w dwóch specyfikacjach - torowej i ulicznej. Ta ostatnia wyposażona będzie w motor elektryczny o mocy 96 KM. Moment obrotowy wynosić ma aż 284 Nm, co powinno zapewnić maszynie dobre osiągi. Jednostka zasilana będzie z akumulatorów litowo-jonowych o pojemności 10 kWh.

Poza innowacyjnym źródłem napędu, motocykl odpowiadać ma specyfikacji innych pojazdów wyczynowych, będzie więc dysponował potężnymi hamulcami i sportowym zawieszeniem.

By udowodnić wartość swojej maszyny, jeszcze w tym roku firma zamierza wystawić ją do zawodów amerykańskiej serii wyścigów TTXGP.

Pojazd w specyfikacji ulicznej, nie będzie już, niestety, tak ekstremalny. Miejsce niemal 100-konnego silnika zajmie jednostka rozwijająca 105 Nm momentu obrotowego. 48 KM pozwalać ma na osiągniecie prędkości maksymalnej rzędu 160 km/h. By ograniczyć masę, w motocyklu zastosowano również mniejszy akumulator o pojemności 6 kWh.

Niestety, producent nie podaje informacji na temat osiągów, zasięgu i tego ile trzeba będzie zapłacić za dwukołowy ukłon w stronę panów Ohma i Kirchoffa. Co do tej ostatniej kwestii możemy być jednak pewni, że niemało. Przecież główna zaleta "ekologii" to fakt, że jest ona dzisiaj w cenie...

Dowiedz się więcej na temat: baterie | Nie

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje