40 lat? To poważny wiek

3 stycznia 1969 roku w niemieckiej miejscowości Huerth na świat przyszedł najlepszy kierowca Formuły 1 w historii Michael Schumacher.

40 lat to już poważny wiek dla każdego mężczyzny i na pewno nie ma czym się chwalić. Znam przyjemniejsze rzeczy - powiedział siedmiokrotny mistrz świata.

Reklama

Wychowałem się w skromnym domu, a już na pewno moi rodzice nie mieli środków finansowych, bym mógł myśleć o odniesieniu sukcesu w sportach motorowych - wspominał Niemiec, który zadebiutował w F1 w 1991 roku, ale już jako czterolatek zaczął ścigać się w kartach. Pierwszy zbudował mu ojciec Rolf.

Niewielu wie, że Schumacher oprócz tego, że świetnie spisywał się na torze, jest również przykładnym mężem i ojcem dwójki dzieci. Sferę prywatną zawsze starał się ukrywać.

W 1995 roku poślubił Corinnę Betsch, z którą znał się wówczas pięć lat. Dwa lata później przyszła na świat jego córka Maria, a w 1999 roku syn Mick.

Schumi potrzebuje swojej rodziny jak inni wody - powiedział jego były kolega z toru David Coulthard.

Jednak nie tylko harmonia w życiu prywatnym była dla niego istotna. Był profesjonalistą w każdym calu, a Brazylijczyk Felipe Massa, z którym wspólnie reprezentował barwy Ferrari, określa go mianem "profesora" i do tej pory zasięga u niego porad.

Nie jestem prawdziwym emerytem. Cały czas staram się być na bieżąco i służę radą. Szczerze mówiąc ciężko od razu odciąć się od czegoś, co przez wiele lat było moim całym życiem - przyznał Schumacher.

Tęsknota za ściganiem się jest u niego do tego stopnia wielka, że postanowił przesiąść się z czterech kół na dwa i wziąć udział w motocyklowych międzynarodowych mistrzostwach Niemiec w klasie IDM.

Nie widzę się już w roli zawodowca. To pozostanie tylko hobby, które sprawia mi wiele radości i mam nadzieję, że przyniesie też satysfakcję. Gdybym był sześć lat młodszy, to kto wie... - powiedział.

Gdy ścigał się w Formule 1, mówiono nie tylko o jego talencie. Znany był z zimnej kalkulacji, bezkompromisowości, woli walki.

Do największych porażek należy zaliczyć rok 1997. W ostatnim wyścigu, z powodu kolizji z Jacques Villeneuvem, nie dojechał do mety, przegrał mistrzostwo świata, a potem został przez Międzynarodową Federację Samochodową (FIA) zdyskwalifikowany na cały sezon.

Był to jednak dla niego tylko bodziec, a jego instynkt zwycięzcy został pobudzony. Wielu twierdzi, że właśnie przez jego wygórowaną ambicję nie uchował się przed wypadkiem.

Najgroźniejszy miał miejsce w 1999 roku, na torze w Silverstone. Gdy jego bolid na jednym z pierwszych zakrętów, wypadł z toru i przy szybkości około 160 km/h uderzył w bandę, serca kibiców na całym świecie zamarły. Skończyło się szczęśliwie, 30-letni wówczas Schumacher miał "tylko" złamaną nogę.

To właśnie wtedy zaczęło się pisanie przez Schumachera historii z Ferrari. Od 2000 roku pięć razy z rzędu był mistrzem świata (wcześniej w 1994 i 1995, ale z Benetton-Ford). To on jest kierowcą, który ma najwięcej wywalczonych pole position (69), zdobytych punktów (1388), zwycięstw (91), miejsc na podium (154) i najszybszych okrążeń (76).

Po Grand Prix Włoch 2006 ogłosił zakończenie kariery. Jego ostatnim wyścigiem było GP Brazylii na torze Interlagos, gdzie zajął czwartą lokatę.

Nie myślę już o powrocie. Podoba mi się takie życie jakie obecnie prowadzę. Dużo czasu spędzam z rodziną - zakończył 40- letni Schumacher.

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje